+16
chaleanthite 16 kwietnia 2015 17:49
Source Anse d'Argent 1.jpg




Pochmurane niebo 1.jpg




Plaża 1.jpg




Głazy i palmy 1.jpg




Głaz na Source d'Argent 1.jpg




Głazy 1.jpg




Portal do Source d'Argent 1.jpg



-- 16 Kwi 2015 19:23 --

Środa

Jak te dni szybko mijają..! Dziś jest półmetek naszych wakacji, przenosimy się z La Digue na drugą co do wielkości wyspę-Praslin. Trzeba uregulować opłatę za nasz domek, idę więc grzecznie do właścicielki. Gadka szmatka, pieniędzy się z portfela pozbyłam, więc żegnam się “mesi mesi”. Pani w śmiech i mówi "merci". Pytam się więc żartobliwie, dlaczego się żegna ze mną po francusku, skoro ja mówię do niej po kreolsku..? A Pani się śmieje, że "merci" jest właśnie po kreolsku. Ja jej mówię, że nie, bo po francusku. Na to pani, ze owszem, to jest po francusku, ale i również po kreolsku, ponieważ język ten bazuje na języku francuskim i ma od niego wiele zapożyczeń...Na to ja zbita z tropu mówię, że pan celnik na lotnisku mi powiedział, że dziękuję to "mesi mesi"...I tu pewnie Was rozczaruję, bo domyślam się, że liczyliście na to, ze "mesi mesi" znaczy może "kurza stopa", "motyla noga", "dupa blada" albo i jeszcze coś ciekawszego ;) Niestety to nie znaczy nic konkretnego, chociaż dla uszu kreolczyków słowo "mesi" powtórzone dwa razy z prędkością światła brzmi śmiesznie. Często małe dzieci nie umiejące wymówić "r" mówią "mesi" gdy za coś dziękują. U nas można to pewnie porównać do dziecięcej wymowy słowa "proszę"-"plosie". Wyobraźcie więc sobie dorosłą babę mówiącą wszędzie "plosie plosie" z uśmiechem godnym jokera ;) I w ten oto sposób dowiedziałam się, że pan celnik sobie ze mnie...po prostu zażartował ;) Seszelczyczy muszą więc być mega wyluzowanym narodem, skoro nawet oficjele pozwalają sobie na takie dowcipy ;)


Kwitnące krzewy 1.jpg




Kwiat w ogrodzie 1.jpg




Bilet na prom 1.jpg




...Dotarliśmy na Praslin. "Praslin", "Praslen", "Pralen", "Pralę", "Pralą", "Praslą"-na Seszelach spotkaliśmy się chyba ze wszystkimi możliwymi wariantami fonetycznymi tej nazwy i do tej pory nie udało nam się rozszyfrować, która z nich jest poprawna. Każdy "Praslin" wymawia inaczej, ale każdy wie, o którą wyspę chodzi ;) Ponieważ wraz z przybyciem do nowej miejscówki otworzyły się przed nami nowe możliwości, postanowiliśmy rzucić torby i od razu udać się na eksploracje terenu ;) Niestety zapału starczyło tylko tyle,by dojść do pobliskiej plaży i paść na nią w stylu pt. "upadjący słoń morski", na tym się wiec nasze odkrywanie skończyło ;) Za to załapaliśmy się na przepiękny zachód słońca i zregenerowaliśmy siły. I udało nam się zakupić wycieczkę na piątek na pobliską wysepkę-Curieuse-która jest rezerwatem przyrody.


Polujący ptaszor 1.jpg




Zachód na Praslin 1.jpg




Zachód na pobliskiej plaży 1.jpg



-- 16 Kwi 2015 19:25 --

Czwartek​

Dziś postanowiliśmy udać się na Anse Volbert. Pierwszy raz autobusem po krętych i ekstremalnie stromych drogach Praslin. Szczerze? Nie wiem jak Ci kierowcy to robią...Ja przez pierwsze parę wypraw autobusowych byłam na skraju załamania nerwowego ;) Niedość, że masa zakrętów 180-stopniowych (tzw. serpentyny), to jeszcze często prowadziły nad samym skrajem drogi-za asfaltem był dosłownie 5-centymetrowy pasek piachu, potem długo, długo nic, a kilkadziesiąt (!) metrów niżej plaża-czyli trasa nad samym urwiskiem !!! Jako że miejsca przy szybie są zawsze moje (jeśli akurat są jakieś wolne) to miałam niepowtarzalną okazję wychylić głowę podczas jednej z takich przejażdżek i przekonać się, jak często kawałek opony wystawał poza drogę... ;) Potem przestałam się patrzeć, bo naprawdę można zawalu dostać ;) Za to widoki z autobusu-niezapomniane!!!


Widoki z autobusu 1.jpg




Anse Volbert jest szeroką plażą tuz przy samej drodze, mimo tego jest tam praktycznie pusto i bardzo cicho :) Nie jest może szczególnie urokliwa, chociaż ma swoje zalety-tuż przy brzegu można było zobaczyć mnóstwo ciekawych ryb oraz płaszczki, znalazłam tam też bardzo fajne muszle :) Kolo plaży jest także budka ze swieżymi owocami, nie oparłam się pokusie na zimnego drinka z zielonego serca palmy! ;)


Anse Volbert 1.jpg





-- 16 Kwi 2015 19:30 --

Piatek

Ruszamy na podbój wszechświata! Dzisiaj wszechświat ma dźwięczne imię Curieuse ;) O umówionej godzinie zjawił się pan, zgarnął nas do swojego samochodu i ruszyliśmy na spotkanie z naszą łódką. Oprócz nas były 2 pary z Niemiec i 2 z Francji-tak więc ludzi niewielu, za to iście doborowe towarzystwo!;) Mimo niektórych swoich uprzedzeń co do pewnych nacji muszę przyznać, że nasza grupa była naprawdę świetna! Miło w tak odległym zakątku świata spotkać tylu sympatycznych i kulturalnych ludzi, z którymi można się pośmiać i pożartować :)


Domek na prywatnej wyspie 1.jpg




Po kilkunastu minutach dopływamy do wyspy. Pierwsze, co mnie uderza to niesamowite formacje skalne na brzegu. Takich jak na Seszelach nie ma nigdzie indziej na świecie..! Do dziś naukowcy się zastanawiaja, skąd te granitowe skały wzięły się na tych wyspach, które jako jedyne na świecie są zbudowane tak samo jak kontynenty...


Curieuse 1.jpg




Formacje skalne 1.jpg




Skałki na Curieuse 1.jpg




Come with me 1.jpg




Idąc dalej w głąb wyspy spotykamy ochronkę dla żółwi-gady spacerują sobie radośnie po zielonej trawce, niektóre z nich mają ponad 200 lat-wiek naprawdę imponujący, aż musiałam usiąść z wrażenia! ;)


Żółwik 1.jpg




Ruszamy w drogę i wędrujemy przez całą wyspę-najpierw po spalonych słońcem skałkach, potem wśród lasów namorzynowych i wreszcie docieramy na drugą stronę wyspy, gdzie czeka nas grill ze świeżych rybek :) Panowie wydają dyspozycję, by poleżeć na plaży godzinkę lub dwie, bo grill musi się rozpalić, rybki trzeba doprawić, a sałatę posiekać ;) Oni nas zawołają :) Idziemy więc byczyć się na piaseczku.


Curieuse-plaża 1.jpg




Grill był pyszny! Ponieważ wróciliśmy z plaży przed czasem mogliśmy obserwować panów nieśpiesznie przygotowujących ucztę. Oj, burczało nam w głodnych brzuchach patrząc na przypiekające się rybki..! Aby zabić jakoś głód postanowiłam pobuszować trochę z aparatem ;) Na drzewku nieopodal siedziało stadko czerwonych ptaszorów, które najwidoczniej czekały na jakąś wyżerkę z naszej kuchni ;) Ich ubarwienie cudnie kontrastowało z soczystą zielenią liści, takie wielkie, ćwierkające jarzębiny ;) Na sesję załapała się również brązowa jaszczurka :)


Ćwierkająca jarzębina 1.jpg




Jaszczur 1.jpg




Wracając z wyspy zatrzymujemy się jeszcze na snorkeling u wybrzeży wysepki St. Pierre, która jest niewątpliwie kwintesencją Seszeli-pięknie pofalowane głazy porośnięte soczystymi palmami, a dookoła mieni się turkus wody smagany słonecznym wiatrem. Błogość i egzotyka w najczystszej postaci...


St. Pierre 1.jpg



-- 16 Kwi 2015 19:34 --

Sobota

Dziś wybieramy się na Anse Boudin. Jest sobota i trochę tłoczniej na plażach, ludzie przesiadują sobie w wodzie w kółeczku dosłownie godzinami-rozmawiają, śmieją się i sączą drinki z kokosów ;) My postanowiliśmy dołączyć do nich i też sobie urządziliśmy mini piknik w wodzie-tylko zabrakło nam potomka, który by dzielnie dostarczał nowe porcje przekąsek leniwym rodzicom ;) Poza tym kolejny dzień sielskiego odpoczynku. Po dokończeniu książki przewracam się na plecy i wpatruję się w niebieściutkie niebo, które samolot przecina białą wstęgą. Ciekawe dokąd lecą Ci szczęśliwcy...RPA? Mauritius? Tanzania?. Jest tyle pięknych miejsc na świecie...


Widoczki z autobusu 1.jpg




Szczęśliwcy 1.jpg




Niedziela

Koniec z jakimiś płotkami, czas ruszyć na podbój najpiękniejszych plaż! Padło na Anse Lazio :)

Jedziemy autobusikiem w rejony dotąd przez nas nie spenetrowane, dojeżdżamy do ciekawie brzmiącej miejscowości Zimbabwe:) Wysiadamy z autobusu i zastanawiamy się jak dojść do naszej plaży. Rozglądamy się w lewo, rozglądamy się w prawo-hmmm...To pewnie tam, gdzie jest pod górkę ;) Bo na Seszelach nie jest tak łatwo-żeby być dopuszczonym do ich skarbów trzeba się nieźle natrudzić ;) Nawet z mapką można tu zabłądzić-bo pokazuje tylko jedną ścieżkę, gdy przed nami są trzy, gps nie pokazuje żadnej, a grawitacja daje o sobie znać codziennie-dokucza potem na czole i zakwasami w nogach ;) Niestety nawet raj podlega prawom fizyki, choć dałabym sobie rękę uciąć, ze czas płynie tu zupełnie inaczej.. ;)

Moje rozważania przerywa kolejne zderzenie z grawitacją-góra wielka jak...jak...już nawet nie mam żadnego porównania. I chociaż człowiek zdążył się tu wyćwiczyć niczym trójboista, każde takie zderzenie z pagórkami przeistacza się w mozolny marsz, w pełzanie z brzuchem i nosem przy ziemi, jakby matka natura chciała na nas wymusić pokłon i pokorę-nie powiem, udaje jej się to perfekcyjnie..! A kiedy przychodzi taki moment, że przeklinam fakt, iż wzięłam ze sobą mój ukochany statyw wiedz, że jest już bardzo źle..! ;) Zawsze targam swoje fotograficzne szpargały i naprawdę w żadnej części świata nie sprawiało mi to tylu problemów, co tutaj...Wcisnęłam statyw mężowi, inaczej wyrzuciłabym go w krzaki ;)


Widoczki z góry 1.jpg



Gdy docieramy na plażę stajemy oniemiali-jest pięknie. Jest pięknie, dziko, zielono, turkusowo, prawie pusto. Jest rajsko, ciepło i przytulnie. Chowamy się pod zielonym, rozłożystym drzewem, które służy konarami i wilgotnym cieniem. Wbiegamy do wody i znów pojawia się w nas uczucie, że wyczerpująca wspinaczka była tego warta. Woda jest cudnie kryształowa, idealnie widać dno pofalowane niczym wydmy na Saharze. Tafla mieni się tysiącem refleksów, delikatny wiaterek muska jej powierzchnię tworząc sieć ciemniejszych zmarszczek-nigdy bym nie pomyślała, że można się tak zachwycić zwykłą wodą i wymyślną zabawą, którą prowadzi z wiatrem i słońcem.


