Norwegia chodziła po głowie mi od dawna... Początkowo zastanawiałem się nad Oslo, jednak brak dobrych terminów i kiepski dojazd z/na lotnisko - odrzuciłem ten pomysł. Wybór padł na miasto fiordów - czyli Stavanger. Gdy tylko na Wizzair pojawiły się tanie bilety w bardzo dobrym dla mnie terminie, bez wahania kupiłem. Wylot w czwartek 16.04 o 15.20 powrót w sobotę 18.04 o 21.55 Więc godziny lotów wręcz fantastyczne... Prosto z pracy, pędzikiem na lotnisko w Pyrzowicach. Zostawienie samochodu na bardzo fajnym, tanim parkingu "Pod skrzydłami". Odprawa poszła w miarę szybko, aczkolwiek ludzi było mnóstwo bo w jednym czasie odlatywało kilka innych lotów. Standardowo, wyjęcie elektroniki, kosmetyków, wszystkich kabli, i dalej do strefy odlotów. Kontrolerzy byli trochę zakręceni, ale w sumie nie stałej dłużej niż 20 minut... Boarding przebiegł sprawnie - chociaż zapowiadał się komplet podróżnych...Autobus chwilę pojeździł po lotnisku i wchodzimy. Wylot praktycznie punktualnie. Lot bez żadnych na szczęście niespodzianek i o 17.20 byliśmy na lotnisku w Sola. Lotnisko bardzo ładne, czyste, zadbane, nawet wydaje się zbyt duże na takie miasto. Wszystko genialnie oznakowane, nie ma możliwości żeby się zgubić. Co więcej gdyby ktoś się jednak zgubił to czekają osoby, które są chętne nieść pomoc. Zaraz przy wyjściu są przystanki autobusowe. Omijam jednak autobus Flybussen http://www.flybussen.no/stavanger oczywiście koszt powalający - 110 NOK w jedną stronę lub 160 NOK bilet dwustronny. Czekam na autobus linii 9. Kursuje on w tygodniu co 30 minut. Przystanek tego autobusu jest po lewej stronie od wyjścia głównego terminala. Koszt 38 NOK. Autobus jedzie trochę dookoła, ale mamy okazję dzięki temu zobaczyć kawałek norweskich krajobrazów i miasteczek. Przy wjeździe do Stavanger autobus ma swój pas - co ciekawe żadna osobówka pomimo dużego korku nie wjeżdża na buspas... żadna... Dlatego przejazd przebiega bardzo sprawnie. Po około 40 minut jestem na przystanku Kannik, skąd mam kilka kroków do miejsca mojego kwaterunku. Ubiegając fakty - szczerze polecam. Rezerwowałem przez booking.com Lille Hotel City Guesthouse. Jest to odrębny budnek od hotelu Lille - dodatkowo dwa razy tańszy. Łazienki są wspólne, ale bardzo czyste i zadbane. Dodatkowo dostajemy skromne acz wystarczające śniadanie. W pokoju lodówka. Polecam zakwaterowanie tam właśnie. Sprawdzałem również inne opcje - w tym na airbnb. Jednak nigdzie nie było taniej i do tego w tak dobrych warunkach.Rozkręcam się
:D
Za lille miałem jakąś sekretną ofertę z Booking chyba 50 % ceny i wyszło około 150 zł za dobę. Tak więc wydaje się dobrą ceną.
-- 19 Kwi 2015 19:45 --
c.d.
Apr 19 Stavanger. Rekonesans. Kwiecień 2015 Zakwaterowanie bardzo szybkie. Gościniec położony kilka kroków od hotelu. Dostałem instrukcje wydrukowaną jak dotrzeć do budynku, dostałem klucze i hasło do wifi. Płatność kartą. Po szybkim zobaczeniu budynku i pokoiku, wypakowaniu myśliwskiej, kabanosów i pumpernikla
:) wyruszyłem na rekonesans po Stavanger. Czwartek około 18-18.30 a tam prawie pusto. Zaledwie kilka osób niespiesznie podążało uliczkami... Ja na pierwszy rzut wybrałem Stare Miasto - Gamle Stavanger Piękna dzielnica małych drewnianych domków - wszystkie praktycznie jednolite. Wiki pisze, że domków jest 178. Nie liczyłem, ale być może tak jest...
