Dodaj Komentarz
Komentarze (8)
tropikey
16 kwietnia 2026 17:08
Odpowiedz
Powinni mieć tam noclegi na miejscu (a może mają?), bo faktycznie, jeden dzień na każde z tych muzeów, to za mało
:)A propos tego fragmentu:"Z powodu tarcia powietrza przy tej prędkości metalowy kadłub rozgrzewał się tak mocno, że cały samolot w trakcie lotu wydłużał się o kilkanaście centymetrów",to wczoraj był akurat na Planete dokument o Concordach i była tam informacja, że owe wydłużanie wynosiło aż 25 cm.No i nie byłbym sobą, gdybym nie zareagował na Twój lot LH do "GDA" (póki jeszcze @Sudoku tego nie uczynił
:D )...No tutaj (https://en.wikipedia.org/wiki/Gounda Airport), to Ciebie raczej niemiecki przewoźnik nie przetransportował
;)
potek7
16 kwietnia 2026 23:08
Odpowiedz
Jeżeli chodzi o motoryzację, to ze swojej strony mogę polecić Louwman Museum w Hadze. Pięknie utrzymane auta i trochę motocykli. My byliśmy zachwyceni.W polecanych przez Was nie byłem (jeszcze), tak że nie mam porównania.
gecko
17 kwietnia 2026 17:08
Odpowiedz
a ja ze swojej strony mogę polecićmuzeum motoryzacji w... Oławie
:D Serio, petarda. Nie spodziewałem się atrakcji takiego kalibru w tak niewielkiej mieścinie
:D
shagrat
17 kwietnia 2026 23:08
Odpowiedz
Tak właściwie, to ja wcale nie chciałem oglądać samochodów
;) Powodem było duo Concorde + ruska kopia, z możliwością wejścia do środka. No, a potem się zorientowałem, że jest jeszcze to drugie, z Buranem. Generalnie oba muzea to dzieło pasjonatów, eksponaty wręcz szokujące, ale ich prezencja jest taka trochę garażowa, trochę berlińska w stylu. To nie wymuskana sala z grą świateł i wonią jaśminu, i jeszcze z instalacją interaktywną obok. I w sumie mi to pasuje. Spytałem AI, jak wyglądają w porównaniu z innymi, m.in. wspomnianym Louwman:Gemini napisał:Muzea Techniki w Sinsheim i Speyer to absolutne fenomeny na skalę światową, jednak w klasycznych rankingach stricte motoryzacyjnych często lądują w osobnej kategorii. Dlaczego? Ponieważ są to muzea techniki, a nie wyłącznie motoryzacji. Samochody muszą tam dzielić przestrzeń z samolotami naddźwiękowymi, promami kosmicznymi, okrętami podwodnymi i potężnymi lokomotywami.Gdybyśmy jednak oceniali je jako miejsca, które fan motoryzacji (i ogólnie maszyn) musi odwiedzić, zdecydowanie znalazłyby się w pierwszej dziesiątce na świecie.Także tak, zdecydowanie polecam, na krótszą i dłuższą chwilę.A wspomniany wcześniej top miejsc dla fanów motoryzacji to:Gemini napisał:1. Cité de l'Automobile (Mulhouse, Francja)2. Mercedes-Benz Museum (Stuttgart, Niemcy)3. Louwman Museum (Haga, Holandia)4. Museo Nazionale dell'Automobile - MAUTO (Turyn, Włochy)5. Porsche Museum (Stuttgart, Niemcy)6. Museo Ferrari (Maranello, Włochy)7. Petersen Automotive Museum (Los Angeles, USA)8. The Henry Ford Museum of American Innovation (Dearborn, USA)9. Simeone Foundation Automotive Museum (Filadelfia, USA)10. Toyota Automobile Museum (Nagakute, Japonia)
tomasz101
18 kwietnia 2026 05:08
Odpowiedz
Na skrzydło Jumbo jeta można też wejść na Arlandzie - spacer od SkyCity około 20 minut w jedną stronę, Google Maps dobrze pokazuje trasę pieszą.. Do niedawna był w nim hostel, obecnie nie działa, ale na skrzydło gdzie w czasach otwarcia był taras kawiarni wciąż można wejść.Jeśli ktoś czytając ten wątek skusi się na wyprawę do Badenii, a interesuje go historyczną motoryzacją to po drodze autem z Polski jest jeszcze świetne muzeum Auro Union i Trabanta w Zwickau.Muzeum Mercedesa w Stuttgarcie rozczula salą z autami wykorzystywanymi przez postacie historyczne wg której najbardziej znanymi użytkownikami Mercedesów w dwudziestoleciu byli Wilhelm II w Holandii po abdykacji i Hirohito.Sinnisheim historii nie pudruje i się okazuje, ż w latach 30/40-tych byli też bardziej znani użytkownicy;)
