Kto czytał kawałek o wejściu do Świątyni Lotosu, pewnie już odgadł dlaczego. Kto nie czytał, to odpowiedź znajdzie na poniższym zdjęciu ?
Później idziemy do Butterfly Garden.
I na koniec opuszczamy na chwilę airside, żeby zobaczyć słynny wodospad.
Jemy jeszcze jakiś fastfood i idziemy pod gate, gdzie czeka już na nas a388, którym za chwilę polecimy do Mumbaju. I to będzie ta kolejna miejscowość, w której na moment się zatrzymamy.
W Bombaju spędzimy dwie noce, ale tak naprawdę tylko jeden pełny dzień, a to dlatego, że na BOM lądujemy dopiero o 22:00. Do hotelu docieramy koło północy. Ze względu na lokalizację wybieramy hotel Ascot w centrum Colaby.
Dzień 11 Wstajemy rano i jemy hotelowe śniadanie. Standard trochę wyższy niż ten opisywany w Delhi i ruszamy na miasto. Jest potwornie gorąco i parno. W związku z tym ograniczamy się do spaceru po Colabie i zamiast ruszyć do bardziej indyjskich dzielnic, czy słynnych slumsów płyniemy po brązowych wodach zatoki Morza Arabskiego na wyspę Gharapuri gdzie podziwiamy groty Elefanty.
Po wycieczce zaczynamy się rozglądać za czymś do jedzenia. Nie mamy problemów z żarciem ulicznym, ani z ewentualnymi następstwami jedzenia na ulicach. Tajlandia, Wietnam, Tajwan, Kambodża żaden problem. W Delhi natomiast nie spróbowaliśmy nic „z ulicy” ? Mieliśmy napięty plan, którego nie chcieliśmy popsuć ewentualnym rozstrojem żołądka. Obiecaliśmy sobie, że nadrobimy w Bombaju. Ale tak szukając czegoś w Colabie nic konkretnego nie znaleźliśmy. Dlatego też poszliśmy do knajpy zdecydowanie pod turystów z cenami też dla turystów. Nie żałujemy, było czysto, smacznie i można było popić piwkiem.
Colaba jest całkiem inna niż to co zobaczyliśmy w Delhi. Jest tu jakby bardziej „eksluzywnie”. Po ulicach nie jeżdżą tuk-tuki ani riksze. Dostępne są tylko małe taksówki. Dzielnica również tętni życiem, ludzi jest dużo, ale jest jakoś tak spokojniej. Trochę kolonialnej architektury i ikonicznych zabytków poniżej (ale nie tylko).
Dzień 12 Powoli dobiega końca już nasza azjatycka oblotówka. 0 07:30 nasz lotowski b778 zabiera nas do Warszawy.
Łapie małe opóźnienie dlatego w Warszawie czeka nas mały sprint, żeby zdążyć na samolot do Katowic. Na szczęście czekają. Wchodzimy do e75 i od razu słychać boarding completed. Obecność naszej trójki zwiększa liczbę pasażerów do ponad dwudziestu
:) Po niespełna godzinie lądujemy w Katowicach.
W ten oto sposób nasza podróż dobiega końca. Połączenie miast indyjskich, nowoczesnego Singapuru i całkiem niezłej przyrodniczo wyspy spowodowało, że przez ostatnie kilkanaście dni rzeczywiście czuliśmy się jak w kalejdoskopie. Co się człowiek nie obejrzał to widział coś innego, całkowicie odmiennego niż przed chwilą.
Kto czytał kawałek o wejściu do Świątyni Lotosu, pewnie już odgadł dlaczego. Kto nie czytał, to odpowiedź znajdzie na poniższym zdjęciu ?
Później idziemy do Butterfly Garden.
I na koniec opuszczamy na chwilę airside, żeby zobaczyć słynny wodospad.
Jemy jeszcze jakiś fastfood i idziemy pod gate, gdzie czeka już na nas a388, którym za chwilę polecimy do Mumbaju. I to będzie ta kolejna miejscowość, w której na moment się zatrzymamy.
W Bombaju spędzimy dwie noce, ale tak naprawdę tylko jeden pełny dzień, a to dlatego, że na BOM lądujemy dopiero o 22:00. Do hotelu docieramy koło północy. Ze względu na lokalizację wybieramy hotel Ascot w centrum Colaby.
Dzień 11
Wstajemy rano i jemy hotelowe śniadanie. Standard trochę wyższy niż ten opisywany w Delhi i ruszamy na miasto.
Jest potwornie gorąco i parno. W związku z tym ograniczamy się do spaceru po Colabie i zamiast ruszyć do bardziej indyjskich dzielnic, czy słynnych slumsów płyniemy po brązowych wodach zatoki Morza Arabskiego na wyspę Gharapuri gdzie podziwiamy groty Elefanty.
Po wycieczce zaczynamy się rozglądać za czymś do jedzenia. Nie mamy problemów z żarciem ulicznym, ani z ewentualnymi następstwami jedzenia na ulicach. Tajlandia, Wietnam, Tajwan, Kambodża żaden problem. W Delhi natomiast nie spróbowaliśmy nic „z ulicy” ? Mieliśmy napięty plan, którego nie chcieliśmy popsuć ewentualnym rozstrojem żołądka. Obiecaliśmy sobie, że nadrobimy w Bombaju. Ale tak szukając czegoś w Colabie nic konkretnego nie znaleźliśmy. Dlatego też poszliśmy do knajpy zdecydowanie pod turystów z cenami też dla turystów. Nie żałujemy, było czysto, smacznie i można było popić piwkiem.
Colaba jest całkiem inna niż to co zobaczyliśmy w Delhi. Jest tu jakby bardziej „eksluzywnie”. Po ulicach nie jeżdżą tuk-tuki ani riksze. Dostępne są tylko małe taksówki. Dzielnica również tętni życiem, ludzi jest dużo, ale jest jakoś tak spokojniej. Trochę kolonialnej architektury i ikonicznych zabytków poniżej (ale nie tylko).
Dzień 12
Powoli dobiega końca już nasza azjatycka oblotówka. 0 07:30 nasz lotowski b778 zabiera nas do Warszawy.
Łapie małe opóźnienie dlatego w Warszawie czeka nas mały sprint, żeby zdążyć na samolot do Katowic. Na szczęście czekają. Wchodzimy do e75 i od razu słychać boarding completed. Obecność naszej trójki zwiększa liczbę pasażerów do ponad dwudziestu :) Po niespełna godzinie lądujemy w Katowicach.
W ten oto sposób nasza podróż dobiega końca. Połączenie miast indyjskich, nowoczesnego Singapuru i całkiem niezłej przyrodniczo wyspy spowodowało, że przez ostatnie kilkanaście dni rzeczywiście czuliśmy się jak w kalejdoskopie. Co się człowiek nie obejrzał to widział coś innego, całkowicie odmiennego niż przed chwilą.
KONIEC