W tę część miasta wracałem wielokrotnie o różnych porach dnia. Jest to magiczne wyciszone miejsce. Pomimo tego, że jest to nie lada atrakcja, to tłumów tam nie ma. WW pierwszym dniu spotkałem może 5 osób. Trochę czujemy się jak w bajce, trochę jak w skasenie a trochę jak w jakimś śnie
:)
Gamle położone jest na niewielkim wzgórzu, skąd rozpościera się widok na port. Tam też się udałem. Niestety nie było ogromnych wycieczkowców. Stały tylko takie jednostki.
Na początku wielkie zdziwienie wzbudzały u mnie ładowarki do samochodów, generalnie na każdym rogu. Jednak natychmiast sobie przypomniałem, że Norwegia jest w trójce największych odbiorców tych aut w Europie. Najwięcej widziałem Nissanów Leaf, BMW I3 oraz szok - Tesla S (niestety te luksusowe sportowe limuzyny za każdym razem mi uciekały spod obiektywu).
Przy pierwszym kontakcie z przejściami dla pieszych nastąpił kolejny mój szok - wszyscy, dosłownie wszyscy zatrzymują się przed przejściem, gdy już zbliżamy się do pasów (a nawet i poza pasami). Początkowo dziwiło mnie to i nawet było mi żal tych kierowców, jednak później przywykłem do tego
:) Inną osobliwością Stavanger są rzeźby, porozrzucane w różnych częściach miasta. Dla przykładu: owce, konik, żółw
:) było ich dużo, dużo więcej
:)
Powoli zmierzchało i spacer dobiegał końca, jednakowoż niebo zapowiadało dobrą pogodę na kolejny dziań... Kolejny dzień przywitał mnie taką o to pogodą
:) Kto mówił, że w Norwegii ciągle pada?
:)
W tym dniu planowałem wyprawę na słynny Preikestolen. Pogoda potwierdziła moje plany
:) Przed 8 rano pojawiłem się w porcie, gdzie musiałem wejść na prom do miejscowości Tau. Promy do Tau kursują co 20 minut. Nie kupuje się biletów wcześniej, tylko płaci się na porcie. Miejscowi mieli jakieś karty... Ja wykupiłem już na promie taki bilet łączony na podróż tam i powrotem za 245 NOK oferowany przez TideReiser. Drugą opcją do wyboru była firma Boreal. Prom przewozi mnóstwo samochodów, ciężarówki, autobusy - jest łącznikiem między Stavanger i okolicami Tau. Załadunek i rozładunek pojazdów jest tak sprawny, że zajmuje nie więcej niż kilka minut. Po drodze mijamy liczne wysepki.
W oddali szczyty pokryte dużą ilością śniegu
Przeprawa promem trwa około 30 minut. Zaraz po wyjściu z promu widzimy czekający na nas autobus. Należy pamiętać z której linii skorzystaliśmy. Wsiadamy do takiego właśnie autobusu. Ja wybrałem Tide i tak też jest autobus opisany. Kto wybrał Boreal wsiada do zielonego busika. O 8 obie linie startują więc chyba tylko przy pierwszym przyjeździe promu można się pomylić, później rozkłady się rozjeżdżają. Warto wziąć również na promie rozkłady jazdy autobusów, żeby rozplanować sobie podróż i nie marnować czasu na czekanie na autobus. Po przyjeździe do parkingu pod Preikestolen wszyscy ruszają w trasę, jedni szybciej drudzy wolniej.