brunoj
18 kwietnia 2026 12:08
Odpowiedz
To ja tylko dodam, że nawet dla pasjonatów motoryzacji lepiej rozłożyć to na więcej niż jedną podróż. Wszystko można przesłodzić. A gdy jeszcze ciągamy ze sobą grupę mniej zafascynowanych osób, to przy 5tym muzeum kolejnego dnia zrobi się już ciężko… W muzeum MB byli wspomniani i bardziej współcześni użytkownicy, np … Arnold Sz. (Oddał do muzeum swoją amerykańską 600-tę. No i mimo pudrowania jest jednak wspomniane dość wyraźnie , że w latach 40tych firma niechlubnie korzystała z pracowników przymusowych. Mniej po drodze autem ale do kontekstu warto wspomnieć dość skromne w porównaniu, ale ciągle ciekawe muzeum BMW i Audi, jeśli ktoś zahaczy o Bawarię. A to tylko Niemcy. Dla fanów motoryzacji jest mnóstwo fajnych miejsc. Nie zawsze udostępnianych szerszej publiczności (jak np fabryczna kolekcja Citroena) Raczej nie do umyślnych wyjazdów , ale jako ktoś będzie to warto rozejrzeć się po Norwegii. W wielu miejscach są małe prywatne kolekcje/muzea , otwierane okazyjnie. Bez problemu można znaleść odrestaurowane amerykance, DMC czy inne traktory, zbierane czysto hobbystycznie. Samo nie produkowali, ale nazwozili sporo z całego świata, w ramach wydawania zaskórniaków. A później 80 latkowie jeżdżą na zloty starych kabrioletów MG, w pilotkach i ze skórzanymi walizkami z tyłu.
;-)
przemm
18 kwietnia 2026 17:08
Odpowiedz
Skoro mówimy o muzeum Tatry, to można również wspomnieć o muzeum Skody w Mlada Boleslav, dokąd z nie jest daleko z południowo-zachodniej cześci Polski. A kawałek dalej na południe, na przedmieściach Pragi muzeum Kbely przy lotnisku o tej nazwie (Vojenský historický ústav Praha, Letecké muzeum Kbely), ale na mapie google informacja (nie musi być miarodajna), że tymczasowo zamknięte.
brunoj
18 kwietnia 2026 23:09
Odpowiedz
Ja jeszcze na chwilę do Speyer wrócę i do pokazanych na zdjęciach U-bootów.Tak mi się cos na zdjęciach nie zgadzało, przede wszystkim ze taki rdzawy, więc aż odkopałem swoje stare zdjęcia, żeby potwierdzić, że pamięć mnie nie myli i U-boot był czarny. A to wszystko, żeby pozwolić sobie na szyderczy komentarz, że latka lecą i czas ponownie odmalować
;-)Potem natomiast zaciekawiło mnie wcześniejsze zdjęcie z Sinsheim, podczas gdy na początku myślałem, że to ten sam U-boot z innego ujęcia. A to dlatego, że nie pamiętam go z moich odwiedzin. I słusznie, bo to nie jest ten sam U-boot i jest tam od niedawna. Prezentowany na zdjęciach z Sinsheim to U-17 (S-196), od 2024 roku, podczas gdy w Speyer stoi U-9 (S-188), na wystawie od 1993 roku. Na szybko doczytałem że w 2024 muzeum w Sinsheim odebrało 'nowego' U-boota, ale wcześniej na chwilę trafił do Speyer, na jakieś prace przygotowawcze. Stąd można znaleźć mylące informacje, że ten okręt "jedzie" do Speyer, a nie w Sinsheim. W necie można znaleźć ciekawostki z transportu U-17 drogą lądową najpierw od morza do Speyer, i potem ze Speyer do Sinsheim, podczas gdy poprzedni był głównie transportowany drogą wodną, rzekami, na barkach. Poza tym zdaje się, że oba muzea mają wspólne korzenie/właściciela i ściśle ze sobą wspópracują. Stąd podobny sposób eksponowania samolotów/statków, i wręcz podział co gdzie jest wystawiane, żeby uatrakcyjnić