Anse Lazio 1.jpg




Ja na Lazio 1.jpg




Kryształowa woda 1.jpg




Mija nam cudnie dzień na tej plaży...Z rzadka podpływa jakaś łódka, by dowieźć ludzi spragnionych białego piasku pod stopami, czasem jakiś krab wyjrzy, by przyjrzeć się nam podejrzliwie, czasem przyleci jakiś ptak i zaśpiewa tęskną melodię. Seszele oddychają spokojnym, miarowym rytmem.


Anse Lazio Praslin 1.jpg



-- 16 Kwi 2015 19:40 --

Poniedzialek

Dzisiaj czeka nas pożegnanie z plażami Seszeli. Postanowiliśmy wybrać się na Anse Georgette, by po raz ostatni spojrzeć oceanowi w oczy i powiedzieć-"do zobaczenia!".

Plaża ta znajduje się na terenie resortu Constance Lemuria. Wyczytałam, że aby dostać się do niej trzeba wcześniej skontaktować się z hotelem, że będzie się chciało przez ich tereny przejść. Ja niestety z różnych powodów zaniedbałam to na całej linii, więc jedziemy z duszą na ramieniu licząc na fuksa, że nas wpuszczą ;) Teoretycznie wpuścić nas muszą, ponieważ wszystkie plaże na Seszelach są wedle prawa skarbem narodowym, z którego każdy ma prawo skorzystać. Nawet najdroższe hotele nie mogą zagarnąć kawałka piaszczystego terenu tylko dla siebie-muszą go udostępnić również zwykłym szaraczkom, którzy inaczej musieliby pół roku oszczędzać, by pozwolić sobie na choćby jedną noc w takim hotelu ;)

Wysiadamy tuż przed Mt. Plaisir i udajemy się na włości resortu. Po 5 minutach przyjemnego marszu naszym oczom ukazuje się brama obozowa wraz ze strażnikiem. Oho, zobaczymy co to będzie! Na szczęście pan strażnik okazał się miłym człowiekiem, kazał nam się tylko wpisać na listę (imię, nazwisko oraz nazwa naszego hotelu) po czym mogliśmy przejść na drugą stronę mocy ;) Nawet nas poinstruował gdzie się kierować. Ścieżka na plażę biegnie przez pole golfowe z zieloniutkim trawniczkiem i równie zielonymi palmami, nad wszystkim czuwają pomarańczowe skały-takiego pola golfowego to ja jeszcze nie widziałam!


Pole golfowe-Constance Lemuria 1.jpg




Droga kręta, znów górek i dołków co nie miara, ale po wczorajszym to już chyba nic nie zrobi na mnie wrażenia ;)

Anse Georgette jest cudna! Bardzo podobna do Anse Lazio, tylko kamyki trochę inne i jest o wiele węższa, a przez to bardziej kameralna. I ma więcej tych cudnie zielonych palm :)


Anse Georgette 1.jpg




Anse Georgette prawa strona 1.jpg




Pluskamy się w wodzie jak dzieci, ja uskuteczniam swoją żabkę, a Tomek walczy z falami. Mamy świadomość, że to prawie koniec naszej rajskiej przygody. W serce wkrada się nostalgia za wszystkimi pięknymi momentami, które już przeminęły w moim życiu. Pozostają po nich jedynie barwne fotografie i ślad w pamięci, który niczym zdjęcia robi się z czasem coraz bardziej wyblakły...Trzeba się w końcu pożegnać. Łezka w oku się kręci bo wiem, że nawet jeśli kiedyś tu wrócę, to miejsce nigdy nie będzie już takim, jakim je zapamiętałam.


Ja na Anse Georgette 1.jpg




Walka z falami 1.jpg




Wtorek

Ostatni dzień na Praslin. Bardzo chciałam się wybrać do Vallee de Mai-pierwotnej dżungli, w której rosną palmy coco de mer-orzech tej palmy dojrzewa na drzewie przez 7 lat. Miejsce jest o tyle niezwykle, ze przetrwało w niezmienionym stanie od zarania dziejow. To tak jakby wsiąść w wehikuł czasu i przenieść się w wieki, w których ręka człowieka nie psuła szyków matce naturze ;)


Owoc palmy 1.jpg




Ten rezerwat przyrody jest świetnym miejscem do obserwowania fauny i flory w akompaniamencie szumu ogromnych liści, które zamykają się nad nami niczym płatki kwiatu nad swoim cennym pyłkiem. Tworzą nad głowami dach utkany z zieleni i promieni słońca, przepiękne sklepienie, którego nie powstydziłby się sam Michał Anioł ;)


Dach palmowy 1.jpg




Drepczemy sobie drużką, wybraliśmy najdłuższą trasę-a były do wyboru trzy. Mamy czas, nie ma się gdzie spieszyć ;) Czujemy się trochę jak w krainie liliputów bowiem palmy, które mijamy są przeogromne! (Ja + Tomek) x 3 = jeden taki listek. A takich listków na jednej palmie jest multum! Wiszą sobie wysoko niczym wachlarze Kleopatry i chłodzą zgrzane czoła-fajnie jest się czasem poczuć jak królowa ;)


Ja z palmami 1.jpg




Całą ścieżkę przeszliśmy w milczeniu, chyba obojgu nam ciążyła świadomość nieubłaganego końca. Coś się kończy, coś zaczyna...Jeszcze odwiedzamy sklep z pamiątkami, potem robimy szybkie zakupy spożywcze i wracamy do noclegowni. Trzeba dokładnie spakować wszystkie skarby, którymi Seszele chciały się z nami podzielić ;)


Kamienna ścieżka 1.jpg



-- 16 Kwi 2015 19:43 --

Środa

Wybiła godzina zero. Taksówka podjeżdża, pakujemy rzeczy i ruszamy na lotnisko. Dziś znów będę lecieć "piździkiem", tym razem się już nie boję. :) Na horyzoncie czają się złowrogie chmurzyska, chyba Seszele też będą za nami płakać...Żegnamy się z Praslin z lotu ptaka, docieramy na lotnisko na Mahe tuż przed ulewą. Rzęsisty deszcz spadł na ziemie-ot, znów sprawka grawitacji ;) W żadnym z miejsc, w których do tej pory postawiłam stopę nie odczułam jej aż tak bardzo. Bo Seszele mają właśnie te dwie strony medalu-dwa strony lustra i dwa wymiary. Ten fizyczny-prozaiczny-kiedy to trzeba się wdrapywać na pagóry, o których się filozofom nie śniło. I drugi-ten duchowy, kiedy człowiek odczuwa całym sobą piękno i potęgę natury. Seszele przyciągają serca jak magnes, przykuwają wzrok i ciążą w pamięci swym słodkich ciężarem.

...Podjechał już nasz samolot. Przebył długą drogę z Madagaskaru, by przetransportować nasze kruche ciała w jeszcze dalsze krainy. I tak jak te rajskie wakacje-tak i cale życie jest równie niesamowitą podróżą.


Nasz powrotny Air Seychelles 1.jpg




Deszcz na Mahe 1.jpg




Anse Cocos 1.jpg




Anse Georgette 1.jpg




Anse Source d'Argent 1.jpg




Grand Anse 1.jpg




St. Pierre 1.jpg


Dodaj Komentarz

Komentarze (96)

