Do kolejnego punktu ruszamy Grabem, bo robi się gorąco. Ho Chi Minh Campaign Museum robimy tylko z zewnątrz po drodze do Temple of Hung King
Świątynia jest zamknięta i mieści się przy zoo. Po drugiej stronie jest Muzeum Historii HCMC. Nie wchodzimy tam ale wrócimy tam na zamknięcie wyjazdu w zupełnie innym celu.
Wsiadamy w Graba i jedziemy do Jade Emperor Pagoda
Kolejny Grab i lecimy do Vinh Nghiem Buddhist Temple
Ten zielony szyld to nasz obiad. Dopadł nas głód, a przyklejona do świątyni była knajpka. Ceny ok, menu też - niby Vegan ale podają kaczkę i rybę, więc się śmiałem z weganizmu w azjatyckim wydaniu. Co nas najbardziej zaskoczyło to, że prawie do końca posiłku nie zorientowaliśmy się, że to nie była ryba i kaczka. Córka coś tam marudziła że ta kaczka dziwnie smakuje, ale na początku zwaliłem to na anyżowy posmak
:) w końcu doszliśmy do wniosku, że to była legitnie wegańska restauracja
:P
Po drugiej stronie jest świątynia ale wygląda na zamkniętą.
Plac na którym czekamy na Graba
Na zakończenie tej części dnia jedziemy jeszcze do buddyjskiej świątyni Xa Loi
Wracamy do hotelu na sjestę, basen i realizację naszych voucherów. Vouchery są od 16, więc mamy trochę czasu na regenerację. Na dachu czeka nas przyjemna niespodzianka. Myślałem że z listy 5 przekąsek i napoju mam wybrać jeden, ale okazało się że w ramach tego vouchera dostajemy pełny półmisek przekąsek
:) Po 17.30 zaczyna zachodzić słońce więc zwijamy się ogarnąć przed wieczornym spacerem po mieście.
Zaczynamy wieczorny spacer od Bùi Viện - ulica z knajpami, klubami i masażami z dodatkowymi atrakcjami.
Trzeci lub czwarty raz przechodzimy obok Ben Thanh Market i w końcu postanawiamy tam zajrzeć, ale przemiał jest tak duży że tylko przechodzimy na drugą stronę
I znów szarańcza skuterowa
Przy Nguyễn Huệ zaczynają ćwiczyć przed paradami i pokazami noworocznymi.
Spacerując po Nguyễn Huệ wpadamy na lody. Córka bierze któryś ze swoich sprawdzonych smaków. My jednego duriana na pół. Po czym większa część tej frajdy przypada na mnie. Nie jesteśmy przesadnie głodni po przekąskach w hotelu więc bierzemy naleśnika na wynos, a dla córki mięso na patyku. Zakręcamy koło w stronę hotelu i po drodze chcemy zobaczyć most Mống Bridge
Wracamy do hotelu się pakować, bo rano przyjeżdża po nas kierowca, który ma nas odstawić w kolejne miejsce.@FUX zdecydowanie jedne z przyjemniejszych wakacji na jakich byliśmy
:) Trochę dopadł mnie poniedziałek w robocie, ale jak tylko się nieco odkopię, to obiecuję wrócić do regularnego pisaniaDzień 3 Śniadania w hotelu podają od 6:30 i o tej godzinie meldujemy się w bufecie. O 7 mamy umówiony transport do Cần Thơ. Auto załatwiliśmy przez homestay Song Ngư Riverside. Prowadzą go Wietnamka Cindy i Holender. Mają własne biuro turystyczne i oprócz transportu (wyszło ok 10-15% taniej niż inne firmy) oferują kilka rodzajów wycieczek po delcie Mekongu. Ustaliliśmy, że chcemy być na miejscu przed 13, żeby zdążyć na wycieczkę o 14. Ustaliliśmy, że wyjedziemy wcześniej, bo Cindy obawiała się korków w związku z tet. Czat GPT też nas straszył, że dojazdy mogą być +2h ale ostatecznie nam się udało i dotarliśmy na miejsce przed 11. Okazuje się, że nasz pokój nie jest jeszcze gotowy. Z nieba leje się żar, ale siedzieliśmy kilka godzin w samochodzie, więc postanawiamy przejść się po okolicy.