oba miejsca (ale i przekonać zwiedzających, że warto wydać ojro na odwiedzenie obu).A skoro o U-boot'ach to warto przypomnieć, że w Hamburgu na wodzie stoi U-434, który można zwiedzać. Ciekawostką jest to że jest to okręt produkcji .... radzieckiej, pamiątka po czasach DDR. Stanowczo większy od U-9, bliżej do U-17. Nie mam ciekawych zdjęć własnych, bo zimą po ciemku oglądałem, więc pozwalam sobie wstawić oficjalnego linka:https://www.hamburg.com/visitors/museums/u-434-22964No i oczywiście nie można nie wspomnieć, że Polacy nie gęsi.... od niedawna mamy swój okręt podwodny do zwiedzania, ORP Sokół, w Gdyni przy Muzeum Marynarki Wojennej, przy wyjściu na skwer Kościuszki (jego transport również był pokazywany swego czasu w newsach). https://muzeummw.pl/okret-podwodny-orp-sokol/I wiele innych miejsc wymieniać, np Lizbona i ichniejsza (chociaż produkcji francuskiej) Barracuda, wystawiona w Almada tuż przy stacji promu w Cacilhas (bezpośrednie połączenie promem z centrum Lizbony)https://www.portugal.com/news/a-new-mus ... submarine/Poniżej moje zdjęcie ze Speyer, lato 2016. Stanowczo czarny...
;-)Który to rok był swoją drogą dla mnie udany w kategoriach muzealno-technicznych, ponieważ miałem okazję widzieć i Burana i Altantisa w odstępie kilku miesięcy. Czego autorowi również życzę. Na podstawie niedawnej wizyty mogę potwierdzić, że Altantisa nikt nie podmienił jeszcze
;-)
2026-03-06 LH1382 D-AIBH FRA GDN 829 22:10 23:40 DLH A319
Pierwszy lot to całkiem przyjemne widoki na Tatry, poza tym różnice między Lufthansą a Ryanairem są już tak nikłe, że w zasadzie sprowadzają się do batonika wielkości dwóch kostek czekolady. Zwykle Lufthansy staram się raczej unikać, a FRA to już zupełnie, ale tutaj po raz pierwszy nie biegnę na przesiadkę tylko staram się znaleźć wyjście. Auto wziąłem w Wheego - oczywiście byli najtańsi, a auto to jedyna opcja aby zahaczyć o oba muzea w czasie przesiadki. Parking Wheego jest na samym końcu i tak długiego parkingu, ale w końcu udaje się znaleźć auto (Clio) i wyjechać. Pierwszy przystanek? Sinsheim.
-- 13 Kwi 2026 16:21 --
Jazda po niemieckiej autostradzie zupełnie bez historii, a zatem czas na Sinsheim.
Zaczynamy z wysokiego "C" - bolid z nazwiskiem "R. Kubica" i era BMW Sauber. Widać, jak niesamowicie skomplikowana była wtedy aerodynamika F1, masa małych skrzydełek, owiewek i klapek na nosie bolidu. Właśnie takim autem Robert wygrał historyczne Grand Prix Kanady w 2008 roku.
Absolutna ikona, Concorde linii Air France, dumnie wystawiony na dachu muzeum. Ten samolot pasażerski latał z prędkością Mach 2 (ponad 2100 km/h) na wysokości 18 km, gdzie pasażerowie mogli zobaczyć krzywiznę Ziemi. Z powodu tarcia powietrza przy tej prędkości metalowy kadłub rozgrzewał się tak mocno, że cały samolot w trakcie lotu wydłużał się o kilkanaście centymetrów.
"Konkordski", czyli radziecki Tupolew Tu-144. Widać jego charakterystyczny opuszczony nos. Co ciekawe, ten samolot wzbił się w powietrze naddźwiękowo wcześniej niż zachodni Concorde, stając się pierwszym naddźwiękowcem pasażerskim na świecie. Te małe "wąsy" (skrzydełka) wysunięte za kokpitem pomagały mu lądować przy mniejszych prędkościach, bo wielkie trójkątne skrzydła średnio się do tego nadawały.
Sinsheim to jedyne miejsce na ziemi, gdzie obie te naddźwiękowe konstrukcje stoją obok siebie - można porównać oryginał i kopię. Do obu można wejść, Tupolew ma ten radziecki vibe, ale w środku jest znacznie wygodniej bo jest po prostu znacznie większy.
