Witam, od jakiegoś czasu tylko przeglądam forum, więc dodam cegiełkę od siebie
:) Podczas wymiany studenckiej w Turcji, poznałem całkiem przypadkiem przyjaciół z Barcelony Adrię i jego dziewczynę Annę. Jak się okazało po czasie, Adria ma znajomego w sąsiednim Iranie, który zaprosił nas do swojego kraju
:) A więc troszkę szczęścia, troszkę przypadku, ale z pełnym zaangażowaniem rozpoczęliśmy przygotowania.
Wybraliśmy tureckie linie lotnicze Pegasus bilet Izmir ->Istanbul -> Teheran -> Istanbul -> Izmir kosztował ok. 900zł
Musieliśmy ze sobą wziąć odpowiednią ilość gotówki (na 10dni) ponieważ w irańskich bankomatach nie działają europejskie karty(ech ta polityka..), na szczęście w Iranie jest bardzo tanio ale o tym później
:)
Dzień 1Izmir-> Istanbul Wyruszyliśmy z samego rana (9:00), lot był szybki i przyjemny (ok. 50min). Z góry zaplanowaliśmy sobie zwiedzanie Istanbulu, lot do Teheranu mieliśmy około 23, więc mieliśmy sporo wolnego czasu
:)
Dzień 2Istanbul -> Teheran Lot trwał około 2h 30min. Samolot prawie pusty, można było się spokojnie położyć i przespać, ja byłem zbyt podekscytowany żeby nawet zamknąć powieki
:D Kilkanaście minut przed lądowaniem można było zobaczyć jak ogromne jest miasto. Nocą wyglądało niesamowicie. Na lotnisku przeżywaliśmy chwile niepewności podczas oczekiwania na wizę, ale koniec końców udało się(po zapłaceniu 85euro )
:) Po przejsciu przez bramki przywitał nas Hamid, nasz irański przyjaciel który był naszym przewodnikiem przez cały pobyt
:) Podczas drogi do Varamin ( dom Hamida, ok 25km od Teheranu) podziwialiśmy przez szyby w aucie, wszystko dookoła. Co prawda była to praktycznie całą drogę pustynia i opuszczone budynki, ale zawsze to coś nowego
:) Po dotarciu na miejsce, rodzina Hamida przygotowała dla nas fantastyczne śniadanie. Najedzeni mogliśmy się wreszcie przespać..
Koniec obijania, pora na podróż do Teheranu
:) Nie spodziewałem się tam zobaczyć cudów, dużo czytałem o tym mieście i spotykałem różne opinię. I właściwie mogę powiedzieć, że najciekawsze co tam spotkałem to autobus miejski pełen ludzi jadący pod prąd na rondzie w samym centrum miasta
:lol:
irański bazar
sklep z dywanami
miały niesamowite wzory, robione ręcznie nawet 2 lata
:)
meczet
wewnątrz znajdowała się pozłacana "szafa"
:) a w niej Koran. Ciekawostka: Do środka mogli wejść tylko faceci, Annie pozostały zdjęcia..
piekarnia PS tradycyjny irański chleb w kształcie naleśnika - przepyszny
:)
Na ulicach panował kompletny chaos, brak zasad ruchu drogowego
:)Przejście na drugą strone ulicy to było nie lada wyzwanie
:shock: nocą na autostradzie połowa kierowców jechała "na długich" światłach
:!: a w dzień można było spotkać takie cuda, jak kierowca skutera jadący pod prąd na autostradzie
:lol: na szczęście poboczem
;)
c.d.n.
:) pozdrawiamDawno mnie tu nie było, czas nadrobić zaległości
:)
Po wizycie w Teheranie, udaliśmy się na północ Iranu w kierunku morza Kaspijskiego. Nasz przyjaciel Hamid, twierdził że, aby tam dojechać trzeba pokonać najpiękniejszą a zarazem jedną z najniebezpieczniejszych dróg w kraju. Jak się później okazało, widoki były naprawdę przepiękne. Aby dotrzeć do celu, musieliśmy przejechać przez góry Elburs (Alborz jak kto woli), więc było co podziwiać. Co do niebezpieczeństwa.. stwarzali je głównie kierowcy, których ponosiła fantazja na krętych górskich drogach..
