Kolejnym naszym celem jest wyspa Slussen, gdzie początkowo mieliśmy iść na wycieczkę z Free City Tours Stockholm, ale nie zdążyliśmy. Wracamy znowu brzegiem, tym razem już wolniej i z częstymi przerwami na zdjęcia, które utwierdzały mnie w tym jak pięknym miastem jest Sztokholm.
Na Gamla Stan trafiamy na jakąś zmianę warty, która gromadzi tłum turystów.
Niestety nawet w Szwecji konie się nie patyczkują ze swoimi potrzebami. Szwędzając się uliczkami Gamli natknęliśmy się na dwóch panów z Hang Massive grających na zywo, których muzyka naprawdę świetnie współgrała z otoczeniem (polecam ich sprawdzić na yt). Próbowaliśmy gdzieś zajść na na jakieś jedzenie, niestety ceny nas odstraszyły, co skończyło się tym, że wylądowaliśmy ponownie w McDonaldzie, ale tym razem tym na Slussen. Po szybkim wsunięciu trzech czizów i dopchaniu ich lodami jesteśmy już spoźnieni na wspomnianą wcześniej wycieczkę, ale kierujemy się na Monteliusvägen w poszukiwaniu fajnych widoków, których znajdujemy tam aż nadto.
W oddali widać Kaknas Tower, na które za 30SEK można wejść, nam nie starczyło czasu na taką eskapadę.
Następnie udajemy się na Riddarholmen, czyli małą wyspę będącą częścią Gamla Stan z bardzo fajnymi widokami, potem próbujemy zwiedzić ratusz, ale spóźniamy się 15 minut na ostatnią wycieczkę. Następnie wracamy do hostelu zregenerować się, by potem ruszyć na koncerty w związku z festiwalem.
Będąc w hostelu wyznaczam sobie zadanie: pójść do sklepu I COŚ KUPIĆ. Trafiam do supermarketu COOP, gdzie okazuje się, że jednak da radę coś kupić w cenie do zaakceptowania i wychodzę z łupem w postaci dwóch jogurtów i 5 gotowych naleśników w folii na bagatelną sumę 27.5 SEK. Przy płatności coś mnie podkusiło, by skorzystać z kasy automatycznej, której obsługa w pełni po szwedzku mnie przerosła, na szczęście pani z obsługi uratowała sprawę
;). Po konsumpcji wymienionych wcześniej dóbr ruszamy ponownie na zakupy, żeby kupić trochę prowiantu na drogę. Idąc do COOPa, zauważamy Lidla i oczywiście tam się kierujemy. W lidlu ceny jeszcze przystępniejsze (no jak na Szwecję oczywiście), kupujemy różne pyszności (takie małe pulchne chlebki w opakowaniach po 10-15 sztuk są genialne, zdjęcie poniżej), a ja stawiam sobie za cel kupno jakiegoś piwa.
Może nie wszyscy wiedzą, ale w Szwecji w sklepie kupimy tylko alkohol o woltażu do 3.5%, pozostałe mocniejsze alkohole kupimy w specjalnych sklepach z alkoholem, których albo nie widziałem albo mijałem nie świadom, że to właśnie je mijam. W lidlu skończyłem z dwoma piwami kupionymi za śmieszne nawet na polskie warunki 3 korony, ale w zamian za to smakowały jak woda gazowana, także w Szwecji średnio z piciem.
Wieczorem ruszamy już na koncerty w kolejności Jennie Abrahamson, Edda Magnason med Modern Fantazias i Truls. Jeśli chodzi o mnie to każdy koncert mi się podobał, zaskakująco wysoki poziom muzyczny jak na festiwal organizowany przez miasto z darmowym wstępem, świetnie się bawiłem.
Mieliśmy już wracać do hostelu, ale na plakacie dt. festiwalu doczytałem, że jest jeszcze poboczna impreza "We Are Sthlm", która jeszcze trwa (mając miejsce na placu za operą). Udajemy się tam i trafiamy w wielki tłum bawiących się ludzi. Po tym już wracamy do hostelu, gdyż rano pobudka o 6.
Wstajemy i szybko ogarniamy się na dworzec, na miejscu jesteśmy 7.20, więc mamy jeszcze trochę czasu, by się pożegnać ze szwedzką stolicą.
Po dworcu ostentacyjnie spacerują sobie gołębie. Nasz pociąg zostaje przesunięty z 7.59 na 8.20, a z tablicy znika tor. W końcu odjeżdżamy 8.30 z innego toru niż początkowo. Razem z nami startował pociąg do Goteborgu opóźniony o ponad półtorej godziny - nie spodziewałem się, że szwedzkie pociągi aż tak się opóźniają.