Pierwsze kroki są bardzo strome, ale przemierzają piękną wręcz spacerową ścieżką. Po drodze mijamy coraz to lepsze widoki.
Ja postanowiłem, że idę mocnym tempem na górę, tak by na górze nie było zbyt wielu ludzi. Zatem w drodze na Ambonę wykonałem tylko kilka zdjęć. Należy też dodać, że bardzo ważne jest obuwie - tam naprawdę jest jeszcze zima. O ile śnieg nie jest zbyt niebezpieczny to bardzo niebezpieczne są oblodzone kamienie. Wielokrotnie widziałem jak ludzie wywijali kozły... A są momenty że można się połamać i to mocno... Warto pamiętać, że co kilkaset metrów mamy takie o to znaki informujące nas ile przeszliśmy i ile jeszcze musimy iść.
Mnie po około 1 godzinie 40 minutach powitał taki o to widok - słynna Ambona czyli podest 25x25 metrów powstały prawdopodobnie przez pęknięcie skał w wyniku lodu zaległego pomiędzy skałami. Ambona znajduje się na wysokości 604 m npm
Widoków trudno opisać. To trzeba zobaczyć.
Widok z wychylenia
I obowiązkowe wychylenie by sprawdzić na własne oczy czy w internecie to nie photoshop
:)
Bardzo dobrym rozwiązaniem było szybkie wejście na górę, dzięki temu można było w dosyć cichej atmosferze spędzić około 30 minut na górze by delektować się widokami... i przy okazji zjeść sobie śniadanie. Kabanosy z polski znalazły zastosowanie. I przyleciał pewien kolega.
Po około 30 minut grupa ludzi, która dotarła do celu była coraz większa, zatem nadeszła pora by się zwijać... Ostatni rzut oka z innej perspektywy na fjord.
W drodze powrotnej mijałem tłumy ludzi, narodowości różnej. Ludzie w trampach i balerinkach również... ale nie było to mądre. Droga powrotna zajęła mi dużo więcej roku. Raz że schodząc kamienie były dużo bardziej śliskie, dwa że pstrykałem sporo fotek, trzy przepuszczałem sporo ludzi w trampach.
W tym miejscu najbardziej niebezpieczny moment całej trasy. Oblodzone głazy i deski nad dosyć stromym zboczem. Na szczęście są łańcuchy.
Widok na Stavanger
Widok na parking
Tu informacja o drodze i o tym, że tam nadal jest zima.
To już na dole przy parkingu.
Co ciekawe kierowca Tide zabrał również paażerów z Boreal, gdy widział, że tamci są mocno zdezorientowani czym mają jechać. Potem przypomniał się innym pasażerom, których pamiętał z kursu porannego a ci nie wiedzieli o której odjazd i czy to aby dobry autobus. Szok.. zachowanie godne naśladowania. Dalej już normalnie autobus dojeżdża do przystani w Tau, wskakujemy na prom i po chwili jesteśmy w Stavanger...Po przyjeździe do Stavanger, postanowił pójść na most łączący archipelag wysp w pobliżu miasta. Żeby wejść na most trzeba odejść kawałek drogi od centrum. Most ma 1067 metrów długości. W najwyższym punkcie jest 26 metrów nad poziomem morza. Most pochodzi z 1978 roku i swego czasu był najdłuższym mostem w Norwegii.
Architektura na wysepkach bajkowa. Do tego spokój i cisza, pomimo tego, że na moście ruch spory.
W okolicach mostu bardzo ciekawy architektonicznie kościół.
Prom odpływa punktualnie o 8.00 Więc przynajmniej o 7.55 trzeba być.Następnie bus - przyjechał na parking ok 9.10Na górę szedłem dosyć ostro - ale i tak szedłem ok 1.40. Więc byłem przed 11 na ambonie.W zasadzie połączenie busem powrotne jest o 14 (boreal jeżdzi o 13.40) więc miałem 3 godziny.Spokojnie zatem posiedziałem i spowrotem szedłem około 2 h. Na dole bez żadnego pośpiechu byłem o 13.30Bus odjeżdża o 14. Prom praktycznie już czeka. I w Stavanger byłem o 15.10.Myślę że to idealna sprawa na jednodniówkę - podkreślam bez żadnego pośpiechu tak naprawdę.