Maserati 250F, a obok jego miniatura dla dzieciaków. To absolutna legenda Formuły 1 z lat 50, Juan Manuel Fangio jeździł tym po torach. Niezwykłe jest to, że wtedy silnik był jeszcze z przodu, przed kierowcą. Zupełnie inna era wyścigów, gdzie kierowca był niemal częścią silnika.
To zdjęcie "The Blue Flame" nie oddaje, jak ten pojazd jest długi. Właściwie to nie jest samochód, tylko rakieta na kołach. Ten pojazd pobił absolutny rekord prędkości na lądzie w 1970 roku, przekraczając magiczną barierę 1000 km/h (dokładnie 1014 km/h z hakiem). Silnik rakietowy zasilany był skroplonym gazem ziemnym.
"Powrót do przyszłości" to jeden z moich ulubionych filmów z dziecięcych lat, a Sinsheim ma w kolekcji samego DeLoreana DMC-12. Wygląda dokładnie jak wehikuł czasu z filmu. Nie ma lakieru, tylko samą nielakierowaną stal nierdzewną - podobno koszmar do czyszczenia, ale przynajmniej nie rdzewieje.Trzeba też jasno powiedzieć, że to, co widać powyżej, to zaledwie wierzchołek góry lodowej i absolutne gwiazdy kolekcji. Wyjątkowych eksponatów są tam dosłownie tysiące, a każdy z nich kryje własną, niesamowitą historię.
Żeby już się zbytnio nie rozdrabniać: znajdziecie tam całą strefę ociekających chromem amerykańskich krążowników szos, a na fanów militariów czeka ogrom sprzętu – w tym pamiątki po Afrika Korps (łezka się kręci w oku każdemu, kto po nocach grał w "Commandosa"). Warto wspomnieć też o słynnym Brutusie, czyli aucie zbudowanym w muzealnym warsztacie (napędza go 47-litrowy silnik lotniczy V12 wyciągnięty prosto z bombowca). Akurat niestety minęliśmy się w czasie i nie było go na wystawie podczas mojego zwiedzania.
Do tego dochodzą wielkie okręty podwodne (U-Booty) i taka aleja luksusowych Maybachów, że nawet w Toruniu by pozazdrościli. Krótko mówiąc: absolutnie unikatowa kolekcja, na którą jeden dzień to zdecydowanie za mało. Niestety z racji ograniczeń czasowych spędziłem tam znacznie mniej, bo czekał na mnie Speyer.Tak jak Sinsheim, tak i Speyer posiada w kolekcji prawdziwe unikaty. O ile ekspozycja samochodowa jest tu nieco skromniejsza, o tyle kolekcja kosmiczna dosłownie wyrywa z butów. Ale po kolei:
To, co jest unikalne w Speyer, to - oprócz kolekcji wozów strażackich - spora ilość modeli eksperymentalnych, takich jak chociażby poniższy projekt Luigiego Colaniego. Facet nienawidził prostych kątów, a z punktu widzenia aerodynamiki te obłe kształty to majstersztyk (redukowały spalanie o kilkadziesiąt procent). Niestety, w kwestii praktyczności i widoczności to absolutny koszmar. Ciekawa jest ta wycieraczka na przedniej, okrągłej szybie, która kręciła się dookoła niczym śmigło.
Na zewnątrz jest jeszcze lepiej:
Skoro w Sinsheim mają Concorde'a na dachu, to w Speyer uznali, że nie będą gorsi i zawiesili w powietrzu ogromnego Jumbo Jeta. Wyobraźcie sobie kilkudziesięciotonowy, wielopiętrowy samolot pasażerski, który został "nabity" na stalowe pale pod kątem, tak jakby właśnie startował. Środek jest mocno wypatroszony, żeby odciążyć konstrukcję (można zejść do gigantycznego luku bagażowego), ale to, co najlepsze, czeka na zewnątrz. Muzeum pozwala na spacer po lewym skrzydle samolotu na wysokości około 20 metrów nad ziemią - tego nie da się zrobić chyba w żadnym innym muzeum na świecie.
Antonow An-22 - największy na świecie samolot z napędem turbośmigłowym. Oprócz charakterystycznego, przeszklonego nosa (gdzie siedział nawigator), całą robotę robią tu silniki. Na każdym z czterech silników zamontowano po dwa zestawy gigantycznych śmigieł, które kręcą się w przeciwnych kierunkach (tzw. śmigła przeciwbieżne). Dzięki temu samolot miał niewiarygodny uciąg, ale za to generował tak potężny hałas i wibracje, że podobno podczas startu trzęsły się szyby w budynkach oddalonych o kilkanaście kilometrów.