kimoh 16 kwietnia 2015 18:14 Odpowiedz
Chaleanthite - przepiękne zdjęcia! czy są robione Olympus OMD E M5? (czytałam Twoją wypowiedź na wątku o bezlusterkowcach :)) obrabiałaś je przed wrzuceniem, czy tak same z siebie są takie piękne?edit: nie no chyba na pewno obrabiałaś... niemożliwe żeby były takie idealne :)
silazak 16 kwietnia 2015 18:48 Odpowiedz
Zdjęcia po prostu genialne !!!!!Miło się czyta Twoją relację . Rozumiem , że podsumowanie kosztów oczywiście będzie wraz z ze wskazówkami np. na noclegi ?PS . Stroje kąpielowe tez przykuwają wzrok ;)
maczala1 16 kwietnia 2015 19:22 Odpowiedz
silazak napisał:Zdjęcia po prostu genialne !!!!!Miło się czyta Twoją relację . Rozumiem , że podsumowanie kosztów oczywiście będzie wraz z ze wskazówkami np. na noclegi ?PS . Stroje kąpielowe tez przykuwają wzrok ;)Co do zdjęć, to jak dla mnie suwak od nasycenia kolorków został jednak za mocno podciągnięty podczas obróbki, co popsuło trochę efekt końcowy. W przeciwnym razie faktycznie byłoby wspaniale.Co do strojów kąpielowych, to nie mam w tej materii żadnych uwag krytycznych :)Fajna relacja w rajskim klimacie.
maps 16 kwietnia 2015 20:02 Odpowiedz
Wracają wspomnienia.Odwiedziliśmy chyba wszystkie te same plaże... Tylko my zaliczyliśmy parę wysp więcej.Grałem na Lemurii, wyprzedzałem Platiniego i rozmawiałem z nim po polsku :mrgreen:W końcu na punkt zborny tylko Indyjski trzeba przepłynąć :mrgreen: Jeden z poznanych miejscowych kumpli miał na imię "Imie".Piliśmy piwo Sey Brew :P 280 ml chyba, mam gdzieś etykietę, sprawdzę.Natchnęłaś mnie do wrzucenia swojej fotoreralcji. Obiecuję to niebawem popełnić. Dzięki!
wawerek 16 kwietnia 2015 20:19 Odpowiedz
Świetna relacja, piękne zdjęcia........... stroje kąpielowe też:)
adzi1 16 kwietnia 2015 21:04 Odpowiedz
Potwierdzam wszystkie, jak najbardziej uzasadnione, wypowiedzi przedmówców. Świetna relacja, genialnie napisana, piękne widoki, wspaniałe stroje kąpielowe i pani je prezentująca nie mniej przykuwająca wzrok :) Zaraz, przy kolacji, zabieram się za szukanie lotów na Seszele.Ps. Jak dla mnie nasycenie zdjęć jest ok, kolory wyglądają super. Możesz śmiało sprzedać wszystkie fotki jakiemuś biuru podróży. Będą drobne na kolejne rajskie wakacje ;)Pozdrawiam
klapio 16 kwietnia 2015 21:27 Odpowiedz
Ale widoki, aż mi słabo :-P Zazdroszczę wyprawy :-)
chaleanthite 16 kwietnia 2015 21:49 Odpowiedz
Raaany...dziękuję wszystkim za komentarze! :D Wiecie, jestem nie-fejsbukowa (nie mam konta) i przez to nie przyzwyczajona do takiej ilości wypowiedzi-w dodatku tak serdecznych-na temat mój i mojej twórczości ;) Jeszcze raz dziekuję WSZYSTKIM !!! :DAdżi - Szeszele mogę polecić z całego serca, bo ciężko o tak rajskie, a zarazem nie zatłoczone miejsce z dobrą infrastrukturą do zwiedzania...Bardzo rzadko spotykaliśmy innych turystów, plaże prawie puste, a wszystko jest na miejscu (sklepy, hotele, transport w każdy zakątek wysp itp), super klimatyczne zakątek świata! :) Fajnie też, że zdjęcia Ci się podobają :)olajaw - Dziekuję!!! :D I widzę, że mamy coś wspólnego-też lubię Coldplay ;)klapio - heh, nie słabnij, bo będę musiała przywdziać strój pielęgniarki i przylecieć Cię cucić ;) Ps. moje bystre oko dostrzegło linka u Ciebie w podpisie-zaraz lecę przeczytać :)
chaleanthite 16 kwietnia 2015 22:06 Odpowiedz
MaPS-żeby nie było, strój był kupiony na bal przebierańców na Halloween ;)
chaleanthite 16 kwietnia 2015 22:30 Odpowiedz
Muszę przyznać, że genialnie to podsumowałeś ! :)
chaleanthite 16 kwietnia 2015 22:56 Odpowiedz
silazak-czasem przydaje się jakieś małe urozmaicenie ;)Kara-raczej "Stawka większa niż szycie" ;)Astrid-dziękuję! :D Ps. Nie słodzę herbaty, więc trochę lukru na f4f mi nie zaszkodzi ;)
lavarsovienne 17 kwietnia 2015 00:14 Odpowiedz
WOW, BOSKO!!! Po takiej relacji przyjemnie będzie bujać w obłokach sennych :)) Dobranoc:)
przemos74 17 kwietnia 2015 00:33 Odpowiedz
Kapitalne fotki, gratuluję wyprawy :)
elwirka 17 kwietnia 2015 06:38 Odpowiedz
Faceci!... Wystarczy być ładną, młodą i zgrabną laską i komentarze (niekoniecznie merytoryczne) pod relacją puchną! Niniejszym protestuję w imieniu podtatusiałych panów z piwnym brzuchem i starszych pań z cellulitem od ramion do kolan;-)
aras333 17 kwietnia 2015 07:23 Odpowiedz
Zemdlałem :shock: :shock: :shock: :shock: Zbieram się powoli....Super!!!!
maczala1 17 kwietnia 2015 08:33 Odpowiedz
elwirka napisał:Faceci!... Wystarczy być ładną, młodą i zgrabną laską i komentarze (niekoniecznie merytoryczne) pod relacją puchną! Niniejszym protestuję w imieniu podtatusiałych panów z piwnym brzuchem i starszych pań z cellulitem od ramion do kolan;-)Mów za siebie, ja w imieniu "podtatusiałych" i "o mało co zdziadziałych" protestuję na Twój protest :)Proponuję wprowadzić obowiązek zamieszczania widoków strojów kąpielowych w każdej relacji ...
grondo 17 kwietnia 2015 10:08 Odpowiedz
Zaraz pewnie mnie zlinczują, ale trudno..Na kilku różnych wyświetlaczach (na dobrych matrycach, dobrze ustawione) znaczna część zdjęć zbyt mocno/nienaturalnie obrobiona i wygląda to średnio (wiadomo, że czasem chodzi o konkretny efekt, ale tutaj nie o to mi chodzi). Z drugiej strony, widziałem już na forum trochę dobrych zdjęć i kompletnie bez uznania. No ale wiadomo, rzecz gustu, nie czepiam się :), po prostu moja opinia.
maps 17 kwietnia 2015 12:22 Odpowiedz
chaleanthite napisał:LOTLot-my kupilismy lot linią Etihad przez pośrednika GoToGate za 503e za osobę. Tak naprawdę trudno o lepszą cenę, ponieważ rzadko bywają jakieś promocje na ten kierunek. Niedawno było na irlandzkim f4f promo- Ethiopian Air oferował przeloty na Mahe za 450e na miesiące wrzesień-luty. O tańszych przelotach nie słyszałam (co nie znaczy, że nie istnieją ;)).My kupowaliśmy bezpośredni lot FRA-SEZ Condorem (na ich stronie) czasami rzucają promo na ten kierunek. Wyloty co piątek, powroty w soboty. Nasza cena 448 eu RT/os, polowałem na nią 3 miechy :D Da się też z Polski.chaleanthite napisał:NOCLEGIBardzo popularne są noclegi typu self-catering, czyli domki/mieszkania/wille z całym zapleczem kuchennym. Jest to często najtańsza opcja, ponieważ we wszelkich przybytkach z wyżywieniem ceny idą kosmicznie w górę. My za 14 dni pobytu na Seszelach zapłaciliśmy 820e za naszą dwójkę (znalezione na Booking.com). Myślę, że tę cenę można jeszcze zbić o ok. 120-200e wybierając nocleg w miejscach bardziej odległych od plaży. Nie są one wcale gorsze, ponieważ autobusem można dojechać wszędzie za grosze, więc warto rozważyć tę opcję jeśli komuś zależy na ograniczeniu kosztów.Wiem, że można też szukać noclegu u kogoś na Seszelach na couchsurfing-u. Z kolei spanie na plażach (czy to pod namiotem, czy gołym niebem) jest nielegalne, ale nie widziałam nikogo, kto by tam chodził i patrolował okolice, więc jeśli ktoś jest odważny...to kto mu zabroni ;) Co prawda podczas przeprawy celnej trzeba podać nazwę hotelu, ale szczerze wątpię, by ktokolwiek to sprawdzał. Tak samo przy lotach wewnętrznych-nazwa noclegowni jest wymagana, ale nigdzie nie wymagali okazania rezerwacji.Na Mahe self-catering to faktycznie najtańsza opcja. Nawet od 40 eu/doba:http://www.seychelles-accommodation.tra ... m_roomrateNa Praslin o dziwo jedną z tańszych opcji było Berjaya Praslin Beach - kupiona przez niemieckiego Neckermanna za około 350 eu./tydz.W niektórych terminach jest czasem promocja 5 noclegów w cenie 7. Dzisiaj stoi za 472 eu/tydz.
japonka76 17 kwietnia 2015 12:30 Odpowiedz
Dla mnie zdjęcia plaż super. Mocno podkolorowane, ale widoki jak z bajki. :D Jednym słowem Seszele do raj dla plażowiczów, a i koszty jak na miejsce osławione sławą bardzo drogiego są do przyjęcia. Spoko, zachęciłaś minie do wycieczki w te okolice. @elwirka, masz rację - może troszkę za dużo tych pozowanych zdjęć jak do kalendarza, ale z drugiej strony, kiedy dziewczyna ma sobie pstrykać takie fotki. Właśnie wtedy, kiedy jest młoda i ładna :D Swoją drogą, wcale bym się nie zdziwiła jakby kilka z nich zawisło na ścianie w warsztacie samochodowym :lol: @chaleanthite, spoko mnie się bardzo podobało :oops:
chaleanthite 17 kwietnia 2015 12:49 Odpowiedz
Uwaga-odpowiedź zbiorcza ;)LaVarsovienne- dziękuję, mam nadzieję, że dobrze Ci się spało! ;)przemos74 - dziękuję ślicznie :)elwirka-ja też mam celulit ;) I taka młoda już nie jestem..a czy zgrabna i ładna-to na pewno rzecz gustu ;) Smukłą łanią to na pewno nie jestem :lol: aras333- dzięki! Fajnie się czyta takie kometarze :)maczala1-następnym razem wezmę wieszak, zawieszę na nim strój i powieszę go na krzakach, będzie mniej zamieszania :lol: mlynio - szalenie mi miło! :Dgrondo - no i tu jest pies pogrzebany ponieważ: żaden z komputerów, na którym wcześniej sprawdzałam zdjęcia nie był jakoś specjalnie ustawiany pod kątem kolorów czy ustawień monitora- ja się na tym nie znam, mój brat z mężem o to nie dbają, a w pracy to już w ogóle jest coco jambo z komputerami...Poza tym nasze kompy nie mają żadnych rewelacyjnych wyświetlaczy, a od tego też to pewnie zależy...Chciałam również zauważyć, że to nie jest miejsce stricte do oceniania zdjęć, bo to nie jest forum fotograficzne, ale forum podróżnicze, w którym komentujemy odwiedzone miejsca ;) I tego powinniśmy się trzymać :) Na koniec dodam, że choć każde zdjęcie jest obrobione w wielu nie ma podkręcanych kolorów, bo nie było takiej potrzeby. Kolor wody i tych zielonych krzaczorów naprawdę dawał po oczach..! Starałam się Wam pokazać Seszele takimi, jakimi sama je widziałam-jako feerię barw i kształtów... :) Taka była moja artystyczna wizja ;)MaPS-na pewno da się też z Polski, ale na ten temat nie piszę, ponieważ się na tym nie znam...Zauważ jednak, że do Niemiec z Polski też musisz dojechać i dla mnie to się wlicza w koszt biletu ;) Jeśli człowiek ma czas to może polować na promocje hotelowe oraz lotnicze, ale zawsze jest ryzyko, że się zostanie z ręką w nocniku...My organizowaliśmy Seszele 5 miesięcy przed wylotem i niektóre miejscówki np. na Praslin nie miały już miejsc!!! Masakra jakaś ;-/Japonka76 - żeby nie było niejasności-pozowane zdjęcia są wstawione dlatego, że..nie mam innych zdjęć z tego miejsca...Było tam tak cudnie, że ledwo pamiętałam, że mam ze sobą aparat. Takie pozowane zdjęcia robię tylko do domowego albumu (dla przyjemności mojego męża i by móc wnukom pokazać, że babcia też kiedyś była młoda... ;)), ale mając do wyboru umieszczenie zdjęcia ze mną lub z moim mężem musiałam wybrać niestety siebie, bo mąż się nie zgadzał na publikację jego fotek. Niemniej cieszę się, że Ci się relacja podoba, dziękuję! :)