Jak już się człowiek wdrapie na Preikestolen, to warto się jeszcze trochę wysilić i powędrować w górę. To właśnie z góry są najczęściej robione ujęcia zdjęć. Prikestolen wygląda stamtąd rewelacyjnie.
mi w zeszłym roku od momentu lądowania w Stavanger przez wejście na Preikestolen i powrót do Stavanger zeszło jakieś 10h. Zupełnie bez pośpiechu, wolnym tempem wejścia/zejścia i z przerwą na szczycie.Ale w tym roku nie ma takiego fajnego porannego połączenia (przynajmniej z GDN), dodatkowo udało się złapać stopa z dostawą pod sam prom, a po zejściu ze szlaku Preikestolen autobus również idealnie się zgrał.Fajna relacja, przywracająca miłe wspomnienia
:)
Na promie można płacić i gotówką i kartą. I to jest koszt za prom i autobus w obie strony.Z tego co zrozumiałem gościa na promie to nie sprzedają biletów na autobus boreal. Tam płatność tylko gotówką u kierowcy autobusu - ale tego nie jestem w 100 % pewny
:)Na rozkładzie jazdy Tide była również godzina 7.00 jednak w soboty i niedziele. W tygodniu najwcześniejszy wyjazd o godzinie 8.Próbowałem się wspiąć powyżej ambony żeby zobaczyć ja z góry, jednak moje buty (pomimo że niby trekingowe) strasznie ślizgały się na tych kamieniach, dlatego też zrezygnowałem. I fakt faktem, że nikt w tym czasie nie wchodził wyżej, pomimo słońca mocno oblodzone były momentami kamienie.
Ten zielony statek, to holownik, widzialam dwa z tej serii w Bergen, inne nazwy. Sprawdzalam, ze po angielsku ich funkcja to: Anchor Handling Tug Supply Vessel. Te statki holuja i cumuja platformy wiertnicze. http://en.wikipedia.org/wiki/Anchor_han ... ply_vesselCo do Tesli, to jest ich prawdziwy zalew w Norwegii, w Oslo co chwila jakas smiga. Najwieksze skupisko tych aut w Europie jakie widzialam. Maja ich troche w Niemczech, ale Norwegia bije ich na glowe. Bylam rok temu pod koniec kwietnia w Oslo i mlodziez nosila te kolorowe spednie z okazji zakonczenia roku. Tez nie wiedzielismy o co chodzi i zapytalismy sie ich na ulicy. Myslalam, ze Stavanger jest brzydsze, ale nie wyglada tak zle. Bylam na lotnisku pare razy, ale potem zawsze bralam stamtad auto i jechalam gdzies indziej. Wbrew pozorom, mozna trafic na piekna pogode w Norwegii, zdarzylo mi sie pare razy.
Aga_podrozniczka napisał:Ten zielony statek, to holownik, widzialam dwa z tej serii w Bergen, inne nazwy. Sprawdzalam, ze po angielsku ich funkcja to: Anchor Handling Tug Supply Vessel. Te statki holuja i cumuja platformy wiertnicze. http://en.wikipedia.org/wiki/Anchor_han ... ply_vesselO widzisz, dzięki za wyjaśnienie
:D ilekroć go mijałem albo widziałem z oddali to zastanawiałem się czemu może służyć tak dziwna konstrukcja...A jeszcze odnośnie elektrycznych pojazdów, to o ile Tesla wytwarza jakiś dźwięk bo ma dosyć szerokie opony, tak nissany czy bmw są zupełnie bezszelestne, w zasadzie gdyby nie to, że Norwegowie przepuszczają pieszych to byłbym kilkakrotnie rozjechany
:)
Fajna relacja.Byłem w Stavanger dokładnie rok temu, tylko 2 dni, które przeznaczyłem w całości na Preikestolen i Kjerag.Stavanger jest IMO jedną z atrakcyjniejszych destynacji norweskich dostępnych lotniczo w przystępnych cenach.