Speyer to nie tylko lotnictwo. Obok siebie stoją m.in. okręt podwodny U9 (prawdziwa, 44-metrowa jednostka niemieckiej marynarki wojennej) oraz statek-dom (houseboat), na którym w latach 90. mieszkał, żył i nagrywał swoje hity zespół The Kelly Family (powiedzmy, że nigdy nie byli moimi faworytami, ale niejedną okładkę "Bravo" zdobili).
Crème de la crème kolekcji i głównym powodem, dla którego zdecydowałem się skrócić pobyt w Sinsheim i pojechać do Speyer, jest jednak Buran i reszta wystawy kosmicznej:
Radziecki wahadłowiec Buran (model OK-GLI) to radziecka odpowiedź na amerykańskie promy kosmiczne i absolutny król głównej hali. Z zewnątrz wygląda jak sklonowany brat bliźniak wahadłowców z USA, ale Sowieci dorzucili tu coś od siebie: ten konkretny model testowy miał z tyłu zamontowane cztery klasyczne silniki odrzutowe. O ile Amerykanie musieli wynosić swoje promy do testów w atmosferze na grzbiecie zmodyfikowanego Boeinga 747, o tyle ruscy zbudowali wahadłowiec, który mógł po prostu wyjechać na pas startowy i samodzielnie wzbić się w powietrze jak zwykły samolot. Można zajrzeć do jego ładowni - w środku wygląda to wprawdzie jak niedokończony remont (plątanina kabli i izolacji), ale i tak robi kolosalne wrażenie.
W sumie wcześniej nie było dla mnie takie oczywiste, że aby zobaczyć Burana, wcale nie trzeba się włamywać do Bajkonuru - wystarczy odwiedzić zachodnich sąsiadów.Czas podsumować wyjazd. Co do kwestii praktycznych:
Na lotnisku byłem w około godzinę. Szybkie dotankowanie, porzucenie auta z kluczykami w środku na parkingu w drugim terminalu (nawet jak bierzesz auto z T1, to oddajesz w T2 - przynajmniej w Wheego). Koniec dnia u Senatora (najlepsze były ciepłe precle, choć i tak bez podjazdu do simitów w IST). Kran z Franziskanerem "tymczasowo" nie działał przez cały czas mojego pobytu w saloniku.
LH wylądowała w GDN parę minut później niż rozkładowo późniejszy FR prosto z Krakowa, którym leciała reszta rodziny.
Taka mała klamra - w Gdańsku nocowaliśmy po raz kolejny w Montowni, gdzie kiedyś składano U-Booty (choć nie te które widziałem).
Dziękuję za uwagę.
I tak, nie dość że mają 2-dniowe bilety na oba muzea, to jeszcze mają nawet opcje z zakwaterowaniem: https://sinsheim.technik-museum.de/en/admission-fees
No tutaj (https://en.wikipedia.org/wiki/Gounda Airport), to Ciebie raczej niemiecki przewoźnik nie przetransportował ;)
Powodem było duo Concorde + ruska kopia, z możliwością wejścia do środka. No, a potem się zorientowałem, że jest jeszcze to drugie, z Buranem. Generalnie oba muzea to dzieło pasjonatów, eksponaty wręcz szokujące, ale ich prezencja jest taka trochę garażowa, trochę berlińska w stylu. To nie wymuskana sala z grą świateł i wonią jaśminu, i jeszcze z instalacją interaktywną obok. I w sumie mi to pasuje. Spytałem AI, jak wyglądają w porównaniu z innymi, m.in. wspomnianym Louwman:
Gdybyśmy jednak oceniali je jako miejsca, które fan motoryzacji (i ogólnie maszyn) musi odwiedzić, zdecydowanie znalazłyby się w pierwszej dziesiątce na świecie.
A wspomniany wcześniej top miejsc dla fanów motoryzacji to:
2. Mercedes-Benz Museum (Stuttgart, Niemcy)
3. Louwman Museum (Haga, Holandia)
4. Museo Nazionale dell'Automobile - MAUTO (Turyn, Włochy)
5. Porsche Museum (Stuttgart, Niemcy)
6. Museo Ferrari (Maranello, Włochy)
7. Petersen Automotive Museum (Los Angeles, USA)
8. The Henry Ford Museum of American Innovation (Dearborn, USA)
9. Simeone Foundation Automotive Museum (Filadelfia, USA)
10. Toyota Automobile Museum (Nagakute, Japonia)