maps 17 kwietnia 2015 13:12 Odpowiedz
chaleanthite napisał:MaPS-na pewno da się też z Polski, ale na ten temat nie piszę, ponieważ się na tym nie znam...Zauważ jednak, że do Niemiec z Polski też musisz dojechać i dla mnie to się wlicza w koszt biletu ;) Jeśli człowiek ma czas to może polować na promocje hotelowe oraz lotnicze, ale zawsze jest ryzyko, że się zostanie z ręką w nocniku...My organizowaliśmy Seszele 5 miesięcy przed wylotem i niektóre miejscówki np. na Praslin nie miały już miejsc!!! Masakra jakaś ;-/Z Polski, w sensie, że Condor współpracuje z Lufą i są doloty na jednym bilecie z Wro, Kat, Krk itp. Do Wawy też trzeba dojechać :mrgreen:
chaleanthite 17 kwietnia 2015 14:05 Odpowiedz
Grzegorz40-szczerze mówiąc nie mam zielonego pojęcia ;) Ja się na takich rzeczach w ogóle nie znam :shock: MaPS - aaa...to teraz wszystko jasne :) Widzisz ilu pożytecznych rzeczy człowiek się tu dowiaduje ;)
karian 17 kwietnia 2015 15:21 Odpowiedz
Wczoraj było tego więcej :-), Nigdy nie kręciły mnie same plaże ale przy tej relacji i fotkach rozmarzyłam się na całego. Jak to widzisz z małym dzieckiem?
filipk90 17 kwietnia 2015 15:33 Odpowiedz
Quote:klapio - heh, nie słabnij, bo będę musiała przywdziać strój pielęgniarki i przylecieć Cię cucić ;) Ps. moje bystre oko dostrzegło linka u Ciebie w podpisie-zaraz lecę przeczytać :)co tu się w ogóle wyprawia??? :)
grondo 17 kwietnia 2015 15:45 Odpowiedz
chaleanthite napisał:Uwaga-odpowiedź zbiorcza ;)grondo - no i tu jest pies pogrzebany ponieważ: żaden z komputerów, na którym wcześniej sprawdzałam zdjęcia nie był jakoś specjalnie ustawiany pod kątem kolorów czy ustawień monitora- ja się na tym nie znam, mój brat z mężem o to nie dbają, a w pracy to już w ogóle jest coco jambo z komputerami...Poza tym nasze kompy nie mają żadnych rewelacyjnych wyświetlaczy, a od tego też to pewnie zależy...Chciałam również zauważyć, że to nie jest miejsce stricte do oceniania zdjęć, bo to nie jest forum fotograficzne, ale forum podróżnicze, w którym komentujemy odwiedzone miejsca ;) I tego powinniśmy się trzymać :) Na koniec dodam, że choć każde zdjęcie jest obrobione w wielu nie ma podkręcanych kolorów, bo nie było takiej potrzeby. Kolor wody i tych zielonych krzaczorów naprawdę dawał po oczach..! Starałam się Wam pokazać Seszele takimi, jakimi sama je widziałam-jako feerię barw i kształtów... :) Taka była moja artystyczna wizja ;)Jasne, jasne. Zgadzam się, że jest to forum podróżnicze i każdy wrzuca takie zdjęcia jakie ma/chce/umie_zrobić. Używanie RAWów i histogramu nie jest wymagane;)Komentarz raczej ogólny i trochę studzący te achy i ochy, żeby nie było za słodko ;)
kara 17 kwietnia 2015 16:05 Odpowiedz
@chaleanthite, miło jest patrzeć na naturalnie wyglądającą kobietę, która potrafi cieszyć się życiem. W strojach adekwatnych do okazji. :-)Nie wybieram się na Seszele, ale zaintrygował mnie pierwszy akapit. Doczytałam "do dechy", bo dzięki akcentom humorystycznym typu gadzie ekscesy czy premia górska z klonem Maritt nie miałam wrażenia, że zamiast relacji czytam przewodnik. A w swoim warsztacie (gdybym takowy miała) powiesiłabym fotkę owocu z resztkami kwiecia. ;-)
lavarsovienne 17 kwietnia 2015 17:48 Odpowiedz
@chaleanthite nie mogłam zasnąć, bo cały czas główkowałam, co by tu zrobić, by na tych Seszelach się znaleźć :lol: A skoro znowu tu jestem obejrzę sobie jeszcze raz te piękne zdjęcia :D
brunoj 17 kwietnia 2015 18:54 Odpowiedz
chaleanthite napisał:czy zgrabna i ładna-to na pewno rzecz gustu ;) Smukłą łanią to na pewno nie jestem :lol: Śmiem twierdzić żę tzw smułke łanie wiekszości kojarzą się z anoreksją a nie z pięknęm. To taka dygresja, niezwiązana z podróżowaniem (jak połowa wypowiedzi w tym wątku).Więc żeby było na temat - to co mi brakuje w relacji (zdjęciach?) to takie słomiane domki na wodzie, nie wiem czemu ale jakoś jednoznacznie mi się to z Szeszelami kojarzy (niekoniecznie poprawnie...)Brakuje też - tak żeby relacja była kompletna - jakichś fotek z targu, sklepu - coś z autochtonami. Rozumiem że główny nacisk i zachwyt to widoczki (i trudno się dziwić), ale mimo wszystko nie chce mi się wierzyć że tylko po plażach chodziliście ;-)Przychylam się do pytania (napisanego jakimś magicznym kodowaniem, więc niezbyt czytelnego) , jak wyglądałaby taka podróż z dziecmi (jeśli jesteś w staniej jakoś to ocenić). Na koniec - gratuluje relacji, w szczególności opisu, ale i ładnych kolorowych zdjęć (mają być takie żeby się Tobie podobały, a poprawianie jest elementem przygotowywania efektu końcowego - w analogu też się używało umyślnych kliszy czy filtrów żeby uzyskać efekty). Gratuluje również wzbudzenia ożywionej dyskusji :)
maps 17 kwietnia 2015 19:09 Odpowiedz
BrunoJ napisał:Więc żeby było na temat - to co mi brakuje w relacji (zdjęciach?) to takie słomiane domki na wodzie, nie wiem czemu ale jakoś jednoznacznie mi się to z Szeszelami kojarzy (niekoniecznie poprawnie...)No właśnie niekoniecznie. Kluczowe słowo w tym zdaniu :mrgreen: Odwiedziłem kilkanaście wysp na Seszelach i domków takich nie stwierdziłem. Co niekoniecznie oznacza, że ich tam nie ma :lol:
marszum 17 kwietnia 2015 19:49 Odpowiedz
Bardzo fajna relacja z akcentami humorystycznymi no i te "soczyste" fotki :) Ponieważ od kilku miesięcy planuje wyprawę na Seszele, mnie najbardziej interesowało posumowanie kosztów. Ceny noclegów, przelotów, wycieczek, biletów i transportu pokrywają się z moimi ale 10 EUR dziennie na wyżywienie dla 2 osób to jest wynik nieosiągalny. W takich temperaturach i wilgotności 2 L wody dziennie na osobę to minimum a to daje już 6 EUR o jakimś obiedzie nawet z Take away-u (3-4 EUR/1 os) nie wspomnę. Piszesz wprawdzie o tym, że sporo "pichciliście" sami ale przecież produkty, z których to trzeba przygotować też kosztują.
chaleanthite 17 kwietnia 2015 21:31 Odpowiedz
Kochani pozwolicie, że znów odpowiem zbiorczo :Karian-po zabawie w detektywa udało mi się mniej więcej rozszyfrować Twoją wiadomość ;) Zacznę od tego, że Seszele to niekoniecznie same plaże, bo np. na Mahe (głównej wyspie) jest sporo tras trekingowych wiodących przez dżugle i wierz mi-jeśli lubisz łażenie po górach i pagórach to będziesz tam szczęśliwy ;) Co do podróżowania z dzieckiem to problem byłby tylko jeden-jeśli to naprawdę małe dziecko to raczej samo na te pagórki wchodzić nie będzie, bo tu dorosły się zmęczy, a co dopiero dziecko...Ale tak sobie pomyślałam, że przecież zawsze można wziąć jakiś wózek (spacerówkę czy coś) i problem rozwiązany ;) Poza tym to Seszele jak najbardziej się nadają na rodzinne wakacje-o wiele bardziej niż np. Tajlandia, ponieważ nie masz na głowie tych wszystkich namolnych taksówkarzy, tuk-tukarzy, sprzedawców na plażach itp., więc nie musisz się rozdwajać kiedy ktoś za Tobą idzie i chce Cię namówić na jakąś wycieczkę podczas gdy kątem oka widzisz jak dziecko wbiega na ruchliwą ulicę...Infrastruktura jest dobra, wszędzie można się dostać autobusem (wyjątkiem jest La Digue gdzie się jeździ na rowerach, ale są też rowery z zamontowanymi siedziskami dla dzieci mniejszych i większych :)) Tak więc moim zdaniem to miejsce jest bardzo dobre na podróż z dzieckiem :)jakwik-dziękuję pięknie za komplement, relacje jeszcze z pewnością będą, bo miejsc zwiedzonych sporo, tylko wtedy jeszcze nie znałam f4f i nawet nie myślałam o pisaniu o swoich podróżach...Ale już mam pomysł na kolejne sprawozdanie ;filipk90-taki mały żarcik żeby rozruszać trochę towarzystwo ;) Mam nadzieję, że nie przesadziłam ;)grondo- ja jestem Ci wdzięczna za Twój komentarz, bo przynajmniej wiem, że nie u każdego na monitorze ta kolorystyka jest do przełknięcia, następnym razem bardziej pokombinuję żeby kolory dla każdego były zjadliwe ;)Kara- super, że Ci się podobało, dziękuję! :) Bardzo chciałam napisać coś wiernie oddającego nasz pobyt na Seszelach, ale nie chciałam żeby było nudno i zbyt poważnie ;) Sama jestem trochę postrzelona i zależało mi, żeby relacja też trochę taka była. ;) Cieszę się niezmiernie bo po komentarzach wnioskuję, że chyba udało mi się osiągnąć swój cel :DLaVarsovienne- naprawdę bardzo mi miło, że Cię trochę zaraziłam Seszelami :) Mam nadzieję, że kiedyś uda Ci się na nie wybrać :)km040711-szalenie mi miło! :D To chyba jeden z najpiękniejszych komplementów jakie można od kogoś usłyszeć :)BrunoJ- domki na wodzie zostały bodajże rozpowszechnione dzięki Malediwom, z resztą stały się ich takim nieoficjalnym symbolem ;) Wiem też, że takie domki są w krajach Oceanii (Fidżi, Polinezja), za to na Seszelach nie widzieliśmy ani jednego, a 2 wyspy zjeździliśmy wzdłuż i wszerz, trzecią (Mahe) tylko trochę, więc możliwe, że tam się gdzieś ukrywają ;)Nie widzieliśmy ani jednego targu na Seszelach, tylko pojedyncze budki z owocami bądź rybami, ale jakoś nie przyszło mi do głowy, by zrobić im zdjęcie-sama nie wiem czemu i teraz będę to rozkminiać :roll: Co do sklepików...Są bardzo specyficzne (większość dość ciemna w środku i wszystkie bardzo ciasne, ciężko tam manewrować ze wszystkimi gratami i koszykiem z zakupami, nie mówiąc już o wyciąganiu aparatu...Ale dziękuję za Twoją uwagę, która jest dla mnie cenna i podczas następnej wyprawy nie omieszkam cykać fotek z lokalsami ;) Tak po prawdzie to Ci lokalni to są jakoś..pochowani ;) Ogólnie na Seszelach jest pusto, tam oprócz Victorii (stolicy) nie ma miast, są tylko mniejsze lub większe wioski...