Chinatown było pełne ludzi więc i do naszej knajpki była spora kolejka.
Po posiłku szybka przejażdżka metrem i w koncu zobaczyliśmy w środku katedrę św Patryka znajdującą się w strategicznym miejscu na 5th Avenue.
Jest nawet polski akcent
Ciekawy byłem kiedy pierwszy raz coś takiego zobaczę i Stany mnie nie rozczarowały - nowoczesne płatności w kościele.
5th Avenue jest idealna na wieczorny spacer
Nawet natknęliśmy się na gwiazdy. Wszyscy robiliśmy im zdjęcia, ale na pytanie kto to jest, nikt nie potrafił odpowiedzieć.
:D
Warto zerknąć do sklepu Lego
Wszystko na Manhattanie pnie się do góry z wyjątkiem sklepu Apple, który schodzi do podziemi.
Na dobranoc jeszcze widok z naszego nowego hotelu, który był wyposażony w taras na dachu.
Dzien 6
Tego ranka musieliśmy się nieco spieszyć, bo wybieraliśmy się na nabożeństwo do Brooklyn Tabernacle. To nieprzypadkowy wybór, bo chór tego kościoła fantastycznie śpiewa gospel, czego dowodem jest, że zdobył sześć nagród Grammy. Kościół jest wielki, 2500 osób jednak sprawnie zostało usadzonych, tak, że luki w rzędach szybko się zapełniły. Drugie 2500 uczestników podłączyło się online. Ciężko opisać takie rzeczy, jeśli ktoś jest ciekawy to jest zapis youtube z wydarzenia na którym byliśmy.
Na swoim kanale przeprowadzają też transmisje na żywo.
Zdjęcie z FB Brooklyn Tabernacle:
Po nabożeństwie wsiedliśmy do autobusu, by dostać się do bardziej odległej części Brooklynu: Bushwick. Sam kilkudziesięciominutowy przejazd był ciekawy, bo miejsca bardziej odległe od Manhattanu znowu wyglądają zupełnie inaczej i na przykład mijaliśmy typowo żydowską dzielnicę.
Google nie pomaga wystarczająco w tłumaczeniu, może to i reklama pojemnika na kapelusze, podejrzenie jednak wzbudza cena, $2k za pudło? Może z kapeluszem? Eh, obawiam się, że zagadka pozostanie nierozwiązana..
:)
My jednak pojechaliśmy nieco dalej, do wspomnianego już Bushwick. Dlaczego właśnie tam? Otóż pewien młody mieszkaniec po tym jak jego tata został zabity dla złotego łańcuszka i paru dolarów, a mama umarła na raka, postanowił, że zrobi coś by odmienić oblicze tej niedobrej dzielnicy. Zaczął tworzyć graffiti, a z czasem dołączyli inni i powstało Bushwick Collective.
Spacerując ulicami Bushwick natrafiliśmy na duży lumpeks, markowe jeansy były po kilkanaście dolarów i sklep oferował wielki wybór najróżniejszej odzieży.
Nie mieliśmy jednak czasu ani chęci na zakupy, stąd też ruszyliśmy do American Museum of Natural History. W ramach CityPass była do wyboru jedna z dodatkowych atrakcji i wybraliśmy planetarium - było świetne. Opis muzeum mówi, że należy przeznaczyć na wizytę 2-3 godzin, my jednak zostaliśmy do samego zamknięcia z powodu … Alex. Ciężko powiedzieć czy to przejściowe, czy może trwałe zaburzenie
;) , ale nasza córka bardzo lubi muzea, wczytuje się minutami w różne opisy, i w ten sposób zwiedzanie zajmuje nam dużo więcej czasu niż niegdyś. A muzeum? Znakomite, bardzo nam się podobała sekcja poświęcona dawnym plemionom, wieloryb naturalnych rozmiarów i oczywiście dinozaury.