Swoją drogą bardzo ciekawa tradycja z tymi spodniami (ubraniami)Co mnie też poniekąd zdziwiło, ani jednego pijanego, czy nawet podpitego małolata nie widziałem, w przeciwieństwie do naszych absolwentów
:shock:
Początkowo zastanawiałem się nad Oslo, jednak brak dobrych terminów i kiepski dojazd z/na lotnisko - odrzuciłem ten pomysł. Wybór padł na miasto fiordów - czyli Stavanger.
Gdy tylko na Wizzair pojawiły się tanie bilety w bardzo dobrym dla mnie terminie, bez wahania kupiłem.
Wylot w czwartek 16.04 o 15.20 powrót w sobotę 18.04 o 21.55
Więc godziny lotów wręcz fantastyczne...
Prosto z pracy, pędzikiem na lotnisko w Pyrzowicach. Zostawienie samochodu na bardzo fajnym, tanim parkingu "Pod skrzydłami". Odprawa poszła w miarę szybko, aczkolwiek ludzi było mnóstwo bo w jednym czasie odlatywało kilka innych lotów.
Standardowo, wyjęcie elektroniki, kosmetyków, wszystkich kabli, i dalej do strefy odlotów. Kontrolerzy byli trochę zakręceni, ale w sumie nie stałej dłużej niż 20 minut...
Boarding przebiegł sprawnie - chociaż zapowiadał się komplet podróżnych...Autobus chwilę pojeździł po lotnisku i wchodzimy.
Wylot praktycznie punktualnie. Lot bez żadnych na szczęście niespodzianek i o 17.20 byliśmy na lotnisku w Sola.
Lotnisko bardzo ładne, czyste, zadbane, nawet wydaje się zbyt duże na takie miasto. Wszystko genialnie oznakowane, nie ma możliwości żeby się zgubić. Co więcej gdyby ktoś się jednak zgubił to czekają osoby, które są chętne nieść pomoc.
Zaraz przy wyjściu są przystanki autobusowe. Omijam jednak autobus Flybussen http://www.flybussen.no/stavanger oczywiście koszt powalający - 110 NOK w jedną stronę lub 160 NOK bilet dwustronny.
Czekam na autobus linii 9. Kursuje on w tygodniu co 30 minut. Przystanek tego autobusu jest po lewej stronie od wyjścia głównego terminala. Koszt 38 NOK. Autobus jedzie trochę dookoła, ale mamy okazję dzięki temu zobaczyć kawałek norweskich krajobrazów i miasteczek.
Przy wjeździe do Stavanger autobus ma swój pas - co ciekawe żadna osobówka pomimo dużego korku nie wjeżdża na buspas... żadna...
Dlatego przejazd przebiega bardzo sprawnie. Po około 40 minut jestem na przystanku Kannik, skąd mam kilka kroków do miejsca mojego kwaterunku.
Ubiegając fakty - szczerze polecam. Rezerwowałem przez booking.com Lille Hotel City Guesthouse. Jest to odrębny budnek od hotelu Lille - dodatkowo dwa razy tańszy. Łazienki są wspólne, ale bardzo czyste i zadbane. Dodatkowo dostajemy skromne acz wystarczające śniadanie. W pokoju lodówka.
Polecam zakwaterowanie tam właśnie.
Sprawdzałem również inne opcje - w tym na airbnb. Jednak nigdzie nie było taniej i do tego w tak dobrych warunkach.Rozkręcam się :D
Za lille miałem jakąś sekretną ofertę z Booking chyba 50 % ceny i wyszło około 150 zł za dobę.
Tak więc wydaje się dobrą ceną.