Życie jest pochowane przed słońcem, wszyscy do wieczora siedzą w domach bądź w pracy, poza tym to cywilizowany kraj, nie ma szałasów, w których mieszkają ludzie (tak jak w niektórych rejonach Azji...), nie ma targów i bazarków-tylko mniejsze lub większe sklepiki...Teraz mi wpadło do głowy, że chyba dlatego nie robiłam zdjęć ulicy, bo nic tam nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, widziałam życie uliczne np. w Indiach i tam cykałam foty jak głupia, bo wszystko było takie mega inne, Seszele są bardzo europejskie pod względem życia codziennego Seszelczyków. Co do podróżowania z dziećmi odpowiedziałam Karianowi parę akapitów wyżej, mam nadzieję, że sobie znajdziesz i przeczytasz, bo głupio tak się powtarzać ;) Dziękuję za gratulacje, cieszę się, że relacja Ci się podoba :Dmarszum-już spieszę wyjaśniać :) Na początek dodam, że nie oszczędzaliśmy na jedzeniu, nawet nie liczyliśmy ile na nie wydajemy, bo głodzić się nie można, piwa odmawiać sobie też nie ;) Dopiero pod koniec powyciągaliśmy rachunki i podliczyliśmy ile nas żarełko kosztowało-więc koszt wyżywienia sam taki wyszedł, a nie, że my planowaliśmy, żeby wydać jak najmniej. ;)W każdej noclegowni mieliśmy dostarczaną darmową wodę podczas sprzątania-dwie 2-litrowe butelki-i tak było codziennie. Więc koszt nawadniania znikał ;) Do tego dawali nam jeszcze darmowe soki pierwszego dnia pobytu-to były zazwyczaj dwa litrowe kartony, więc jedyne, co kupowaliśmy to piwko (tzn. mąż kupował, bo ja za piwem nie przepadam). Ale i tu nie było szaleństwa, bo mąż na wolnocłówce kupił 2x1L whiskey (promocja jakaś była), więc i tak chodził codziennie szczęśliwy. Take away'a jedliśmy tylko raz, bo nie byliśmy głodni...Żywiliśmy się głównie jajkami, bo smakowały tak jak jajka, które można było kupić x lat temu na wsiach od gospodarzy...Do tego chleb ( 1 duży chleb tostowy starczał nam na 3 dni...) z serem z czego robiliśmy tosty. W jednym domku mieliśmy darmowe śniadania w cenie, w drugim przynosili nam darmowe owoce codziennie rano...I tak jakoś wyszło ;) Poza tym na obiadokolacje były omlety, jajecznica, naleśniki, jajka sadzone, frytki...Niezbyt urozmaicone menu, ale to dlatego, że nie chciało nam się stać w kuchni i gotować, kiedy można było podziwiać zachód słońca na tarasie ;) No i bardzo nas zapychały brązowe kokosy-jeden taki mały kokosek na naszą dwójkę i nie potrzebowaliśmy kolacji...Część produktów była też już w domkach, bo ludzie, którzy się wyprowadzali nie brali ze sobą olejów, mąki, soli itp., my też zostawiliśmy parę rzeczy jak wyjeżdżaliśmy...Właścicielki domków też nas nieco "dokarmiały" nie żądając żadnej opłaty-a to dostaliśmy kokosa, a to świeżo wyciśnięty sok...Tam ludzie naprawdę są bezinteresowni i dzielą się tym, co mają, chociaż przecież nie muszą...I nigdy nie usłyszysz, że ktoś chce napiwek za to, że Ci dał czy przyniósł wodę w butelce ;) Cieszę się, że relacja i zdjęcia przypadły Ci do gustu :D
km040711 17 kwietnia 2015 22:25 Odpowiedz
chaleanthite napisał:km040711-szalenie mi miło! :D To chyba jeden z najpiękniejszych komplementów jakie można od kogoś usłyszeć :)Nie ma z co. Zdjęcia, ale i tekst " z jajem" są naprawdę świetne.P.S. Chodzi mi o zdjęcia krajobrazu :)
brunoj 17 kwietnia 2015 22:52 Odpowiedz
chaleanthite napisał:BrunoJ- domki na wodzie zostały bodajże rozpowszechnione dzięki Malediwom, z resztą stały się ich takim nieoficjalnym symbolem ;) Wiem też, że takie domki są w krajach Oceanii (Fidżi, Polinezja), za to na Seszelach nie widzieliśmy ani jednego, a 2 wyspy zjeździliśmy wzdłuż i wszerz, trzecią (Mahe) tylko trochę, więc możliwe, że tam się gdzieś ukrywają ;)Nie widzieliśmy ani jednego targu na Seszelach, tylko pojedyncze budki z owocami bądź rybami, ale jakoś nie przyszło mi do głowy, by zrobić im zdjęcie-sama nie wiem czemu i teraz będę to rozkminiać :roll: Co do sklepików...Są bardzo specyficzne (większość dość ciemna w środku i wszystkie bardzo ciasne, ciężko tam manewrować ze wszystkimi gratami i koszykiem z zakupami, nie mówiąc już o wyciąganiu aparatu...Ale dziękuję za Twoją uwagę, która jest dla mnie cenna i podczas następnej wyprawy nie omieszkam cykać fotek z lokalsami ;) Tak po prawdzie to Ci lokalni to są jakoś..pochowani ;) Ogólnie na Seszelach jest pusto, tam oprócz Victorii (stolicy) nie ma miast, są tylko mniejsze lub większe wioski...Życie jest pochowane przed słońcem, wszyscy do wieczora siedzą w domach bądź w pracy, poza tym to cywilizowany kraj, nie ma szałasów, w których mieszkają ludzie (tak jak w niektórych rejonach Azji...), nie ma targów i bazarków-tylko mniejsze lub większe sklepiki...Teraz mi wpadło do głowy, że chyba dlatego nie robiłam zdjęć ulicy, bo nic tam nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, widziałam życie uliczne np. w Indiach i tam cykałam foty jak głupia, bo wszystko było takie mega inne, Seszele są bardzo europejskie pod względem życia codziennego Seszelczyków. Co do podróżowania z dziećmi odpowiedziałam Karianowi parę akapitów wyżej, mam nadzieję, że sobie znajdziesz i przeczytasz, bo głupio tak się powtarzać ;) Dziękuję za gratulacje, cieszę się, że relacja Ci się podoba :DZ tymi ludzmi na zdjęciach to też kwestia gustu, ja po prostu lubię. Zarówno na żywo - wymieszać się z tłumem - jak i na zdjęciach. Często te same miejsca mają inny urok z ludzmi. Np. swego czasu byłem pare razy w Izmirze, przy nabrzeżnym spacerniaku trafiłem na wypoczywających ludzi, innym razem na koncert rockowy, jeszcze innym na pokaz lotnictwa, ale również na ... demonstracje, tlumy z flagami, a chwile potem walkę studentów z Policją. Chociaż - jeśli tam gdzie byłaś jest tak cicho i 'bezludnie' jak napisałaś, to też ma swój urok. Bo choćby we wspomnianych przez Ciebie Indiach, czy przeze mnie Turcji, trzeba się pilnować żeby nie palnąć kogoś w dynie za to ciągłe nagabywanie. Ale jak pisałem - widoczki same w sobie też piękne, a mi osobiście przekolorowanie nie przeszkadza, traktuje to jako formę wyrazu, a nie 'naciąganie' rzeczywistości. Czekam(y) na kolejne relacje z nowych czy starych podróży. Coś jeszcze chciałem o aparat spytać, albo o ten zepsuty obiektyw, ale mi uciekło z głowy, więc przy innej okazji.
maps 17 kwietnia 2015 23:06 Odpowiedz
chaleanthite napisał:Kochani pozwolicie, że znów odpowiem zbiorczo :Karian-po zabawie w detektywa udało mi się mniej więcej rozszyfrować Twoją wiadomość ;) Taki mały wstęp do TS :mrgreen: chaleanthite napisał:filipk90-taki mały żarcik żeby rozruszać trochę towarzystwo ;) Mam nadzieję, że nie przesadziłam ;)Pomyślimy! :lol: chaleanthite napisał:LaVarsovienne- naprawdę bardzo mi miło, że Cię trochę zaraziłam Seszelami :) Mam nadzieję, że kiedyś uda Ci się na nie wybrać :)Ja jak wyjeżdżałem to powiedziałem:https://www.youtube.com/watch?v=s8ySmtyb8gschaleanthite napisał:BrunoJ- ... podczas następnej wyprawy nie omieszkam cykać fotek z lokalsami ;) Tak po prawdzie to Ci lokalni to są jakoś..pochowani ;) ... nie ma targów i bazarków-tylko mniejsze lub większe sklepiki...Jak coś mam trochę fotek z ulic i miejscowego folkloru, w wolnej chwili wrzucę. Ale muszę dokończyć poprzednią relację najsampierw. Targowisko jest w Victorii, ale zdjęcia chyba nie robiłem. :( chaleanthite napisał:marszum-... Ale i tu nie było szaleństwa, bo mąż na wolnocłówce kupił 2x1L whiskey (promocja jakaś była), więc i tak chodził codziennie szczęśliwy....Tak mało do szczęścia? Ekonomiczny zawodnik :mrgreen: Czasami też bym tak chciał :lol:
chaleanthite 18 kwietnia 2015 00:06 Odpowiedz
km040711- jeszcze raz serdecznie dziękuję :D Zależało mi żeby napisać wszystko z humorem, aby ten mój cały elaborat był dość łatwy do strawienia ;) Cieszę się bardzo, że relacja się podoba, w szczególności zdjęcia krajobrazów ;)Ps. wypatrzyłam linka w podpisie, zaczęłam czytać i już donoszę, że jestem pod wrażeniem trasy! :DBrunoJ - ja ogólnie uwielbiam zdjęcia lokalsów i z lokalsami, z każdej podróży mam jakieś, często robię im też fotki z ukrycia, ale na Seszelach...to jakoś ani okazji za bardzo nie było, ani natchnienia...Z tymi kolorami to tak sobie trochę w brodę pluję, że nie sprawdziłam tych kolorów dokładniej, że się kogoś nie poradziłam...Lubię soczyste, wyraziste barwy, ale też nie lubię przesady, nie chcę, by kogoś kolory oślepiały ;) No ale trudno, następnym razem będę pamiętać..! Kolejne relacje na pewno będą! Te starsze zapewne mniej dokładne, bo wiele szczegółów człowiekowi ucieka z czasem, ale mam nadzieję, że każdy znajdzie tam coś dla siebie :)Jak sobie przypomnisz to pytaj śmiało! :)MaPS napisał:Ja jak wyjeżdżałem to powiedziałem:https://www.youtube.com/watch?v=s8ySmtyb8gs Padłam ze śmiechu! :lol: My nie byliśmy w Victorii...chętnie obejrzę jakieś fotki z tej stolicy! :)A co do męża to rzeczywiście jest dość ekonomiczny, chociaż czasem żałuję, bo gdyby więcej wydawał na alkohol to ja bez wyrzutów sumienia mogłabym więcej wydawać na fatałaszki :lol:
boisfarine 18 kwietnia 2015 09:10 Odpowiedz
WOW ;-)Chcę na Seszele!
chaleanthite 18 kwietnia 2015 14:19 Odpowiedz
Boisfarine-z ręką na sercu mogę polecić to miejsce! ;)...Ponieważ na blogu zmieściła się tylko część relacji (całość jest na forum w zakładce 'relacje z podróży'), wklejam linka do pełnego sprawozdania ;)viewtopic.php?f=213&t=70829
chaleanthite 18 kwietnia 2015 14:21 Odpowiedz
Boisfarine-z ręką na sercu mogę polecić to miejsce! ;) ...Ponieważ na blogu zmieściła się tylko część relacji (całość jest na forum w zakładce 'relacje z podróży'), wklejam linka do pełnego sprawozdania ;) viewtopic.php?f=213&t=70829
chaleanthite 18 kwietnia 2015 14:22 Odpowiedz
Ehhh...miał być link, poprawiam się: http://www.fly4free.pl/forum/seszele-grawitacja-w-raju,213,70829
gosiagosia 18 kwietnia 2015 18:52 Odpowiedz
Trzy lata temu wybierałam między Malediwami, Seszelami i Mauritiusem. Wybrałam Mauritius. Teraz wiem, że mogłam wybrać lepiej :)Mesi mesi za relację :lol:
chaleanthite 18 kwietnia 2015 22:08 Odpowiedz
gosiagosia-na Malediwach i Seszelach bylam, a o Mauritiuse czytalam tu na f4f (byla relacja) i powiem Ci, ze kazde z tych miejsc jest zupelnie inne i ma inny klimat, ale kazde jest piekne! Mam zamiar wybrac sie kiedys na Mauritius, a co do Seszeli to wiesz-wszystko przed Toba ;) Raczej nie grozi im zalanie przez podnoszacy sie poziom wod wiec nie musisz sie spieszyc :lol: MaPS-wiesz, na Seszelach tez sa takie hotele, o ktorych sie filozofom nie snilo ;) Ale ku uciesze takich szaraczkow jak my pootwierali w ciagu ostatnich paru lat mase domkow, b&b i tym podobnych noclegowni ;)
maps 18 kwietnia 2015 22:52 Odpowiedz
gosiagosia napisał:Trzy lata temu wybierałam między Malediwami, Seszelami i Mauritiusem. Wybrałam Mauritius. Teraz wiem, że mogłam wybrać lepiej :)Mesi mesi za relację :lol:To był wielbłąd :lol: chaleanthite napisał:MaPS-wiesz, na Seszelach tez sa takie hotele, o ktorych sie filozofom nie snilo Ale ku uciesze takich szaraczkow jak my pootwierali w ciagu ostatnich paru lat mase domkow, b&b i tym podobnych noclegowni Ferdek powiedziałby, że fizjologom :D I kto powiedział, że jestem szaraczkiem? No kto?Jestem raczej barwnym typkiem, ot co... Co i o Tobie myślę, czego i Wszystkim życzę...PS. Zaciągnąłem już zdjęcia z Seszeli na nowego kompa, niedługo je wrzucę czyli...
xladystarrrdustx 18 kwietnia 2015 23:24 Odpowiedz
Chaleanthite - nie będę wielce oryginalna, jak napiszę, że super zdjęcia (zupełnie nie przeszkadza mi podkręcenie kolorków, efekt jest WOW) i przesympatyczna, zabawna relacja. Super się czyta! Mam nadzieję na więcej :) Pozdrawiam!
chaleanthite 19 kwietnia 2015 00:29 Odpowiedz
xladystarrrdustx-dziekuje pieknie, ciesze sie niezmiernie, ze relacja sie podoba :) Na pewno bedzie wiecej, tylko musze sie zebrac ;)
pozytywka1 19 kwietnia 2015 08:27 Odpowiedz
Nie będę oryginalna z zachwytem nad zdjęciami, ale są po prostu piękne :) Twoja relacja zainspirowała mnie do wizyty tam i już kombinuje jak się tam dostać ;) Pozdrawiam
maps 19 kwietnia 2015 17:02 Odpowiedz
Mam 2 tys. zdjęć, muszę się przez nie przekopać :mrgreen: A jak ktoś na La Dique chce pojeździć rowerem ,to lepiej zabrać ze sobą niezbędnik narzędzi.Ja naprawiałem rower, bo pedał "odleciał" :lol: Na szczęście miałem śrubokręto kombinerki :mrgreen:
koociaczeek 19 kwietnia 2015 21:28 Odpowiedz
Super relacja, cudowne zdjęcia, zazdroszczę! Pozdrawiam :)
chaleanthite 19 kwietnia 2015 22:21 Odpowiedz
Pozytywka.-dziekuje slicznie, to niesamowicie mile zainspirowac kogos! :D pozdrawiam serdecznie! :)silazak-to swietnie!!! :D Jakbys mial jakies pytanka kiedys to wal smialo, PaPS tez na pewno Ci w razie czego pomoze, chociaz Seszele sa ogolnie latwe do ogarniecia i na pewno poradzisz sobie sam :)MaPS-nasze rowery tez byly-ze tak powiem-w stanie mocno wyeksploatowanym, rdza zdobila lancuch na calej dlugosci i balismy sie, ze nasze pojazdy nam sie po drodze rozkracza, ale na szczescie nic takiego sie nie stalo, a rowerkami jezdzilo sie naprawde przyjemnie! Wazne, ze hamulce dzialaly bez zarzutow, bo inaczej zjezdzajac z tych stromych gorek... ;)Koociaczeek-dziekuje pieknie, bardzo sie ciesze, ze wszystko sie podoba! :) Pozdrawiam rowniez!!!
brunoj 19 kwietnia 2015 22:41 Odpowiedz
chaleanthite napisał:MaPS-absolutnie nie chodzilo mi o czyjas osobowosc, bo tu na forum chyba nie ma ludzi nudnych i mdlych ;) Raczej chodzilo mi o zasobnosc portfela...no bo kogo stac zeby leciec na tydzien do hotelu i bulic za niego 40 000 zl ??? Jest tu ktos taki..? ;-) Pewnie znajda sie forumowicze, ktorzy maja taka gotowke na koncie, ale czy byliby sklonni wydac je wlasnie w ten sposob..? ;)Niejaki "Masa" z swoich książkach o mafii pruszkowskiej wspominał że pomieszkiwał na Mahe w Hiltonie. Jak ktoś ma podobną "pracę" to pewnie stać, ale i pewnie mniejsza szansa że piśmienny i na forum umie się zalogować ;)
chaleanthite 19 kwietnia 2015 22:46 Odpowiedz
Hahaha :lol: Chyba, ze wynajmie sobie parobka, ktory to bedzie robil za niego ;) W koncu skoro Hilton na Seszelach, to czemu i nie sluzacy-jak szalec, to szalec! :lol:
chaleanthite 20 kwietnia 2015 00:25 Odpowiedz
Hehe, racja! Juz predzej-"Po wymuszeniu darmowych biletow..." :lol:
kaviorwiki 20 kwietnia 2015 08:30 Odpowiedz
Baaardzo fajna relacja z raju....nie kończ jej nigdy :D
silazak 20 kwietnia 2015 09:39 Odpowiedz
z góry sorry za offa , ale tak mnie naszło z tym "Masą", że ewentualnie mogło by to wyglądać tak :- Szefie zaj..... bilety na Szeszeszele .- Ty idioto one są na inne nazwisko !!!!- ok szefie to ide zaj.... też nazwisko . PS skasować od razu nie mogłem się powstrzymać :)
cyberpunk64 20 kwietnia 2015 10:01 Odpowiedz
A ja w imieniu dyskryminowanej Twoją relacją społeczności domagam się zdjęć MĘŻA, oczywiście w stroju kąpielowym lub jego własnym, jeżeli ma na imię Adam i na Seszelach rosną figi i jest to to ciacho z widoków z autobusu.A na niepoważnie zgłaszam Cię na kandydatkę Miss Fly4Free, (wszystkie kandydatki otrzymują koszulki firmowe do konkursu Miss Mokrego Podkoszulka)A tak na poważnie może i niektóre zdjęcia są przekolorowane, ale przy np. "Ja na Anse Cocos" szczęka opada. Zazdroszczę ... i czekamy na kolejne relacje z tym samym mężem. :)
pjesekleszek 20 kwietnia 2015 12:54 Odpowiedz
super widoki, i troche grube nogi ;p
chaleanthite 20 kwietnia 2015 22:25 Odpowiedz
pjesekleszeksuper widoki, i troche grube nogi ;p
No gdzies sie te wszystkie moje miesnie musza zmiescic ;) Fajnie, ze widoczki sie podobaja, pozdrawiam ! :)
jollka 21 kwietnia 2015 09:07 Odpowiedz
Fajna relacja, piękne zdjęcia :) Seszele zawsze wydawały mi się bardzo drogie, ale może zmienię zdanie po Twojej relacji. Na takich plażach to można stracić poczucie czasu... Kurczę, a ja zawsze unikam zamieszczania zdjęć w bikini - może to błąd ;)
grzegorz-firlit 21 kwietnia 2015 15:19 Odpowiedz
Sam nie wiem czy się lepiej czyta, czy ogląda Twoją relację. W każdym razie podobało mi się jedno i drugie. Mesi, mesi za ucztę dla oczu ;)
grzegorz40 21 kwietnia 2015 15:34 Odpowiedz
Tomek Zien napisał:Może ktoś z grona administracyjno-moderacyjnego spróbuje ogarnąć kwestię tego kodowania polskich znaków, bo to już się męczące robi....Relacja jest i na forum i na społeczności. Komentarze z forum i społeczności są jakoś zintegrowane. Wydaje mi się, że błędnie kodowane są polskie znaki w komentarzach wpisywanych bezpośrednio na społeczności, które się potem kopiują do forum.
don 21 kwietnia 2015 16:54 Odpowiedz
Ktoś z adminów poprawił. Zaraz ktoś jeszcze usunie te duplikaty.
chaleanthite 22 kwietnia 2015 00:17 Odpowiedz
grzegorz-firlitSam nie wiem czy się lepiej czyta, czy ogląda Twoją relację. W każdym razie podobało mi się jedno i drugie. Mesi, mesi za ucztę dla oczu ;)
Super! Bardzo sie ciesze, ze relacja (tak tekst jak i fotki) sie podobaja, bardzo dziekuje za mile slowa i prosze bardzo! :)
chaleanthite 22 kwietnia 2015 00:17 Odpowiedz
grzegorz-firlit-Super! Bardzo sie ciesze, ze relacja (tak tekst jak i fotki) sie podobaja, bardzo dziekuje za mile slowa i prosze bardzo! :)
chaleanthite 22 kwietnia 2015 00:22 Odpowiedz
jollkaFajna relacja, piękne zdjęcia :) Seszele zawsze wydawały mi się bardzo drogie, ale może zmienię zdanie po Twojej relacji. Na takich plażach to można stracić poczucie czasu... Kurczę, a ja zawsze unikam zamieszczania zdjęć w bikini - może to błąd ;)
Wlasnie chcialam pokazac, ze Seszele nie sa juz nieosiaganlne dla przecietnego zjadacza chleba..! Ciesze sie, ze ralacja sie podoba, a co do fotek w bikini to przeciez tak chodzimy po plazy, tak wygladamy i takimi ogladaja nas wtedy tabuny ludzi (no, moze akurat nie na Seszelach ;)), bikini to nieodlaczna czesc kazdych plazowych wakacji i czemu tego unikac na zdjeciach..? Przeciez to samo zycie ;) Pozdrawiam serdecznie..!
badmoon 25 kwietnia 2015 11:26 Odpowiedz
Ktoś pytał o model aparatu, ale nie padła chyba odpowiedź, więc pozwolę sobie ją udzielić - to faktycznie Olympus E-M5. Relacja bardzo fajnie napisana, przepiękne widoki. Jedyne co mnie razi, to słowo "nas" pisane notorycznie z wielkiej litery. Wiem, jestem czepialski, ale to wyjątkowo dziwny błąd. Poza tym, szacun ;)