Co do muzeum: u nas z tymi zwierzętami nie było problemu, bo po tym jak dzięki Alex spędziliśmy grubo ponad godzinę na sekcji geologicznej gapiąc się na różne skały
:lol: to tylko śmigneliśmy przez część ze zwierzętami, żeby zdąrzyć znowu pieczołowicie
:lol: obejrzeć sekcje poświęcone różnym plemionom no i szkielety. Po tych skałach mam taką traumę, że przez najbliższych kilka miesięcy nie wybieram się do żadnego muzeum
;)Dzien 7
To już nasz ostatni dzień w NY, ale ponieważ samolot mamy dopiero wieczorem, możemy sobie pozwolić by jeszcze co nieco zobaczyć.
Wybór pada na pobliski Greenpoint. Widzieliśmy miejsca zamieszkałe przez różne nacje, a jak żyją Polacy? Internet podpowiada, że jest ich coraz mniej w tej dzielnicy, bo świeżej imigracji jest niewiele, a i niektórzy dawni mieszkańcy się wyprowadzili. Dzielnica robi dobre wrażenie, jest czysto i faktycznie sporo miejsc w których napisy są w języku polskim.
To że można kupić drożdżówki i książki to w sumie nic nadzwyczajnego, ale że opłaca się transportować przez Atlantyk … wodę?
:)
Na pożegnanie wykorzystaliśmy ostatnie wejście z CityPass - wybór padł na Top of The Rock czyli taras widokowy w Rockefeller Center. Widać stąd pewne miejsca których nie sposób zobaczyć z Empire State Building czyli Central Park i … Empire State Building. Tak czy owak, rodzina zgodnie orzekła: Rock rocks ale jednak Empire to prawdziwe wyżyny!
@amphi Pisz szybciej, szybciej, bo za 2 tygodnie lecę na weekend do NYC.A że będzie to mój pierwszy raz tamże, to przyjmę każdą dawkę rekomendacji czy uwag.
Graffiti w Bushwick super... Szkoda, że nie wiedziałem o tym wcześniej. Jak trafiliście na informację o tym?Co do planetarium w AMoNH, to pełna zgoda, że jest świetne, podobnie bardzo ciekawa jest część z prehistorycznymi, często imponującej wielkości szkieletami, ale cała ogromna część z wypchanymi zwierzętami współczesnymi to moim zdaniem jakiś zupełny anachronizm. Co innego umieścić w muzeum zestaw kości z wykopalisk, a co innego zabić zwierzę (a raczej ich setki) po to, by je umieścić w gablocie.
@tropikey informację o grafitti znalazłem gdy szukałem w google ciekawych miejsc do zobaczenia. Trafiłem wtedy na stronę https://www.theamericanka.pl/darmowe-mi ... wym-jorku/ Co do muzeum: u nas z tymi zwierzętami nie było problemu, bo po tym jak dzięki Alex spędziliśmy grubo ponad godzinę na sekcji geologicznej gapiąc się na różne skały
:lol: to tylko śmigneliśmy przez część ze zwierzętami, żeby zdąrzyć znowu pieczołowicie
:lol: obejrzeć sekcje poświęcone różnym plemionom no i szkielety. Po tych skałach mam taką traumę, że przez najbliższych kilka miesięcy nie wybieram się do żadnego muzeum
;)
PodsumowanieLuty w NY okazał się strzałem w dziesiątkę - mało turystów, niższe ceny noclegów i do tego fantastyczna pogoda. Z tą aurą to jednak raczej nietypowe. Gdy tylko wróciliśmy do Polski zerknąłem na wiadomości z NY i okazało się, że właśnie odwołali jakąś imprezę z powodu .. burzy śnieżnej.
