W tym momencie uśmiechamy się z żoną od ucha do ucha, bo okazuje się, że w tym domu kręcili film Kochanek (fr. L'amant) z 1992r, który oglądaliśmy przed wyjazdem. Historia jest prawdziwa i z tego co zrozumiałem, to realna akcja działa się w okolicy ale w innej rodzinie.
Wychodzimy obejrzeć jeszcze ogród.
Z rezydencji jedziemy nad rzekę, do "terminala promowego"
Roślina ponoć jadalna i nawet ładnie kwitnie
Na wyspę idzie z nami dodatkowy przewodnik. Nie jestem pewien, ale wygląda jakby to był mieszkaniec wyspy. Jeśli mijamy nieliczne grupki wycieczkowe to też z tak samo ubranym opiekunem.
Od razu na wyspie uderza nas ogrom owoców.
Rok konia tutaj też jest witany
Ośrodek wczasowy, ale głównie widziałem Azjatów. Nie podejmę się oceny czy to Wietnamczycy czy inni
:)
W tle widać tzw monkey bridge. Oczywiście musieliśmy po nim przejść. Samodzielnie to jest spoko, ale trzymając 8 latkę za rękę i przechodzenie było lekko stresujące.
Widzieliśmy zdjęcia na telefonie przewodnika, że ludzie w tym pozowali.
Z książki o Wietnamie którą czytałem w drodze dowiedziałem się, że tradycyjnie używa się trzech rodzajów drzewek noworocznych - kumkwat, morela i brzoskwinia.
Tutaj przewodnik z wyspy smaży coś jak nasze rurki waflowe. Mieliśmy okazję spróbować zrobić je samodzielnie. Do tego degustacja smakołyków z tapioki i ryżu. Zdecydowanie największym zaskoczeniem był gumiaste ciastko pieczone w liściu banana.
Do w którym byliśmy był "fabryką" dmuchanego ryżu. Mieliśmy okazję wziąć udział w procesie i muszę przyznać, że otwieranie pojemnika pod ciśnieniem powodowało wystrzał ryżu jak z armaty. Ogłuszony też byłem jak po strzale z armaty. Na zakończenie dostaliśmy woreczek ryżu na wynos.
@Dryblas Dzięki za info. Urok święta Tet.P.S.Sorki za ślamazarne tempo ale miałem sajgon w robocie [emoji6] Po weekendzie wracam do regularnego pisania.
W tym momencie uśmiechamy się z żoną od ucha do ucha, bo okazuje się, że w tym domu kręcili film Kochanek (fr. L'amant) z 1992r, który oglądaliśmy przed wyjazdem. Historia jest prawdziwa i z tego co zrozumiałem, to realna akcja działa się w okolicy ale w innej rodzinie.
Wychodzimy obejrzeć jeszcze ogród.
Z rezydencji jedziemy nad rzekę, do "terminala promowego"
Roślina ponoć jadalna i nawet ładnie kwitnie
Na wyspę idzie z nami dodatkowy przewodnik. Nie jestem pewien, ale wygląda jakby to był mieszkaniec wyspy. Jeśli mijamy nieliczne grupki wycieczkowe to też z tak samo ubranym opiekunem.
Od razu na wyspie uderza nas ogrom owoców.
Rok konia tutaj też jest witany
Ośrodek wczasowy, ale głównie widziałem Azjatów. Nie podejmę się oceny czy to Wietnamczycy czy inni :)
W tle widać tzw monkey bridge. Oczywiście musieliśmy po nim przejść. Samodzielnie to jest spoko, ale trzymając 8 latkę za rękę i przechodzenie było lekko stresujące.
Widzieliśmy zdjęcia na telefonie przewodnika, że ludzie w tym pozowali.
Z książki o Wietnamie którą czytałem w drodze dowiedziałem się, że tradycyjnie używa się trzech rodzajów drzewek noworocznych - kumkwat, morela i brzoskwinia.
Tutaj przewodnik z wyspy smaży coś jak nasze rurki waflowe. Mieliśmy okazję spróbować zrobić je samodzielnie. Do tego degustacja smakołyków z tapioki i ryżu. Zdecydowanie największym zaskoczeniem był gumiaste ciastko pieczone w liściu banana.
Do w którym byliśmy był "fabryką" dmuchanego ryżu. Mieliśmy okazję wziąć udział w procesie i muszę przyznać, że otwieranie pojemnika pod ciśnieniem powodowało wystrzał ryżu jak z armaty. Ogłuszony też byłem jak po strzale z armaty. Na zakończenie dostaliśmy woreczek ryżu na wynos.