Naszym następnym celem jest łódka ananasowa. Ponoć każda łódka ma wywieszone czym handluje. Tutaj rzeczywiście wiszą ananasy. Dostajemy owoce do degustacji. Nie zaskoczę nikogo, jeśli napiszę, że ananasy były pyszne. Do tego posypka z soli i krewetek. Oprócz degustacji mamy jeszcze wejście do części mieszkalnej. Holendrzy przy swoim wzroście muszą bardzo uważać na głowy. Jest przerwa noworoczna więc w hamakach leżą dzieciaki z komórkami w dłoniach. W środku jest surowo, ale zaskakująco przestronnie. Dzieciaki chodzą do szkoły w mieście, a każdy statek ma gdzieś na lądzie zaparkowany skuter.
Poruszyliśmy też z przewodnikiem temat śmieci, bo ich ilość w rzece jest delikatnie mówiąc przerażająca. Zresztą jest to wysoce uciążliwe bo często coś się wkręca w śrubę napędową. Ponoć są obecnie prowadzone akcje edukacyjne i powoli to się zmienia, ale starsze pokolenia nadal ostro śmiecą.
Wpływamy do mniejszego kanału.
Konstrukcja nie wygląda na najsolidniejszą, ale stoi.
Znów wysiadamy na ląd i idziemy wąskimi uliczkami do fabryki makaronu ryżowego
Na miejscu wita nas szczeniaczek i nagi chłopiec w kąpieli i ze sporym ADHD.
To są już wystudzone płachty sprasowanego ciasta ryżowego przygotowane do cięcia na wstążki.
A to jest Thin, nasz przewodnik
Gospodarze manufaktury przy pracy
Na takich bambusowych noszach suszą się na słońcu placki
Taką maczugą ściąga się wilgotne placki z "patelni"
Oczywiście mieliśmy możliwość wziąć udział w każdym etapie od nakładania ciasta, przez suszenie po cięcie.
Nie mam dobrego zdjęcia maszyny do cięcia. Normalnie jest napędzana silnikiem, ale dla turystów pas klinowy jest zdejmowany i trzeba kręcić ręcznie kołem. Jak widać na poprzednich zdjęciach, placki są okrągłe. Po przejściu przez głowicę tnącą zawsze zostaną krótkie kawałki, a jak wiemy makaron azjatycki jest ładny i długi. Co więc się dzieje z tymi krótkimi? Wyrzucają? Na szczęście nie. Powstało z nich nasze sniadanie, czyli noodle pizza. Są to smażone na słodko w głębokim tłuszczu kawałki makaronu.
Płyniemy dalej.
Trwa właśnie budowa nowego mostu.
Wspominałem już o śmieciach? Tutaj złapałem delikwenta na gorącym uczynku.
Dobijamy do nabrzeża po drugiej stronie rzeki. Naszym celem jest plantacja owoców.
Wspominałem już, że Wietnamczycy kochają karaoke? Pora śniadaniowa jest też dobra na karaoke
:)
To jest niezmiernie ciekawa konstrukcja. Kojarzycie zupę z gniazda ptaka, konkretnie jerzyka? Bardzo popularna w Azji i astronomicznie droga. W tym wielkim bloku mieszkają jedynie jerzyki na grządkach. A na zewnątrz są głośniki, z których płynie wabiący głos godowy.
@Dryblas Dzięki za info. Urok święta Tet.P.S.Sorki za ślamazarne tempo ale miałem sajgon w robocie [emoji6] Po weekendzie wracam do regularnego pisania.
Naszym następnym celem jest łódka ananasowa. Ponoć każda łódka ma wywieszone czym handluje. Tutaj rzeczywiście wiszą ananasy. Dostajemy owoce do degustacji. Nie zaskoczę nikogo, jeśli napiszę, że ananasy były pyszne. Do tego posypka z soli i krewetek. Oprócz degustacji mamy jeszcze wejście do części mieszkalnej. Holendrzy przy swoim wzroście muszą bardzo uważać na głowy. Jest przerwa noworoczna więc w hamakach leżą dzieciaki z komórkami w dłoniach. W środku jest surowo, ale zaskakująco przestronnie. Dzieciaki chodzą do szkoły w mieście, a każdy statek ma gdzieś na lądzie zaparkowany skuter.
Poruszyliśmy też z przewodnikiem temat śmieci, bo ich ilość w rzece jest delikatnie mówiąc przerażająca. Zresztą jest to wysoce uciążliwe bo często coś się wkręca w śrubę napędową. Ponoć są obecnie prowadzone akcje edukacyjne i powoli to się zmienia, ale starsze pokolenia nadal ostro śmiecą.
Wpływamy do mniejszego kanału.
Konstrukcja nie wygląda na najsolidniejszą, ale stoi.
Znów wysiadamy na ląd i idziemy wąskimi uliczkami do fabryki makaronu ryżowego
Na miejscu wita nas szczeniaczek i nagi chłopiec w kąpieli i ze sporym ADHD.
To są już wystudzone płachty sprasowanego ciasta ryżowego przygotowane do cięcia na wstążki.
A to jest Thin, nasz przewodnik
Gospodarze manufaktury przy pracy
Na takich bambusowych noszach suszą się na słońcu placki
Taką maczugą ściąga się wilgotne placki z "patelni"
Oczywiście mieliśmy możliwość wziąć udział w każdym etapie od nakładania ciasta, przez suszenie po cięcie.
Nie mam dobrego zdjęcia maszyny do cięcia. Normalnie jest napędzana silnikiem, ale dla turystów pas klinowy jest zdejmowany i trzeba kręcić ręcznie kołem. Jak widać na poprzednich zdjęciach, placki są okrągłe. Po przejściu przez głowicę tnącą zawsze zostaną krótkie kawałki, a jak wiemy makaron azjatycki jest ładny i długi. Co więc się dzieje z tymi krótkimi? Wyrzucają? Na szczęście nie. Powstało z nich nasze sniadanie, czyli noodle pizza. Są to smażone na słodko w głębokim tłuszczu kawałki makaronu.
Płyniemy dalej.
Trwa właśnie budowa nowego mostu.
Wspominałem już o śmieciach? Tutaj złapałem delikwenta na gorącym uczynku.
Dobijamy do nabrzeża po drugiej stronie rzeki. Naszym celem jest plantacja owoców.
Wspominałem już, że Wietnamczycy kochają karaoke? Pora śniadaniowa jest też dobra na karaoke :)
To jest niezmiernie ciekawa konstrukcja. Kojarzycie zupę z gniazda ptaka, konkretnie jerzyka? Bardzo popularna w Azji i astronomicznie droga. W tym wielkim bloku mieszkają jedynie jerzyki na grządkach. A na zewnątrz są głośniki, z których płynie wabiący głos godowy.
Tradycyjne ciastka Tetowe
Jest i durian.