0
Subiektywniezpodróży 13 marca 2026 13:39
Hej! Przesyłamy zajawkę dla miłośników gór :) Poniżej znajdziecie krótką relację z jednego z naszych trekkingów w Andach.



Dzień 1 – Upis i pierwsze zderzenie z wysokością
Wyruszyliśmy z Cusco jeszcze pełni energii, ale już w drodze do Upis zaczęliśmy rozumieć, że ta wyprawa będzie inna niż wszystkie poprzednie. Powietrze stawało się coraz chłodniejsze, a horyzont coraz bardziej surowy. Kiedy dotarliśmy do pierwszego obozu, mieliśmy wrażenie, że czas zwolnił. Wokół nas pasły się alpaki, a pojedyncze chaty wyglądały jakby od wieków trwały w tym samym miejscu. Wieczorem, przy herbacie z koki, czuliśmy ekscytację, ale też respekt przed tym, co nas czeka.



Dzień 2 – Pierwsza przełęcz i bajkowe widoki
Rano ruszyliśmy w stronę przełęczy Arapa. Każdy krok powyżej 4500 m był jak mały test – czy oddychamy wystarczająco głęboko, czy tempo nie jest za szybkie, czy głowa nie zaczyna lekko pulsować. Ale kiedy stanęliśmy na przełęczy i zobaczyliśmy jeziora Pucacocha, cała walka z wysokością nagle miała sens. Woda mieniła się turkusem i granatem, a nad nami wisiały lodowce Ausangate.



Dzień 3 – Surowe krajobrazy i cisza, która wciąga
To był dzień, w którym zrozumieliśmy, że w tych górach najważniejsza jest cisza. Nie taka, która oznacza pustkę, ale taka, która ma w sobie obecność – wiatru, trawy, odległych pomruków lodu. Po południu widzieliśmy szynszyle przemykające między skałami, a wieczorem niebo rozświetliło się taką ilością gwiazd, że trudno było zasnąć.



Dzień 4
– Tęczowa Góra o świcie
Wstaliśmy jeszcze przed wschodem słońca. Było zimno, a powietrze tak rześkie, że każdy oddech brzmiał jak małe westchnienie. Podejście na Vinicuncę nie było łatwe – wysokość dawała o sobie znać na każdym kroku. Ale kiedy dotarliśmy na szczyt i zobaczyliśmy pierwsze światło dnia padające na kolorowe pasma gór, poczuliśmy coś, czego nie da się opisać jednym słowem. To nie był widok z pocztówek. To było bardziej surowe, bardziej prawdziwe, bardziej nasze.



Dzień 5 – Powrót z głową pełną myśli
Ostatni dzień był spokojniejszy, ale pełen refleksji. Schodząc w stronę cywilizacji, czuliśmy, że zostawiamy za sobą coś ważnego. Góry nauczyły nas pokory, cierpliwości i uważności. Nauczyły nas też, że czasem warto się zmęczyć, zmarznąć i zasapać, żeby zobaczyć świat takim, jakim jest naprawdę. Kiedy dotarliśmy do samochodu, byliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. Wiedzieliśmy, że Ausangate zostanie z nami na długo.

Dokładniejszy opis naszej relacji na https://subiektywniezpodrozy.pl/trekking/peru_ausangate/
Zapraszamy
https://www.facebook.com/subiektywniezpodrozy
https://www.instagram.com/subiektywniezpodrozy

Dodaj Komentarz