Tak wygląda homestay i widok na rzekę
Po drodze wpadamy na wystawę prezentów na nowy rok
kawałek dalej jest targowisko.
Zgłodnieliśmy i zaczynamy szukać czegoś do jedzenia. Sporo budek i lokali jest zamkniętych ale ostatecznie trafiamy do Ca Phe w którym serwują pho. Bierzemy po zupie z translatora. Koszt to 40k dongów za porcję. Micha dość zacnej wielkości. Do tego chłodzące napoje wybierane w ciemno. Córka bierze kokosa. Ja dostaję na dnie ciepłą herbatę ziołową, a na wierzchu lód z jakimś sokiem. Całkiem pyszne połączenie
:)
Wracamy do homestay i nasz pokój jest już gotowy. Wrzucamy tam graty, odświeżamy się nieco i szykujemy do wycieczki. O 14 przyjeżdża auto i ruszamy na wycieczkę na wyspę Cồn Sơn. Naszym przewodnikiem jest Kin. Zanim udamy się na wyspę przystajemy w zabytkowym domu. Wietnamczycy wszystkie starsze budynki nazywają "ancient".
Na wstępie przywitały nas wszechobecne śmieci.
Wchodzimy na teren rezydencji. Nie wiem po ile był wstęp, bo bilety były zawarte w cenie wycieczki. Od Kina dowiedzieliśmy się, że w dawnym Wietnamie, bogatsi ludzie osiedlali się w delcie, ponieważ było na tyle daleko od cesarskiego miasta Hue, że można było zbudować rezydencję z przepychem, która nie kułaby w cesarskie oko
:)
@Dryblas Dzięki za info. Urok święta Tet.P.S.Sorki za ślamazarne tempo ale miałem sajgon w robocie [emoji6] Po weekendzie wracam do regularnego pisania.
Nawet w korpo świętują nowy rok
Do kolejnego punktu ruszamy Grabem, bo robi się gorąco. Ho Chi Minh Campaign Museum robimy tylko z zewnątrz po drodze do Temple of Hung King
Świątynia jest zamknięta i mieści się przy zoo. Po drugiej stronie jest Muzeum Historii HCMC. Nie wchodzimy tam ale wrócimy tam na zamknięcie wyjazdu w zupełnie innym celu.
Wsiadamy w Graba i jedziemy do Jade Emperor Pagoda
Kolejny Grab i lecimy do Vinh Nghiem Buddhist Temple
Ten zielony szyld to nasz obiad. Dopadł nas głód, a przyklejona do świątyni była knajpka. Ceny ok, menu też - niby Vegan ale podają kaczkę i rybę, więc się śmiałem z weganizmu w azjatyckim wydaniu. Co nas najbardziej zaskoczyło to, że prawie do końca posiłku nie zorientowaliśmy się, że to nie była ryba i kaczka. Córka coś tam marudziła że ta kaczka dziwnie smakuje, ale na początku zwaliłem to na anyżowy posmak :) w końcu doszliśmy do wniosku, że to była legitnie wegańska restauracja :P
Po drugiej stronie jest świątynia ale wygląda na zamkniętą.
Plac na którym czekamy na Graba
Na zakończenie tej części dnia jedziemy jeszcze do buddyjskiej świątyni Xa Loi
Wracamy do hotelu na sjestę, basen i realizację naszych voucherów. Vouchery są od 16, więc mamy trochę czasu na regenerację. Na dachu czeka nas przyjemna niespodzianka. Myślałem że z listy 5 przekąsek i napoju mam wybrać jeden, ale okazało się że w ramach tego vouchera dostajemy pełny półmisek przekąsek :) Po 17.30 zaczyna zachodzić słońce więc zwijamy się ogarnąć przed wieczornym spacerem po mieście.