-- 19 Kwi 2015 19:45 --
c.d.
Apr
19
Stavanger. Rekonesans. Kwiecień 2015
Zakwaterowanie bardzo szybkie. Gościniec położony kilka kroków od hotelu. Dostałem instrukcje wydrukowaną jak dotrzeć do budynku, dostałem klucze i hasło do wifi. Płatność kartą.
Po szybkim zobaczeniu budynku i pokoiku, wypakowaniu myśliwskiej, kabanosów i pumpernikla :)
wyruszyłem na rekonesans po Stavanger.
Czwartek około 18-18.30 a tam prawie pusto. Zaledwie kilka osób niespiesznie podążało uliczkami...
Ja na pierwszy rzut wybrałem Stare Miasto - Gamle Stavanger
Piękna dzielnica małych drewnianych domków - wszystkie praktycznie jednolite. Wiki pisze, że domków jest 178. Nie liczyłem, ale być może tak jest...
W tę część miasta wracałem wielokrotnie o różnych porach dnia.
Jest to magiczne wyciszone miejsce. Pomimo tego, że jest to nie lada atrakcja, to tłumów tam nie ma. WW pierwszym dniu spotkałem może 5 osób.
Trochę czujemy się jak w bajce, trochę jak w skasenie a trochę jak w jakimś śnie :)
Gamle położone jest na niewielkim wzgórzu, skąd rozpościera się widok na port. Tam też się udałem.
Niestety nie było ogromnych wycieczkowców. Stały tylko takie jednostki.
Na początku wielkie zdziwienie wzbudzały u mnie ładowarki do samochodów, generalnie na każdym rogu.
Jednak natychmiast sobie przypomniałem, że Norwegia jest w trójce największych odbiorców tych aut w Europie. Najwięcej widziałem Nissanów Leaf, BMW I3 oraz szok - Tesla S (niestety te luksusowe sportowe limuzyny za każdym razem mi uciekały spod obiektywu).
Przy pierwszym kontakcie z przejściami dla pieszych nastąpił kolejny mój szok - wszyscy, dosłownie wszyscy zatrzymują się przed przejściem, gdy już zbliżamy się do pasów (a nawet i poza pasami). Początkowo dziwiło mnie to i nawet było mi żal tych kierowców, jednak później przywykłem do tego :)
Inną osobliwością Stavanger są rzeźby, porozrzucane w różnych częściach miasta.
Dla przykładu: owce, konik, żółw :) było ich dużo, dużo więcej :)
Powoli zmierzchało i spacer dobiegał końca, jednakowoż niebo zapowiadało dobrą pogodę na kolejny dziań...
W tym dniu planowałem wyprawę na słynny Preikestolen. Pogoda potwierdziła moje plany :)
Przed 8 rano pojawiłem się w porcie, gdzie musiałem wejść na prom do miejscowości Tau.
Promy do Tau kursują co 20 minut. Nie kupuje się biletów wcześniej, tylko płaci się na porcie. Miejscowi mieli jakieś karty... Ja wykupiłem już na promie taki bilet łączony na podróż tam i powrotem za 245 NOK oferowany przez TideReiser. Drugą opcją do wyboru była firma Boreal.
Prom przewozi mnóstwo samochodów, ciężarówki, autobusy - jest łącznikiem między Stavanger i okolicami Tau. Załadunek i rozładunek pojazdów jest tak sprawny, że zajmuje nie więcej niż kilka minut.
Po drodze mijamy liczne wysepki.
W oddali szczyty pokryte dużą ilością śniegu
Przeprawa promem trwa około 30 minut. Zaraz po wyjściu z promu widzimy czekający na nas autobus. Należy pamiętać z której linii skorzystaliśmy. Wsiadamy do takiego właśnie autobusu. Ja wybrałem Tide i tak też jest autobus opisany. Kto wybrał Boreal wsiada do zielonego busika.