Docieramy na lotnisko i czekamy na lot. W trakcie tego oczekiwania podano informację o opóźnieniu niemal równoległego lotu wizzaira na okęcie - z 13.00 na 17.30
:shock:. Siedzieliśmy w rzędzie 15 i zostaliśmy poproszeni o to, by przesiąść się do rzędu ewakuacyjnego, co oczywiście nas ucieszyło. Lot powrotny zdecydowanie spokojniejszy pod kątem turbulencji. Na Modlinie nasz przylot zbiega się z przylotem piłkarzy Fiorentiny. W oczekiwaniu na autobus do Białegostoku mamy do spędzenia 3,5h na lotnisku, w czasie których udaje mi się coś, co nie udało się w szwecji - wypić normalne piwo
;). Jakoś ten czas mija i pełni wspomnień meldujemy się o 21 w Białymstoku (gdzie jeszcze udaje nam się znaleźć siły na imprezowanie do rana).
Podsumowując - Sztokholm to piękne miasto, warto w nim spędzić zarówno 24h, jak i tydzień. Chętnie bym tam wrócił, gdyby nie świadomość jak mało jeszcze widziałem
:)
Koszta: Lot: 50zł Dojazd z lotniska do Nykoping: 2x 13 SEK = ~12zł (ulgowy) Pociąg Nykoping - Sztokholm: 98 SEK = ~46zł (kupione sporo wcześniej) Hostels by Nordic dwie noce: 2x 179 SEK = ~168zł Jedzenie w Szwecji: ~50zł Razem: 326zł
Mam dziwne wrażenie, że relacja jak na tak krótki wypad wyszła podejrzanie długa, ale mam nadzieję, że ktoś dotrwa do jej końca
:) .
Bardzo fajna relacja i zdjęcia, a zarazem sporo przydatnych informacji, akurat przyda się na jednodniówkę w przyszły weekend
:)Ciekawa informacja, której nigdzie nie znalazłem:"Następnie projekcja filmu o statku i jego wydobyciu (raz dziennie o 11.20 jest on po polsku) też warta zobaczenia."Będę musiał zgrać godziny, bo żonka jest wielką fanką tego statku
:)
Bardzo fajna relacja oddająca świetnie znane mi klimaty szwedzkich miast. Jak na pierwszy wyjazd to rozegrałeś to profesjonalnie, masz talent podróżniczy.
;)
Też dziękuję za dobrze napisany tekst i fajne zdjęcia. Zachęcają mnie do rozważenia podróży w tym kierunku
:) -- 23 Sie 2014 11:43 -- Też dziękuję za dobrze napisany tekst i fajne zdjęcia. Zachęcają mnie do rozważenia podróży w tym kierunku
:)
Sztokholm jest ładniejszy, niż przypuszczałam
:) Chciałabym na wiosnę się tam wybrać, bo teraz mam kilka wypadów zaplanowanych (niestety, trochę mi wypatroszą portfel :p).Świetna relacja i piękne zdjęcia
:)
Kolejnym naszym celem jest wyspa Slussen, gdzie początkowo mieliśmy iść na wycieczkę z Free City Tours Stockholm, ale nie zdążyliśmy. Wracamy znowu brzegiem, tym razem już wolniej i z częstymi przerwami na zdjęcia, które utwierdzały mnie w tym jak pięknym miastem jest Sztokholm.
Na Gamla Stan trafiamy na jakąś zmianę warty, która gromadzi tłum turystów.
Niestety nawet w Szwecji konie się nie patyczkują ze swoimi potrzebami. Szwędzając się uliczkami Gamli natknęliśmy się na dwóch panów z Hang Massive grających na zywo, których muzyka naprawdę świetnie współgrała z otoczeniem (polecam ich sprawdzić na yt). Próbowaliśmy gdzieś zajść na na jakieś jedzenie, niestety ceny nas odstraszyły, co skończyło się tym, że wylądowaliśmy ponownie w McDonaldzie, ale tym razem tym na Slussen. Po szybkim wsunięciu trzech czizów i dopchaniu ich lodami jesteśmy już spoźnieni na wspomnianą wcześniej wycieczkę, ale kierujemy się na Monteliusvägen w poszukiwaniu fajnych widoków, których znajdujemy tam aż nadto.
W oddali widać Kaknas Tower, na które za 30SEK można wejść, nam nie starczyło czasu na taką eskapadę.
Następnie udajemy się na Riddarholmen, czyli małą wyspę będącą częścią Gamla Stan z bardzo fajnymi widokami, potem próbujemy zwiedzić ratusz, ale spóźniamy się 15 minut na ostatnią wycieczkę. Następnie wracamy do hostelu zregenerować się, by potem ruszyć na koncerty w związku z festiwalem.