Zaczynamy wieczorny spacer od Bùi Viện - ulica z knajpami, klubami i masażami z dodatkowymi atrakcjami.
Trzeci lub czwarty raz przechodzimy obok Ben Thanh Market i w końcu postanawiamy tam zajrzeć, ale przemiał jest tak duży że tylko przechodzimy na drugą stronę
I znów szarańcza skuterowa
Przy Nguyễn Huệ zaczynają ćwiczyć przed paradami i pokazami noworocznymi.
Spacerując po Nguyễn Huệ wpadamy na lody. Córka bierze któryś ze swoich sprawdzonych smaków. My jednego duriana na pół. Po czym większa część tej frajdy przypada na mnie. Nie jesteśmy przesadnie głodni po przekąskach w hotelu więc bierzemy naleśnika na wynos, a dla córki mięso na patyku. Zakręcamy koło w stronę hotelu i po drodze chcemy zobaczyć most Mống Bridge
Wracamy do hotelu się pakować, bo rano przyjeżdża po nas kierowca, który ma nas odstawić w kolejne miejsce.@FUX
zdecydowanie jedne z przyjemniejszych wakacji na jakich byliśmy :)
Trochę dopadł mnie poniedziałek w robocie, ale jak tylko się nieco odkopię, to obiecuję wrócić do regularnego pisaniaDzień 3
Śniadania w hotelu podają od 6:30 i o tej godzinie meldujemy się w bufecie. O 7 mamy umówiony transport do Cần Thơ. Auto załatwiliśmy przez homestay Song Ngư Riverside. Prowadzą go Wietnamka Cindy i Holender. Mają własne biuro turystyczne i oprócz transportu (wyszło ok 10-15% taniej niż inne firmy) oferują kilka rodzajów wycieczek po delcie Mekongu. Ustaliliśmy, że chcemy być na miejscu przed 13, żeby zdążyć na wycieczkę o 14. Ustaliliśmy, że wyjedziemy wcześniej, bo Cindy obawiała się korków w związku z tet. Czat GPT też nas straszył, że dojazdy mogą być +2h ale ostatecznie nam się udało i dotarliśmy na miejsce przed 11. Okazuje się, że nasz pokój nie jest jeszcze gotowy. Z nieba leje się żar, ale siedzieliśmy kilka godzin w samochodzie, więc postanawiamy przejść się po okolicy.
Tak wygląda homestay i widok na rzekę
Po drodze wpadamy na wystawę prezentów na nowy rok
kawałek dalej jest targowisko.
Zgłodnieliśmy i zaczynamy szukać czegoś do jedzenia. Sporo budek i lokali jest zamkniętych ale ostatecznie trafiamy do Ca Phe w którym serwują pho. Bierzemy po zupie z translatora. Koszt to 40k dongów za porcję. Micha dość zacnej wielkości. Do tego chłodzące napoje wybierane w ciemno. Córka bierze kokosa. Ja dostaję na dnie ciepłą herbatę ziołową, a na wierzchu lód z jakimś sokiem. Całkiem pyszne połączenie :)
Wracamy do homestay i nasz pokój jest już gotowy. Wrzucamy tam graty, odświeżamy się nieco i szykujemy do wycieczki. O 14 przyjeżdża auto i ruszamy na wycieczkę na wyspę Cồn Sơn. Naszym przewodnikiem jest Kin. Zanim udamy się na wyspę przystajemy w zabytkowym domu. Wietnamczycy wszystkie starsze budynki nazywają "ancient".
Na wstępie przywitały nas wszechobecne śmieci.
Wchodzimy na teren rezydencji. Nie wiem po ile był wstęp, bo bilety były zawarte w cenie wycieczki. Od Kina dowiedzieliśmy się, że w dawnym Wietnamie, bogatsi ludzie osiedlali się w delcie, ponieważ było na tyle daleko od cesarskiego miasta Hue, że można było zbudować rezydencję z przepychem, która nie kułaby w cesarskie oko :)