0
jekyll 19 marca 2026 22:44
Geneza mojego wyjazdu znajduje się w wątku LH/LX/OS Promocja ..., do którego bardzo lubię zaglądać (na moje nieszczęście) .

Zawsze mówiłam, że na Kanary to ja będę latać na emeryturze, jak już mi się nie będzie chciało dźwigać plecaka.
Na emeryturze nie jestem. a w moim ulubionym wątku pojawiły się bilety, nie jakieś mega tanie ale w akceptowalnej cenie, na luty.

Zaczęłam zgłębiać temat wiatru, bo przecież wszyscy mówią, że tam wieje.
Te kłamcuchy z googla powiedziały, że w lutym nie za bardzo.
Aaaahhhaaaa, jedzie mi tu ... :lol:
Pytanie: „Wieje?”
Na tym wyjeździe padało chyba najczęściej :)

Jednak jak zaczęły mi wyskakiwać zdjęcia szerokich plaż, turkusowej wody i wiatraków to ta Fuerta tak jakoś do mnie przemówiła. :D
Jak już kupiłam bilety, to M mnie zapytał, dlaczego akurat Fuerta?
Bo ja wiem, przecież od którejś wyspy trzeba zacząć. Nie wiem, może kolejność ma znaczenie.

Wynajem samochodu to chyba najbardziej lajtowy wynajem w naszym życiu. :D
Zero stresu, blokad, kolejek. Całe odebranie kluczyków to może 5 min. Oddanie jeszcze szybsze. Lubię to!
Po wyspie przejechaliśmy ponad 1000 km. Drogi są dobre, dobrze oznaczone.
Czasami jest węziej, czasami szerzej.
Wiadomo, na plażę Cofete jest szuter.
Mapy google, jak zawsze, lubiły nas sprawdzać ale nie daliśmy się. :mrgreen:

Ostatnimi czasy po zakupie biletów mam jakiś taki zryw. Rozeznałam się w sprawie noclegów.
Wyszło mi, że żaden kurort nie wchodzi w grę. Nie chciałam też dzielić noclegów więc zarezerwowałam apartament w Gran Tarajal.
Wydawało mi się, że tak na środku wyspy (mniej lub więcej), to będzie w sam raz.
W rzeczywistości, czy to na południe, czy na północ mieliśmy koło godziny drogi.
Dzisiaj bym chyba podzieliła pobyt. Miałabym jednak problem z miejscówkami.
Musiałabym się mocno zastanowić ;)

Image

Przed wyjazdem stworzyłam mapę "atrakcji".
Wyspa była zakropkowana jak biedronka :P
Jak M ją zobaczył, to nawet nie skomentował.

Lot jak lot. Tych o 6 rano jakoś chyba nie polubię. Plusem jest, że jesteśmy wcześnie na miejscu.

Jadąc z lotniska obydwoje mamy przygnębiające wrażenie. Wszystko jest takie jakieś ... rozczarowujące. Szaro-bure. Gdzie ta zieleń?
Do Gran Tarajal dojeżdżamy ok. 14. Jest za wcześnie na apartament ale w sam raz na obiad.
Idziemy do knajpy w porcie. Ja nazwałam ją kaszalot, bo mi przypominała tą na Maderze.
Sporo ludzi siedziało w środku. Jak kelner usłyszał naszą rozmowę, to zapytał, czy Polacy i przyniósł nam menu po polsku.
Zamówiliśmy półmisek dla dwojga. Odnośnie jedzenia, to zdania są podzielone. Więcej tam nie wróciliśmy.

Image

Potem trochę spacerujemy po deptaku i w pobliskich uliczkach.
Takie spokojne, nadmorskie miasteczko, promenada, knajpki tylko bez tłumów turystów.
Z szeroką, piaszczystą plażą. Piasek jest ciemny, pochodzenia wulkanicznego. Podobno latem ten piasek szybciej się nagrzewa.

Image

Image

Image

W miasteczku odbywa się Festiwal Tran Tran. Międzynarodowe święto klaunów, błaznów i sztuki ulicznej.
Przez kilka dni są występy na żywo, warsztaty i parady. Symbolem tego wydarzenia jest ta dziewczynka.

Image

A wiało jak kieleckiem (szczerze, nie wiem, dlaczego się tak mówi).
Jak już byliśmy w apartamencie, to się rozpadało.
Pomyślałam sobie, nieźle się zaczyna :shock:

Image@piekara114 ciekawe to, co piszesz :)
Masz rację, im dalej od lotniska tym lepiej :D

Dzień 1
Obserwujemy przez okno niebo i zastanawiamy się gdzie to słońce?
Niebo jakieś takie przytłumione. Spoglądamy, jak ludzie chodzą ubrani.
Mieliśmy tutaj przyjechać, wytapiać się w ciepełku a na razie to jakiś zonk.
Po burzy mózgów ustalamy, że jedziemy w górę, wschodnim wybrzeżem :)

Las Playitas
Miejscowość podzielona jest na dwie części. Dzielnica rybacka, wkomponowana w klif wokół portu.
Białe domki z uroczymi wąskimi uliczkami. W porcie tuż przy promenadzie znajdują się kawiarnie i restauracje.
Można przysiąść i obserwować codzienne życie mieszkańców.