Podczas wymiany studenckiej w Turcji, poznałem całkiem przypadkiem przyjaciół z Barcelony Adrię i jego dziewczynę Annę. Jak się okazało po czasie, Adria ma znajomego w sąsiednim Iranie, który zaprosił nas do swojego kraju :)
A więc troszkę szczęścia, troszkę przypadku, ale z pełnym zaangażowaniem rozpoczęliśmy przygotowania.
Wybraliśmy tureckie linie lotnicze Pegasus
bilet Izmir ->Istanbul -> Teheran -> Istanbul -> Izmir kosztował ok. 900zł
Musieliśmy ze sobą wziąć odpowiednią ilość gotówki (na 10dni) ponieważ w irańskich bankomatach nie działają europejskie karty(ech ta polityka..), na szczęście w Iranie jest bardzo tanio ale o tym później :)
Dzień 1 Izmir-> Istanbul
Wyruszyliśmy z samego rana (9:00), lot był szybki i przyjemny (ok. 50min). Z góry zaplanowaliśmy sobie zwiedzanie Istanbulu, lot do Teheranu mieliśmy około 23, więc mieliśmy sporo wolnego czasu :)
Dzień 2 Istanbul -> Teheran
Lot trwał około 2h 30min. Samolot prawie pusty, można było się spokojnie położyć i przespać, ja byłem zbyt podekscytowany żeby nawet zamknąć powieki :D Kilkanaście minut przed lądowaniem można było zobaczyć jak ogromne jest miasto. Nocą wyglądało niesamowicie. Na lotnisku przeżywaliśmy chwile niepewności podczas oczekiwania na wizę, ale koniec końców udało się(po zapłaceniu 85euro ) :) Po przejsciu przez bramki przywitał nas Hamid, nasz irański przyjaciel który był naszym przewodnikiem przez cały pobyt :)
Podczas drogi do Varamin ( dom Hamida, ok 25km od Teheranu) podziwialiśmy przez szyby w aucie, wszystko dookoła. Co prawda była to praktycznie całą drogę pustynia i opuszczone budynki, ale zawsze to coś nowego :) Po dotarciu na miejsce, rodzina Hamida przygotowała dla nas fantastyczne śniadanie. Najedzeni mogliśmy się wreszcie przespać..
Koniec obijania, pora na podróż do Teheranu :)
Nie spodziewałem się tam zobaczyć cudów, dużo czytałem o tym mieście i spotykałem różne opinię. I właściwie mogę powiedzieć, że najciekawsze co tam spotkałem to autobus miejski pełen ludzi jadący pod prąd na rondzie w samym centrum miasta :lol:
irański bazar
sklep z dywanami
miały niesamowite wzory, robione ręcznie nawet 2 lata :)
meczet
wewnątrz znajdowała się pozłacana "szafa" :) a w niej Koran. Ciekawostka:
Do środka mogli wejść tylko faceci, Annie pozostały zdjęcia..
piekarnia PS tradycyjny irański chleb w kształcie naleśnika - przepyszny :)
Na ulicach panował kompletny chaos, brak zasad ruchu drogowego :)Przejście na drugą strone ulicy to było nie lada wyzwanie :shock:
nocą na autostradzie połowa kierowców jechała "na długich" światłach :!: a w dzień można było spotkać takie cuda, jak kierowca skutera jadący pod prąd na autostradzie :lol: na szczęście poboczem ;)
c.d.n. :) pozdrawiamDawno mnie tu nie było, czas nadrobić zaległości :)
Po wizycie w Teheranie, udaliśmy się na północ Iranu w kierunku morza Kaspijskiego.
Nasz przyjaciel Hamid, twierdził że, aby tam dojechać trzeba pokonać najpiękniejszą a zarazem jedną z najniebezpieczniejszych dróg w kraju. Jak się później okazało, widoki były naprawdę przepiękne. Aby dotrzeć do celu, musieliśmy przejechać przez góry Elburs (Alborz jak kto woli), więc było co podziwiać. Co do niebezpieczeństwa.. stwarzali je głównie kierowcy, których ponosiła fantazja na krętych górskich drogach..
"Człowiek gór"
Przerwa na obiad :)
Meczet pośrodku gór
Z czasem robiło się coraz bardziej zielono :)
Woda prosto z gór.
Uzupełnianie zapasów :)
Morze Kaspijskie