badmoon 25 kwietnia 2015 11:26 Odpowiedz
Ktoś pytał o model aparatu, ale nie padła chyba odpowiedź, więc pozwolę sobie ją udzielić - to faktycznie Olympus E-M5. Relacja bardzo fajnie napisana, przepiękne widoki. Jedyne co mnie razi, to słowo "nas" pisane notorycznie z wielkiej litery. Wiem, jestem czepialski, ale to wyjątkowo dziwny błąd. Poza tym, szacun ;)
meduzy 25 kwietnia 2015 11:51 Odpowiedz
Świetna relacja, a chyba jej najlepszym odzwierciedleniem jest to, że właśnie stałem się posiadaczem biletów na Seszele (na początek listopada) :)
almukantarant 26 kwietnia 2015 22:27 Odpowiedz
Nie będę oryginalny, ale również muszę pochwalić autorkę relacji. Super robota!Osoba, która planuje podróż na Seszele na tacy ma podane wszystkie porady praktyczne, wszystkie miejsca warte odwiedzenia (no prawie) no i te zdjęcia, które utwierdzają w tym, że dokonało się właściwego wyboru ;)Ja jestem przed wyprawą i dla porównania wkleję swój kosztorys.Termin: 13-27 maja 2015, lot bookowany w październiku 2014r.Liczba osób: 4Łączny koszt (przeloty + noclegi): 13528 PLN / 4os = 3382 PLN/osDoloty: WMI-CRL-BRU-DUB oraz BVA-WRO-WAW (FR W6 LO z 1 rejestrowanym) = 232 PLN/os (w tym transfer CRL-BRU) Śniadania będziemy mieć tylko przy 3 noclegach.Noclegów dokonałem w następujących miejscach:Albizia Lodge Green EstateOceane Self CateringVilla KassVilla Cocotier Guest HouseReef Holiday Apartments
chaleanthite 27 kwietnia 2015 05:09 Odpowiedz
badmoon-a wiesz, ze sprawdzalam tekst tyle razy i tego "Nas" nie wylapalam..? ;) Moze dlatego, ze swego czasu pisalam mnostwo listow do ukochanego, w ktorych "my" i "nas" pisalam zawsze z wielkiej litery (z wielu powodow)-i tak mi juz najwidoczniej zostalo... ;) Dzieki, ze zwrociles na to uwage! Milo mi, ze relacja i zdjecia przypadly Ci do gustu :) Pozdrawiam!Meduzy-to fantastycznie, ze masz bilety! :D Jesli moja relacja pchnela Cie do ich zakupu to naprawde szalenie mi to schlebia-dziekuje! :) No i juz teraz zycze udanych, rajskich wakacji :Dalmukantarant-dziekuje slicznie, widze, ze Twoje wakacje sa tuz tuz, wiec zycze super udanego wypoczynku! :)
macko-osw 24 maja 2015 10:31 Odpowiedz
Super relacja :) Chcielibyśmy wybrać się z Narzeczoną na Seszele w podróż poślubną, a Twoja relacja jest bardzo dobrym źródłem informacji i motywacji :)Pozdrawiam
mpbc 24 maja 2015 19:13 Odpowiedz
Ktos planuje wyjazd na Seszele we wrześniu lub na przełomie października i listopada? Chętnie bym sie dołączył :)
mpbc 25 maja 2015 13:24 Odpowiedz
No własnie o tej promocji mówię :)
grinder1 3 czerwca 2015 18:40 Odpowiedz
Niestety już się skończyła promocja. Ktoś poratuje gdzie jeszcze, albo kiedy można znaleźć tak dobre ceny? Żona się nakręciła na Seszele i teraz mi suszy głowę :/ Jak myślicie, będą jeszcze jakieś promocje na ten kierunek na październik, tak żeby się udało kupić do 2000/os RT?
kara 3 czerwca 2015 18:50 Odpowiedz
Wypełnij formularz w podforum "Szukam taniego lotu", wpisując szczegóły i cenę znalezionego przez Ciebie połączenia, a może ktoś znajdzie dla Ciebie coś tańszego.
guldendraag 3 czerwca 2015 21:03 Odpowiedz
chaleanthite a może jakieś podsumowanie w kontekście innych podróży które odbyłaś?Pisałaś że byłaś też na Maledwiwach - jak to się ma do Seszeli biorąc pod uwagę stosunek jakość/cena, gdzie ostatecznie lepiej i gdzie można osiągnąć stan nirwany? (bo jak mniemam, tego większość poszukuje w takich długodystansowych podróżach).tutaj za 2 tygodnie wyszło Wam 10 000 zł, a tam? (I może dobrze byłoby uściślić, gdzie tam byłaś - na Maafushi+wycieczki czy bezpośrednio jakiś resort z biurem?)ja nigdy nie byłem w tropikach i ciekawi mnie jak też wypada taka egzotyczna podróż w porównaniu do popularnych europejskich kierunków, takich jak choćby Greckie wyspy za które też za 2 tygodnie trzeba zapłacić sporo, jak nie więcej (np. Cyklady) - czy jest ogromna różnica w szoroko pojętym zachwycie do miejsca i otoczenia? Najlepiej gdyby wyjaśnił mi to ktoś, kto był tu i tu.
margarites 10 czerwca 2015 14:49 Odpowiedz
Przyjemnie się czyta Twoją relację - zdjęcia przecudoooowne!
chaleanthite 12 czerwca 2015 17:48 Odpowiedz
margarites-pieknie Ci dziekuje za mile slowa, ciesze sie, ze zdjeciai relacja sie podobaja! Pozdrawiam :)
badmoon 13 czerwca 2015 22:09 Odpowiedz
Obejrzałem jeszcze raz Twoje zdjęcia na normalnym monitorze z matrycą IPS, bo wcześniej tylko na komórce. Muszę się zgodzić z jednym z przedmówców, że są ZDECYDOWANIE zbyt mocno przekolorowane. Na wielu widać, że osiągają maksymalną wartość nasycenia i to naprawdę razi. Uważam, że podbijanie kolorów to nic złego, w końcu chcemy oddać obraz tak, jak go zapamiętaliśmy, a nie jak to widziała matryca naszego aparatu. Jednak żeby to zrobić bez psucia zdjęcia, to powinno się tym zajmować na jakimś chociaż fabrycznie skalibrowanym monitorze. Podejrzewam, że fotki obrabiałaś na lapku z matrycą TN, a to się po prostu nie nadaje nawet do amatorskiej obróbki.Na wielu zdjęciach masz też sporo prześwietlonych miejsc. Warto zapisywać zdjęcia w formacie RAW i wywoływać je np. w Lightroomie. Będziesz mogła wtedy uratować wiele subtelnych odcieni, które u Ciebie giną. Na większości obrazów niebo i chmury są po prostu płaskie, wyglądają jak z gopro.Mam nadzieję, że moja konstruktywna krytyka spowoduje, że zdjęcia z Twoich następnych wyjazdów będą technicznie lepsze, bo pod względem artystycznym są super ;)
chaleanthite 16 czerwca 2015 01:32 Odpowiedz
badmoon-dzieki za posta, powiem Ci, ze niedawno widzialam fotki na kompie kumpla, ktory profesjonalnie zajmuje sie fotografia i sie zalamalam...Tak naprawde w pole wyprowadzilo mnie rowniez to, ze uzywalam starego obiektywu i w dodatku z przejciowka (inne mocowanie) i na kompie meza te fotki wygladaly..no po prostu wygladaly zle, blado i mdlo, a przeciez Seszele tak nie wygladaly..! Ale wierz mi, ze przy obrobce do maksymalnej wartosci nasycenia to bylo jeszcze bardzo daleko... ;)W lightrooma i RAWy szczerze mowiac nie chce mi sie bawic-niedosc, ze RAWy zjadaja mi masakrycznie duzo miejsca na karcie, to tak naprawde szkoda/brak mi czasu na wgryzanie sie w jakis bardziej skomplikowany program-nie mam inklinacji w tym kierunku i zawsze bardzo mnie meczy (a wrecz nudzi) poznawanie miliona roznych funkcji... Mowiaz prosciej-jestem ciemna masa w takich rzeczach, a nie mam w sumie nikogo, kto choc troche moglby mnie wprowadzic w tajniki tego programu ;) Poza tym cykam sobie fotki dla wlasnej przyjemnosci i do albumu rodzinnego ;) Chociaz chyba rzeczywiscie powinnam nad nimi troszke popracowac skoro je tu umieszczam, nie chce ludzi katowac kolorowym oczoplasem ;)Inna sprawa, ze ogladaj zdjecia np. u znajomych zdjecia wygladaly przewaznie ok...Sporo ludzi nie zaprzata sobie glowy kalibracja monitorow czy jakimis ustawieniami, a ze sa rozne technologie i rozne monitory to chcac-nie chcac u jednego zdjecia beda bardziej mdle, a u innego bardziej nasycone-nie da sie niestety dogodzic wszystkim.To takie moje luzne refleksje, niemniej bardzo dziekuje za Twoje uwagi-napisane po ludzku i nie podszyte zlosliwoscia czy przekasem ;) I na dodatek okraszone przemilym komplementem :D Na pewno wezme sobie to wszystko do serca, jeszcze raz dziekuje za porady!!!
aras333 19 czerwca 2015 14:25 Odpowiedz
grinder1 napisał:Niestety już się skończyła promocja. Ktoś poratuje gdzie jeszcze, albo kiedy można znaleźć tak dobre ceny? Żona się nakręciła na Seszele i teraz mi suszy głowę :/ Jak myślicie, będą jeszcze jakieś promocje na ten kierunek na październik, tak żeby się udało kupić do 2000/os RT?Właśnie znowu ta sama promocja wskoczyła ponownie 1.579zł (Paryż-Mahe-Bruksela)Kalendarz aktualny na Flipo.Zastanawiam się tylko czy podróż muszę zakończyć w Brukseli czy mogę nadać bagaże do Paryża i nie będzie problemu?Doloty mimo to raczej w okolicach 600zł na osobę więc cena jak najbardziej ok.Tylko czy we wrześniu i październiku pogoda będzie ok?Różnych opinii się naczytałem...
grinder1 19 czerwca 2015 20:06 Odpowiedz
Dzięki za informację. Już udało mi się kupić za trochę ponad 1900 dublin-addis abbeba-mahe na pokładzie m.in. dreamlinera. Myślę że też dobra opcja. Pytanie tylko jak linie lotnicze ethiopian. Mam nadzieję że będzie ok.Wysłane z mojego GT-I9505 przy użyciu Tapatalka
chaleanthite 20 czerwca 2015 07:21 Odpowiedz
Aras333-z pogoda to jest chyba prawdziwa loteria...Teoretycznie wrzesien i pazdziernik to pora przejsciowa-konczy sie pora sucha, a w listopadzie zaczyna deszczowa. Teoretycznie jest to o tyle dobre, ze wieje mniejszy wiatr, jest mniej wodorostow na plazy i jest cieplej...My bylismy w marcu-gdzie pora deszczowa konczy sie w lutym, a marzec i kwiecien to tez pora przejsciowa. Mielismy swietna pogode, tylko 1 dzien byl calkiem zachmurany, a ostatniego dnia spadl deszcz po poludniu. Ale juz np. w kwietniu ponoc czesto lalo i opady ciagnely sie takze przez caly maj-gdzie maj to juz jest oficjalnie "high season". A w styczniu tego roku-kiedy to wypada samiutenki srodek pory deszczowej-byly 3 tygodnie praktycznie bez deszczu (wiem, bo obserwowalam Seszele przez kamerki). Niestety z wyspami chyba tak jest, ze gdzie jest duzo wilgoci, tam pogoda mniej stabilna...Co do lotow, to jesli bedziesz mial bilet na trasie Paryz-Mahe-Bruksela, to w drodze powrotnej nie wysla Ci bagazu do Paryza...A powrot z Brukseli nie wchodzi w rachube..?grinder1-wszystko zalezy jaki bedziesz mial samolot z tego Ethiopiana...Czytalam opinie i byly naprawde rozne-jedni narzekali na stare samoloty i opoznienia, a inni mowili, ze lecieli super nowym wypasem i wszystko bylo ok...Ale ogolnie z tego, co czytalam na necie to wiekszosc byla zadowolona, te starsze opinie sa przewaznie gorsze, moze mieli pare jakichs starych rzechow, ktore juz wycofali...