Image

Image

Image

Drugie oblicze, to tam, gdzie zaprowadzi nas deptak z palmami, który biegnie wzdłuż wulkanicznej plaży.
Tam znajduje się turystyczna część z resortami.

Image

Image

Faro de la Entallada
Najstarsza latarnia na wyspie i jako punkt geograficzny najbliżej położony Afryki, niecałe 100 km w linii prostej. Nie jest dostępna dla zwiedzających.
Niemniej, już sam dojazd sprawia szybsze bicie serca, bo jest wąsko, kręto i stromo.
Naprawdę trzeba uważać. W dodatku mocno wieje.
Jak wyszłam z samochodu, to autentycznie się przestraszyłam, tak mną ten wiatr rzucał w każdą stronę.

Image

Image

O pójściu na platformę widokową nie było mowy. M poszedł. Bałam się otworzyć drzwi i wsiąść do auta.
Image

Image

Poblado de La Atalayita
Wioska, a właściwie jej ruiny, rdzennych mieszkańców wyspy – Mahos. Istnieje kilka teorii, skąd pochodzili ale najprawdopodobniej z Afryki Północnej.
Zajmowali się głównie hodowlą kóz, w mniejszym stopniu uprawą zbóż czy rybołówstwem.

Image

Image

Image

Osada była strategicznie położona, wśród wzgórz, blisko morza, iliczyła 115 budowli (domów i zagród dla zwierząt), zbudowanych z kamienia na planie koła lub półkola, częściowo zagłębione w ziemi, aby chronić je przed wiatrem.
Na miejscu znajduje się muzeum. Niestety było zamknięte.

Image

Image

Pierwsze spotkanie z wiewiórką berberyjską :) Wystarczy zaszeleścić czy przykucnąć a już jest w pobliżu.
Na wyspie jest zakaz ich dokarmiania ale nikt sobie z tego nic nie robi.
Image

Puerto Castillo, Playa del Castillo
Pojechaliśmy tam, bo mam hopla na punkcie starych zamków. Chciałam zobaczyć wieżę obronną Castillo de San Buenaventura, z której niegdyś armaty odstraszały piratów.
Niestety albo i stety była zamknięta, bo trochę się rozczarowałam tym miejscem.
Na plaży fajnie było widać lądujące samoloty.

Image

Image

Image

Piscina Natural de Caleta de Fuste
W słoneczny i bezwietrzny dzień, spacer tym deptakiem miałby sens. Pewnie byłby przyjemny.
Jak walczysz o życie, z wiatrem, a lodowata bryza co chwilę Cię orzeźwia, to średnia przyjemność. Uwierzcie :D

Image

Image

Jak wyjechaliśmy z miasta, po drodze aleja jak nie z tej wyspy ;)
Image

Playa las Lajas
Czarna, wulkaniczna plaża, częściwo kamienista. Idealna dla miłośników sportów wodnych.
Na plaży jest bar. Nawet był czynny i miał klientw :) Na plaży nie było nikogo.
Image

Image

Dunas de Corralejo
Największa atrakcja wyspy. Piaszczyste, złociste wydmy kontrastujące z błękitem oceanu czy ciemnymi górami, są częścią rezerwatu i ciągną się w pasie linii brzegowej przez 8 km. Ludzie powiadają, że piasek został naniesiony przez wiatr z Sahary ale to nieprawda. Wydmy są pochodzenia organicznego. Powstały z rozkładu organizmów morskich. Są ruchome, wiejące wiatry je przenoszą.
Pierwszy przystanek przed wydmami. Fale roztrzaskują się o skały a ludzie się kąpią. :shock:
Image

Image

Image

Na wydmie

Image

Image

Corralejo
Niegdyś osada rybacka, dzisiaj jedna z najpopularniejszych miejscowości turystycznych. Jak się wjeżdża do miasta od razu to widać.
Szerokie ulice, ścieżki rowerowe, długa nadmorska promenada, gdzie są stragany z „mydłem i powidłem”.
Jeśli szukasz dostępu do mnóstwa restauracji, sklepów i plaż w pobliżu, nie przeszkadza Ci tłum, to świetne miejsce dla Ciebie.
Nie mam żadnych zdjęć, bo wjechaliśmy tam i stwierdziliśmy, że tylko coś zjemy.
Po zaparkowaniu w bocznej uliczce, co nie było łatwe, idziemy szukać polecanego Gilda Casa de Pinchos y Tapas.
Jeśli macie czas możecie poszukać popcornowej plaży. My wróciliśmy ostatniego dnia. W połowie wyjazdu mi się przypomniało, że na nią nie pojechaliśmy :DDzień 2
Moja córka mówi, że ja to sobie zawsze jakąś górkę znajdę, żeby na nią wejść. No to na Fuercie, wyspie wulkanicznej, nie mogło być inaczej. :D

Calderón Hondo
To jeden z najlepiej zachowanych wygasłych wulkanów. i jeden z najgłębszych. Krater ma 70 m głębokości i 100 m średnicy.
Wraz z pozostałymi stożkami tworzą pasmo Bayuyo. Erupcje tych wulkanów doprowadziły do powstania wyspy Lobos i do ekspansji Fuerteventury w kierunku Lanzarote.