Będąc w hostelu wyznaczam sobie zadanie: pójść do sklepu I COŚ KUPIĆ. Trafiam do supermarketu COOP, gdzie okazuje się, że jednak da radę coś kupić w cenie do zaakceptowania i wychodzę z łupem w postaci dwóch jogurtów i 5 gotowych naleśników w folii na bagatelną sumę 27.5 SEK. Przy płatności coś mnie podkusiło, by skorzystać z kasy automatycznej, której obsługa w pełni po szwedzku mnie przerosła, na szczęście pani z obsługi uratowała sprawę ;). Po konsumpcji wymienionych wcześniej dóbr ruszamy ponownie na zakupy, żeby kupić trochę prowiantu na drogę. Idąc do COOPa, zauważamy Lidla i oczywiście tam się kierujemy. W lidlu ceny jeszcze przystępniejsze (no jak na Szwecję oczywiście), kupujemy różne pyszności (takie małe pulchne chlebki w opakowaniach po 10-15 sztuk są genialne, zdjęcie poniżej), a ja stawiam sobie za cel kupno jakiegoś piwa.
Może nie wszyscy wiedzą, ale w Szwecji w sklepie kupimy tylko alkohol o woltażu do 3.5%, pozostałe mocniejsze alkohole kupimy w specjalnych sklepach z alkoholem, których albo nie widziałem albo mijałem nie świadom, że to właśnie je mijam. W lidlu skończyłem z dwoma piwami kupionymi za śmieszne nawet na polskie warunki 3 korony, ale w zamian za to smakowały jak woda gazowana, także w Szwecji średnio z piciem.
Wieczorem ruszamy już na koncerty w kolejności Jennie Abrahamson, Edda Magnason med Modern Fantazias i Truls. Jeśli chodzi o mnie to każdy koncert mi się podobał, zaskakująco wysoki poziom muzyczny jak na festiwal organizowany przez miasto z darmowym wstępem, świetnie się bawiłem.
Mieliśmy już wracać do hostelu, ale na plakacie dt. festiwalu doczytałem, że jest jeszcze poboczna impreza "We Are Sthlm", która jeszcze trwa (mając miejsce na placu za operą). Udajemy się tam i trafiamy w wielki tłum bawiących się ludzi. Po tym już wracamy do hostelu, gdyż rano pobudka o 6.
Wstajemy i szybko ogarniamy się na dworzec, na miejscu jesteśmy 7.20, więc mamy jeszcze trochę czasu, by się pożegnać ze szwedzką stolicą.
Po dworcu ostentacyjnie spacerują sobie gołębie. Nasz pociąg zostaje przesunięty z 7.59 na 8.20, a z tablicy znika tor. W końcu odjeżdżamy 8.30 z innego toru niż początkowo. Razem z nami startował pociąg do Goteborgu opóźniony o ponad półtorej godziny - nie spodziewałem się, że szwedzkie pociągi aż tak się opóźniają.
Docieramy na lotnisko i czekamy na lot. W trakcie tego oczekiwania podano informację o opóźnieniu niemal równoległego lotu wizzaira na okęcie - z 13.00 na 17.30 :shock:. Siedzieliśmy w rzędzie 15 i zostaliśmy poproszeni o to, by przesiąść się do rzędu ewakuacyjnego, co oczywiście nas ucieszyło. Lot powrotny zdecydowanie spokojniejszy pod kątem turbulencji. Na Modlinie nasz przylot zbiega się z przylotem piłkarzy Fiorentiny. W oczekiwaniu na autobus do Białegostoku mamy do spędzenia 3,5h na lotnisku, w czasie których udaje mi się coś, co nie udało się w szwecji - wypić normalne piwo ;). Jakoś ten czas mija i pełni wspomnień meldujemy się o 21 w Białymstoku (gdzie jeszcze udaje nam się znaleźć siły na imprezowanie do rana).
Podsumowując - Sztokholm to piękne miasto, warto w nim spędzić zarówno 24h, jak i tydzień. Chętnie bym tam wrócił, gdyby nie świadomość jak mało jeszcze widziałem :)
Koszta:
Lot: 50zł
Dojazd z lotniska do Nykoping: 2x 13 SEK = ~12zł (ulgowy)
Pociąg Nykoping - Sztokholm: 98 SEK = ~46zł (kupione sporo wcześniej)
Hostels by Nordic dwie noce: 2x 179 SEK = ~168zł
Jedzenie w Szwecji: ~50zł
Razem: 326zł
Mam dziwne wrażenie, że relacja jak na tak krótki wypad wyszła podejrzanie długa, ale mam nadzieję, że ktoś dotrwa do jej końca :) .