O 8 obie linie startują więc chyba tylko przy pierwszym przyjeździe promu można się pomylić, później rozkłady się rozjeżdżają. Warto wziąć również na promie rozkłady jazdy autobusów, żeby rozplanować sobie podróż i nie marnować czasu na czekanie na autobus.
Po przyjeździe do parkingu pod Preikestolen wszyscy ruszają w trasę, jedni szybciej drudzy wolniej.
Pierwsze kroki są bardzo strome, ale przemierzają piękną wręcz spacerową ścieżką. Po drodze mijamy coraz to lepsze widoki.
Ja postanowiłem, że idę mocnym tempem na górę, tak by na górze nie było zbyt wielu ludzi. Zatem w drodze na Ambonę wykonałem tylko kilka zdjęć.
Należy też dodać, że bardzo ważne jest obuwie - tam naprawdę jest jeszcze zima. O ile śnieg nie jest zbyt niebezpieczny to bardzo niebezpieczne są oblodzone kamienie. Wielokrotnie widziałem jak ludzie wywijali kozły... A są momenty że można się połamać i to mocno...
Warto pamiętać, że co kilkaset metrów mamy takie o to znaki informujące nas ile przeszliśmy i ile jeszcze musimy iść.
Mnie po około 1 godzinie 40 minutach powitał taki o to widok - słynna Ambona czyli podest 25x25 metrów powstały prawdopodobnie przez pęknięcie skał w wyniku lodu zaległego pomiędzy skałami. Ambona znajduje się na wysokości 604 m npm
Widoków trudno opisać. To trzeba zobaczyć.
Widok z wychylenia
I obowiązkowe wychylenie by sprawdzić na własne oczy czy w internecie to nie photoshop :)
Bardzo dobrym rozwiązaniem było szybkie wejście na górę, dzięki temu można było w dosyć cichej atmosferze spędzić około 30 minut na górze by delektować się widokami... i przy okazji zjeść sobie śniadanie. Kabanosy z polski znalazły zastosowanie. I przyleciał pewien kolega.
Po około 30 minut grupa ludzi, która dotarła do celu była coraz większa, zatem nadeszła pora by się zwijać... Ostatni rzut oka z innej perspektywy na fjord.
W drodze powrotnej mijałem tłumy ludzi, narodowości różnej. Ludzie w trampach i balerinkach również... ale nie było to mądre. Droga powrotna zajęła mi dużo więcej roku. Raz że schodząc kamienie były dużo bardziej śliskie, dwa że pstrykałem sporo fotek, trzy przepuszczałem sporo ludzi w trampach.
W tym miejscu najbardziej niebezpieczny moment całej trasy. Oblodzone głazy i deski nad dosyć stromym zboczem. Na szczęście są łańcuchy.
Widok na Stavanger
Widok na parking
Tu informacja o drodze i o tym, że tam nadal jest zima.
To już na dole przy parkingu.
Co ciekawe kierowca Tide zabrał również paażerów z Boreal, gdy widział, że tamci są mocno zdezorientowani czym mają jechać. Potem przypomniał się innym pasażerom, których pamiętał z kursu porannego a ci nie wiedzieli o której odjazd i czy to aby dobry autobus. Szok.. zachowanie godne naśladowania.
Dalej już normalnie autobus dojeżdża do przystani w Tau, wskakujemy na prom i po chwili jesteśmy w Stavanger...Po przyjeździe do Stavanger, postanowił pójść na most łączący archipelag wysp w pobliżu miasta.
Żeby wejść na most trzeba odejść kawałek drogi od centrum.
Most ma 1067 metrów długości. W najwyższym punkcie jest 26 metrów nad poziomem morza.
Most pochodzi z 1978 roku i swego czasu był najdłuższym mostem w Norwegii.
Architektura na wysepkach bajkowa. Do tego spokój i cisza, pomimo tego, że na moście ruch spory.
W okolicach mostu bardzo ciekawy architektonicznie kościół.