Calderón Hondo jest też łatwo dostępny. Szlaki prowadzą z Corralejo i Lajares. My startujemy z tego drugiego.
Jakoś długo się wybieramy, Zeszło nam i około 11 wyruszamy z Gran Tarajal.
Na początkowy punkt szlaku droga zajmuje nam około godziny.
Im dalej od Gran Tarajal, tym bardziej zielono. Wzgórza są różnokolorowe.

Image

Dojechaliśmy do Lajares. Matko jaki pierdolnik. Korki na wjeździe. Dzikie tłumy, dosłownie. Parkujemy za knajpką OUM

Wysiadam z auta i M mnie pyta, czy wieje? Prawie mi drzwi z rąk nie wyrwało :lol:
Bierzemy wodę i wchodzimy na szlak. Drogowskaz informuje nas, że to 3 km wędrówki.

Image

M wyczytał, że to zajmuje 20 min. Nie wyprowadzam go z błędu, bo wiem, że po problemach z nogą, które miał pół roku temu, od razu skreśliłby ten punkt.
Oczywiście zaznaczam, że jeśli powie SZTOP, to odpuszczamy. W każdym momencie możemy wrócić.
Znamy się nie od dziś i ja wiem, że jakby nie mógł wejść, to bym tego nie proponowała.
On wie, że są dla mnie rzeczy ważniejsze niż jakaś „górka”.

Image

Idziemy, w sumie to za dużo powiedziane. To walka z wiatrem. Nic nie rozmawiamy, szkoda energii. Dreptamy w ciszy.
Czuje, że już mi ciepło a ciągle idziemy ścieżką po płaskim terenie :lol:

Image

Image

Myślę, jak za zakrętem będzie tak samo to wracamy. I wiecie co. No nie było :D
Były podmuchy ale do przeżycia. Wiatr, trochę zelżał.
Zaczęła się okrężna droga pod górkę.

Image

Image

Znów spotykamy wewióry :)
Image

Ponownie wiało mocniej już przed kraterem. Z reguły szlak jest bardzo łagodny, ostatni odcinek, podejście do krateru, jest stromy.
Image

Image

Przy kraterze jest platforma widokowa.
Image

Image

Nie wiem, co jest lepsze. Widok na krater czy widoki po drodze.
Image

Image

Jakoś bardzo nas to nie zmęczyło. Bardziej ten wiatr wkurzał. Zajęło nam to prawie 3 godziny, bez pośpiechu i z przystankami na zdjęcia.
Czy warto? Tak, jeszcze raz bym poszła.


Dodaj Komentarz

Komentarze (6)

piekara114 20 marca 2026 12:08 Odpowiedz
Kanary zaczęłam też od Fuerteventury i mimo, że obecnie na koncie mam 4 wyspy tego archipelagu to Fuerta jest dalej na pierwszym miejscu.A nocleg, pierwsze dni, też mieliśmy w Gran Tarajal - na F. chyba nie ma idealnej miejscówki jak się nie chce zmieniać lokum.Te brązowe krajobrazy, choć dalej od lotniska, mnie oczarowały.
nelciowata 2 kwietnia 2026 12:08 Odpowiedz
Fajna relacja, miło mi było powspominać znajome zakątki wyspy..Pamiętam, że sporo osób odradzało mi wyjazd , bo tam nic nie ma :lol: A wyspa przecież jest tak ciekawa i ma tyle atrakcji.Ja byłam na przełomie lutego i marca zeszłego roku i pogoda była chyba bardziej stabilna. Bez deszczu i ciepło, za to nie było tak kolorowo jak u ciebie na fotkach.Nie dotarłam niestety na pop cornową plażę, czy jechałaś tam szutrową drogą ?Piękne zdjęcia .
jekyll 2 kwietnia 2026 23:08 Odpowiedz
@nelciowata dziękuję :D To NIC, to wiesz, pojęcie względne ;) Tak, na popcornową plażę jechałam szutrem, może trochę lepszym niż na plażę Cofete :)
raphael 3 kwietnia 2026 23:08 Odpowiedz
Tak, na tej wyspie NIC nie ma... dlatego lubię na nią wracać i sporo jeszcze zostało mi tam do odkrycia, zrobienia i złażenia.Wy wycisnęliście czas maksymalnie, jak tylko się dało i wszystkie "ikony" widzieliście.W La Pered udało mi się zrobić najbardziej chyba klimatyczne zdjęcie z moich wszystkich kanaryjskich PS. nie Aujy, tylko Ajuy :)
cytrynek 4 kwietnia 2026 23:08 Odpowiedz
@RaphaelZdjęcie może i klimatyczne, ale horyzont krzywy. ;)
raphael 5 kwietnia 2026 05:08 Odpowiedz
@cytrynek to nie krzywy horyzont, to woda w oceanie niechybnie zmierza ku krawędzi świata ;)