0
bruce09lili 5 marca 2026 13:40
Image

Image

Na koniec atrakcja prosto z gabinetów beauty. Masaż stóp w wykonaniu rybek. Łącznie były 3 rodzaje masażu i najfajniejszy był ten z najmniejszymi rybkami.
Image

Image

Image

Image

Image

Wracamy do homestay po 17. Zamawiamy kolację w restauracji od razu po przyjściu, bo czas oczekiwania to ponad godzina i idziemy odpocząć do pokoju. Ja zamówiłem sneak head fish
Image

Image

Image

Po kolacji dość sprawnie ewakuowaliśmy się do pokoju, bo jutro wycieczka na floating market - start o 5 rano.@Dryblas
Dzięki za info. Urok święta Tet.

P.S.
Sorki za ślamazarne tempo ale miałem sajgon w robocie [emoji6] Po weekendzie wracam do regularnego pisania.@piwili

zgodnie z życzeniem:
- Happy Life Grand Hotel & Rooftop Skybar 670 zł za 2 noce
- Song Ngư Riverside Homestay 450 zł za 2 noce

Resztę podam na bieżąco. Postaram się też podawać więcej cen jedzenia. Weź tylko po uwagę, że ceny za noclegi są nieco podbite przez Tet. Do tego rozrzut cenowy jest ogromny w zależności od lokalizacji i standardu.

Dzień 4
Pobudka w środku nocy do najprzyjemniejszych nie należy, ale większość wycieczek na floating market startuje o 5 rano. Śniadanie teoretycznie powinno być na rzece ale przez Tet 2/3 barek (w tym śniadaniowa) odpłynęła. Oczywiście widziałem tam barki z jedzeniem, ale domyślam się, że homestay ma jakieś umowy z konkretnymi miejscami. Przewodnik obiecał, że coś wymyśli. Z nami płynie jeszcze dwóch Holendrów. Do dyspozycji mamy mały sampan więc jest kameralnie.

Zanim wyruszymy robię dokładne oględziny, na wypadek jakby wieczorem trafiła się okazja na degustację :)
Image

Ruszamy, a droga zajmuje nam ok 45 minut. Nasz przewodnik Thin jest dość gadatliwy, więc sporo informacji można od niego wyciągnąć. Jakbyście zastanawiali się dlaczego wycieczki na market startują o tej godzinie, to odpowiedź jest w pływach. Różnica poziomów dochodzi do ponad 1m i dwa razy dziennie odwraca się kierunek rzeki. W dawnych czasach jak łódki były napędzane ręcznie, a nawet później jak silniki były słabsze, nie dało się płynąć pod prąd, więc trzeba było planować tak, żeby zawsze było z prądem. Teraz łódka dałaby radę, ale zużycie paliwa drastycznie wzrasta. Holendrzy przytomnie zauważyli, że rośliny w kanale płyną w różnych kierunkach. My w jeden dzień nie mieliśmy okazji tego zaobserwować, ale zanotowaliśmy w pamięci żeby zwrócić na to uwagę.
Image

Image

Image

Bladym świtem docieramy na rynek w wersji lądowej i wysiadamy przy nabrzeżu w mieście.
Image

Image

Image

Ruszamy za naszym przewodnikiem prosto w stragany
Image

Image

Image

Image

Jak widać, żadna część nie może się zmarnować :)
Image

Image

Image

Image

Świt już w pełni więc i ruch się zagęszcza.
Image

Image

Image

Niektóre okazy muszą być w klatkach bo potrafią podskoczyć. Czasami klatki aż się trzęsły od próbujących się wyrwać więźniów.
Image

Image

W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję natury komunikacyjnej. Wietnamczykom udało się spełnić mokry sen Amerykanów, czyli wszystko drive-in. Wprawdzie w wersji skuterowej, ale tutaj wszyscy podjeżdżają skuterem prosto pod stoisko i kupują bez zsiadania z niego. To samo wiedzieliśmy wielokrotnie z budkami z jedzeniem czy napojami. Podjeżdżasz, zamawiasz, odbierasz, odjeżdżasz, a wszystko z tyłkiem na skuterze.
Image

Image

Image

Czasami w wąskich uliczkach targowiska powstawał konkretny korek, kiedy dwa skutery były zbyt obładowane, żeby minąć się na szerokość.
Image

Dział z ozdobami na Tet. Nie mam odpowiedniego zdjęcia, ale były też stoiska z papierowymi makietami różnych rzeczy (samochody/pieniądze/domy/meble) które można składać w ofierze. Przewodnik tłumaczył nam, że w okolicy Tet z wietnamskich domów wzywany jest bożek kuchenny, który głównemu bóstwu ma zdać relację jak dana rodzina radziła sobie w ciągu minionego roku.
Image

Image

Opuściliśmy teren targowiska, a wjazd robi się jeszcze bardziej zatłoczony.
Image

Image

Nasza kameralna łódka jest mniej więcej tej wielkości. Czekamy jeszcze chwilę, aż nasza zacumuje do nabrzeża.
Image

Image

Image

Thin wytłumaczył nam dlaczego wszystkie łodzie mają kolorowe oczy. To jest zwyczaj z czasów kiedy w rzece były krokodyle i sumy powyżej 2m. Łódź musiała udawać, że jest większym zwierzem, żeby zmniejszyć ryzyko ataku.
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Docieramy do łódki kawowej. Po jednym napoju mamy w cenie i każdy chętnie bierze kawę z rana. Jedni ciepłą, inni zimną, a córka kokosa. Pan od kawy ma ponoć 30 lat doświadczenia.
Image


Dodaj Komentarz

Komentarze (4)

fux 7 marca 2026 12:08 Odpowiedz
Cieszę się, że wyjazd udany.
dryblas 13 marca 2026 23:08 Odpowiedz
Z kronikarskiego obowiązku dodam tylko ze opera juz była odsłonięta z rusztowania 20.02 , to nie był remont tylko scena na noworoczny koncert,
bruce09lili 14 marca 2026 12:08 Odpowiedz
@Dryblas Dzięki za info. Urok święta Tet.P.S.Sorki za ślamazarne tempo ale miałem sajgon w robocie [emoji6] Po weekendzie wracam do regularnego pisania.
dryblas 19 marca 2026 12:08 Odpowiedz
Fajnie się czyta, i wracają wspomnienia, bo byliśmy w praktycznie tym samym czasie i w podobnych miejscach