:D Chyba zabraliśmy pogodę do Polski, bo tutaj z kolei zrobił się cieplutki luty. Żeby cenowo NY wyszło nie najgorzej trzeba się trochę postarać. Jedzenie w Chinatown, tygodniowy bilet na metro, okazyjny zakup biletów na Broadway, NY CityPass na pięć atrakcji, bardzo przyzwoity hotel ze śniadaniem na Bronks - to wszystko było pomocne. Kamyczek do dyskusji co lepsze: Top of The Rock czy Empire State Building. Nam podobało się bardziej Empire. Duże znaczenie miał “cały pakiet”, tj. Empire zaprojektowano jako pewne doświadczenie: najpierw przechodzi się przez doskonale dopracowaną interaktywną wystawę, potem przejazd windą na której dachu wyświetlane są filmy, potem widoczki z części wewnętrznej i wreszcie taras widokowy. Znacznym plusem była możliwość powtórnego przyjścia po zmroku w ramach jednego użycia CityPass, NY nawet bardziej nam się podobał wtedy.Wiadomo, nie widzieliśmy wielu rzeczy, ale tydzien w NY sprawił, że mieliśmy okazję poznać wiele z miejsc które widziało się tylko w kinie czy telewizji wcześniej. Samo doświadczenie Manhattanu jest interesujące, bo zaskakują niewielkie odległości między bardzo różnymi miejscami i specyficzne odczucie związane z zagęszczeniem wysokich budynków. Ciekawie było też poobserwować Nowojorczyków, z ich często głośnym sposobem zachowania i niemalże chaotycznym ubiorem (te crocsy w zimie, ubrane na gołe stopy, które widziałem na nogach współpasażerów kilka razy w metrze, brrrr). Sprawdziliśmy, że Bronks nie jest wcale taki straszny, a za najpiękniejsze przeżyciem zgodnie uznaliśmy musical na Broadway’u. Dziękuję za uwagę i do usłyszenia podczas kolejnych relacji, bo mam nadzieję, że ciągle będziemy latać .. bo możemy!
Jeszcze gdy chodziłem do podstawówki, to był tam taki Paweł, i ja jechałem na rowerze, i go spotkałem, i potem jeszcze pojechałem do biedronki na lody, i po drodze do domu wtedy jeszcze, już do domu pojechałem.
Jak już niektórzy mieli się okazję przekonać ja kompletnie nie łapię aluzji i żartów i zupełnie nie wiem o sssso chozzzi.
:D Stąd też na wszelki wypadek wezmę pod uwagę bardzo mocno sugestie z obu ostatnich postów i kolejna relacja będzie z Mordoru i Biedronki na Konstruktorskiej (ciekawe czy mają tam Magnum?).
;)
Wielkie dzięki za głosy w konkursie na relację miesiąca! Strasznie mi przyjemnie, że były osoby ktorym relacja się podobała i pofatygowały się, żeby kliknąć i zagłosować. Dziękuję!
Chinatown było pełne ludzi więc i do naszej knajpki była spora kolejka.
Po posiłku szybka przejażdżka metrem i w koncu zobaczyliśmy w środku katedrę św Patryka znajdującą się w strategicznym miejscu na 5th Avenue.
Jest nawet polski akcent
Ciekawy byłem kiedy pierwszy raz coś takiego zobaczę i Stany mnie nie rozczarowały - nowoczesne płatności w kościele.
5th Avenue jest idealna na wieczorny spacer
Nawet natknęliśmy się na gwiazdy. Wszyscy robiliśmy im zdjęcia, ale na pytanie kto to jest, nikt nie potrafił odpowiedzieć. :D
Warto zerknąć do sklepu Lego
Wszystko na Manhattanie pnie się do góry z wyjątkiem sklepu Apple, który schodzi do podziemi.
Na dobranoc jeszcze widok z naszego nowego hotelu, który był wyposażony w taras na dachu.
Dzien 6
Tego ranka musieliśmy się nieco spieszyć, bo wybieraliśmy się na nabożeństwo do Brooklyn Tabernacle. To nieprzypadkowy wybór, bo chór tego kościoła fantastycznie śpiewa gospel, czego dowodem jest, że zdobył sześć nagród Grammy.
Kościół jest wielki, 2500 osób jednak sprawnie zostało usadzonych, tak, że luki w rzędach szybko się zapełniły. Drugie 2500 uczestników podłączyło się online. Ciężko opisać takie rzeczy, jeśli ktoś jest ciekawy to jest zapis youtube z wydarzenia na którym byliśmy.
https://www.youtube.com/watch?v=9OdQCkPszx4
Na swoim kanale przeprowadzają też transmisje na żywo.