grinder1 20 czerwca 2015 19:08 Odpowiedz
chaleanthite napisał:Aras333-z pogoda to jest chyba prawdziwa loteria...Teoretycznie wrzesien i pazdziernik to pora przejsciowa-konczy sie pora sucha, a w listopadzie zaczyna deszczowa. Teoretycznie jest to o tyle dobre, ze wieje mniejszy wiatr, jest mniej wodorostow na plazy i jest cieplej...My bylismy w marcu-gdzie pora deszczowa konczy sie w lutym, a marzec i kwiecien to tez pora przejsciowa. Mielismy swietna pogode, tylko 1 dzien byl calkiem zachmurany, a ostatniego dnia spadl deszcz po poludniu. Ale juz np. w kwietniu ponoc czesto lalo i opady ciagnely sie takze przez caly maj-gdzie maj to juz jest oficjalnie "high season". A w styczniu tego roku-kiedy to wypada samiutenki srodek pory deszczowej-byly 3 tygodnie praktycznie bez deszczu (wiem, bo obserwowalam Seszele przez kamerki). Niestety z wyspami chyba tak jest, ze gdzie jest duzo wilgoci, tam pogoda mniej stabilna...Co do lotow, to jesli bedziesz mial bilet na trasie Paryz-Mahe-Bruksela, to w drodze powrotnej nie wysla Ci bagazu do Paryza...A powrot z Brukseli nie wchodzi w rachube..?grinder1-wszystko zalezy jaki bedziesz mial samolot z tego Ethiopiana...Czytalam opinie i byly naprawde rozne-jedni narzekali na stare samoloty i opoznienia, a inni mowili, ze lecieli super nowym wypasem i wszystko bylo ok...Ale ogolnie z tego, co czytalam na necie to wiekszosc byla zadowolona, te starsze opinie sa przewaznie gorsze, moze mieli pare jakichs starych rzechow, ktore juz wycofali...No dreamliner stary nie będzie choćby nie wiem co. Drugi krótszy odcinek to 737-800 więc już może być różnie. Jestem dobrej myśli, że taki kierunek będzie dobrze obsluzony. Z resztą, najważniejsze żeby dolecieć.Wysłane z mojego GT-I9505 przy użyciu Tapatalka
chaleanthite 23 czerwca 2015 04:28 Odpowiedz
Ja tez mysle, ze bedzie dobrze i juz teraz zycze super udanych wakacji! :)
mpbc 26 czerwca 2015 11:51 Odpowiedz
a jak sprawa z rezerwatami, żółwiami i ogólnie wycieczkami? Będziemy na Mahe i Praslin i stamtąd chciałbym troche pojeździć/popływać :) i jak ceny z takimi przejazdami łodziami?
elwirka 26 czerwca 2015 12:25 Odpowiedz
Aras333 napisał:Właśnie znowu ta sama promocja wskoczyła ponownie 1.579zł (Paryż-Mahe-Bruksela)Kalendarz aktualny na Flipo.Zastanawiam się tylko czy podróż muszę zakończyć w Brukseli czy mogę nadać bagaże do Paryża i nie będzie problemu?Doloty mimo to raczej w okolicach 600zł na osobę więc cena jak najbardziej ok.Tylko czy we wrześniu i październiku pogoda będzie ok?Różnych opinii się naczytałem...Zauważ, że z Paryża do Brukseli jest pociąg!!! Tak więc w Paryżu na CDG i tak odbierasz bagaże;-)
chaleanthite 28 czerwca 2015 22:57 Odpowiedz
O, widze, ze cos tu dalej sie kreci ;)Co do wycieczek-Mahe jest na tyle duze i na tyle urozmaicone, ze warto poswiecic tej wyspie troche czasu, mozna sie po niej samemu poruszac za niewielkie pieniadze, a nawet za darmo na stopa, bo miejscowi nie raz sami sie zatrzymuja i pytaja, czy gdzies podwiezc ;)My bylismy tylko na Curieuse (to tam, gdzie sa zolwie) na calodniowej wycieczce z BBQ i snorkelingiem i placilismy 50E za osobe, co bylo najnizsza cena za zorganizowana wycieczke obejmujaca calodniowy catering (oprocz BBQ byly dostepne przekaski i zimne napoje plus sprzet w postaci maski z rurka), ludzie z hoteli za ten sam pakiet placili po 75e za osobe, nie wiem jak jest w lokalnych biurach organizujacych takie wycieczki...Ogolnie zeby na jakas wyspe poza Mahe, Praslin i La Digue sie wybrac potrzebna jest raczej wieksza kasa, poniewaz ten sektor uslug turystycznych nie rozwinal sie tak bardzo w stronie budzetowa jak noclegi czy jadlodajnie. Mozna sie za to samemu dogadac z rybakami/miejscowymi posiadajacymi lodki i z nimi poplynac. Wiem, ze wlasciciele niektorych noclegowni maja kontakty i pomagaja zorganizowac rozne atrakcje za dosc rozsadne pieniadze.Niemniej, 3 glowne wyspy oferuja tyle atrakcji, ze mozna sie spokojnie obejsc bez wycieczek fakultatywnych :)
gollum 8 października 2015 22:33 Odpowiedz
Bardzo duże gratulacje dla autora zdjeć; mając taką modelkę, jest baaaardzo dużą sztuką wyważyć proporcje pomiędzy nią a krajobrazami w tle. Ja bym tak nie potrafił...
pinerzka 13 października 2015 22:49 Odpowiedz
Nie wiem czy tu jeszcze zaglądasz autorko ( mam nadzieje, ze tak), ale postanowilam specjalnie sie zarejestrowac, aby nawiazac z Tobą kontakt. Rady innych forumowiczow, takze mile widziane :)Mam nadzieje, ze nie bedzie to dla Ciebie problem, jesli zadam kilka pytan.Czy byliscie na Seszelach w okresie świąt Wielkanocnych? Jesli tak, to czy odczuliscie "tłok"?Pytam, poniewaz wlasnie Wielkanoc chcemy spedzic na S. Wylot odbedzie sie z Dublina, ale obserwujac bilety Etihad oraz Emirates ( ten pierwszy ma w kwietniu wiele biletow powrotnych wyprzedanych) zastanawiam sie, czy wstrzymywac sie jeszcze z kupnem, poniewaz ceny biletow tych lini, lubialy jak dotad spadac w grudniu, ale w sytuacji, gdy z dnia na dzien widze "sold out" zaczynam wpadac w panikę poniewaz zupelnie nie rozumiem co takiego ma miejsce w polowie kwietnia, ze bilety albo sa drogie, albo juz wyprzedane. Jesli mozesz mi pomoc, bede bardzo wdzieczna :-)pozdrawiam!.
brunoj 14 października 2015 00:22 Odpowiedz
Jeśli mnie pamięć nie myli (a z tym ostatnio różnie ;-) to Autorka była na tej wyprawie przed Wielkanocą, w marcu. Wielkanoc wypadła na koniec miesiąca, chwilę po powrocie. Co do cen, to na pierwszych stronach miałeś podane za ile leciała Autorka, dopisywały się również inne osoby (+- 500EUR od osoby). Jeśli masz obecnie dostępne podobne ceny to ja osobiście bym już specjalnie nie kombinował. Kwestia dostępności może być niestety związana ze świętami, dookoła ważnych świąt zawsze jest większy ruch na lotniskach, w zasadzie w dowolnych kierunkach. I bilety zazwyczaj są mniej okazyjne niż w innych terminach. Mogą być również problemy z dostępnością, może tylko niektórych odcinków, ale to wystarczy żeby połączenie skomplikować, i/lub mocno podrożyć. Masz rację że w grudniu (czasem styczniu) ceny potrafią być lepsze niż teraz, ale okres świąteczny może zaburzyć tę prawidłowość, tutaj już musiałby się odezwać ktoś kto w święta w takie regiony latał.
chaleanthite 17 października 2015 12:02 Odpowiedz
@Gollum-maz (autor zdjec) dziekuje za pochwaly, a ja sie do niego przylaczam ;)@pinerzka- tak jak napisal BrunoJ bylam przed Wielkanoca. Byly wtedy pustki na plazach-z wyjatkiem plaz resortowych, ale daleko im bylo do chociazby takiego Baltyku latem ;) Znikanie/ceny biletow moga wynikac z tego, ze ponad 80% Seszelczykow to katolicy, wiec mozliwe, ze na swieta leca do rodziny/domu, a potem wracaja do miejsca stalego pobytu. Inna sprawa, ze Wielkanoc jest okresem dla wielu ludzi wolnym od pracy, wiec korzystaja i wybywaja w cieple rejony :) Jesli znajdziesz bilety za ok. 500e jest to bardzo dobra cena, ponizej tego (wiem, ze Ethiopian z Dublina rzuca czasem bilety za 450e)-to juz cena super :) Jesli ceny na kwiecien sa obecnie dosc wysokie to ciezko cos doradzic-bo moze byc tak, ze rzeczywiscie wszystko bedzie sold out i nie dostaniecie zadnego biletu (albo zostana same bardzo drogie), a moze byc tak, ze szalenstwo w pewnym momencie sie skonczy i dostaniecie bilety za mniej niz 500e. Jednak z jakas dobra cena moze byc ciezko, bo na roznorakie swieta i inne celebracje zawsze sa wyzsze ceny niz normalnie...Ps. Wlasnie sprawdzilam Ethiopiana i sa jedynie bilety na Seszele, ale nie ma zadnych powrotnych... Dziwne to troche... Ps2. Wlasnie mi sie przypomnialo jak to bylo z naszym powrotem-lecielismy jednym samolotem Air Seychelles, ktory niedosc, ze zabieralswoich pasazerow to bral tez pasazerow Lufthansy i Etihada... Wiec z tym powrotem to rzeczywiscie moga byc jakies przeboje...
pinerzka 17 października 2015 12:28 Odpowiedz
Dziekuje za pomoc :)Bilety kupione. Lecimy liniami Emirates. Czeka nas 19 dni w raju :)Po powrocie postaram sie zamieścić relacje z pobytu na trzech wyspach.pozdrawiam!
chaleanthite 17 października 2015 12:37 Odpowiedz
Super!!! :D Zatem udanego wypoczynku i niezapomnianych przezyc! :)
malgorzata-wilczak 1 maja 2016 11:11 Odpowiedz
Piękne zdjęcia!!! Piękne widoki!! Czy możesz powiedzieć jaki aparat miałaś ze sobą? Właśnie chce kupić nowy i zasnatawiam sie czy lustrzanka czy kompakt..
julk1 1 maja 2016 15:13 Odpowiedz
badmoon napisał:Ktoś pytał o model aparatu, ale nie padła chyba odpowiedź, więc pozwolę sobie ją udzielić - to faktycznie Olympus E-M5.Masz napisane w pierwszym poście na poprzedniej stronie...
anett777 15 maja 2016 21:41 Odpowiedz
Witaj. Czy możesz mi podać adres e-mail bo chcialam od Ciebie dowiedziec sie kilka waznych informacji o Seszelach. To są pytania na priv. ja podaje swoj anett777@inetria.plpozdawiam
lucas1988 20 maja 2017 19:27 Odpowiedz
Omg przekorolowalas te zdjecia za bardzo naprawde ehh az oczy mnie bola.. sam obrabiam i jestem na mahe wlasnie ale przesadzilas.. ludzie chca zobaczyc jak naprawde to wyglada nie po takim fotoszopie.. relacja super. Piszesz mega!!! Az sie nie chce przestac czytac!! Pozdrawiam i nie obrabiaj tych zdjec jak tak . To nie zaden hejt tylko moja opinia