Zdjęcie z FB Brooklyn Tabernacle:
Po nabożeństwie wsiedliśmy do autobusu, by dostać się do bardziej odległej części Brooklynu: Bushwick. Sam kilkudziesięciominutowy przejazd był ciekawy, bo miejsca bardziej odległe od Manhattanu znowu wyglądają zupełnie inaczej i na przykład mijaliśmy typowo żydowską dzielnicę.
Google nie pomaga wystarczająco w tłumaczeniu, może to i reklama pojemnika na kapelusze, podejrzenie jednak wzbudza cena, $2k za pudło? Może z kapeluszem? Eh, obawiam się, że zagadka pozostanie nierozwiązana.. :)
My jednak pojechaliśmy nieco dalej, do wspomnianego już Bushwick. Dlaczego właśnie tam? Otóż pewien młody mieszkaniec po tym jak jego tata został zabity dla złotego łańcuszka i paru dolarów, a mama umarła na raka, postanowił, że zrobi coś by odmienić oblicze tej niedobrej dzielnicy. Zaczął tworzyć graffiti, a z czasem dołączyli inni i powstało Bushwick Collective.
Spacerując ulicami Bushwick natrafiliśmy na duży lumpeks, markowe jeansy były po kilkanaście dolarów i sklep oferował wielki wybór najróżniejszej odzieży.
Nie mieliśmy jednak czasu ani chęci na zakupy, stąd też ruszyliśmy do American Museum of Natural History. W ramach CityPass była do wyboru jedna z dodatkowych atrakcji i wybraliśmy planetarium - było świetne. Opis muzeum mówi, że należy przeznaczyć na wizytę 2-3 godzin, my jednak zostaliśmy do samego zamknięcia z powodu … Alex. Ciężko powiedzieć czy to przejściowe, czy może trwałe zaburzenie ;) , ale nasza córka bardzo lubi muzea, wczytuje się minutami w różne opisy, i w ten sposób zwiedzanie zajmuje nam dużo więcej czasu niż niegdyś. A muzeum? Znakomite, bardzo nam się podobała sekcja poświęcona dawnym plemionom, wieloryb naturalnych rozmiarów i oczywiście dinozaury.
@tropikey informację o grafitti znalazłem gdy szukałem w google ciekawych miejsc do zobaczenia. Trafiłem wtedy na stronę https://www.theamericanka.pl/darmowe-mi ... wym-jorku/
Co do muzeum: u nas z tymi zwierzętami nie było problemu, bo po tym jak dzięki Alex spędziliśmy grubo ponad godzinę na sekcji geologicznej gapiąc się na różne skały :lol: to tylko śmigneliśmy przez część ze zwierzętami, żeby zdąrzyć znowu pieczołowicie :lol: obejrzeć sekcje poświęcone różnym plemionom no i szkielety. Po tych skałach mam taką traumę, że przez najbliższych kilka miesięcy nie wybieram się do żadnego muzeum ;)Dzien 7
To już nasz ostatni dzień w NY, ale ponieważ samolot mamy dopiero wieczorem, możemy sobie pozwolić by jeszcze co nieco zobaczyć.
Wybór pada na pobliski Greenpoint. Widzieliśmy miejsca zamieszkałe przez różne nacje, a jak żyją Polacy? Internet podpowiada, że jest ich coraz mniej w tej dzielnicy, bo świeżej imigracji jest niewiele, a i niektórzy dawni mieszkańcy się wyprowadzili.
Dzielnica robi dobre wrażenie, jest czysto i faktycznie sporo miejsc w których napisy są w języku polskim.
To że można kupić drożdżówki i książki to w sumie nic nadzwyczajnego, ale że opłaca się transportować przez Atlantyk … wodę? :)
Na pożegnanie wykorzystaliśmy ostatnie wejście z CityPass - wybór padł na Top of The Rock czyli taras widokowy w Rockefeller Center. Widać stąd pewne miejsca których nie sposób zobaczyć z Empire State Building czyli Central Park i … Empire State Building. Tak czy owak, rodzina zgodnie orzekła: Rock rocks ale jednak Empire to prawdziwe wyżyny!
Ceny w Rockefeller Center są godne założyciela