0
Tom Stedd 12 września 2022 22:12
Wyprawa do Finlandii kojarzy się ze sporymi wydatkami. A dotarcie do wioski Świętego Mikołaja w Rovaniemi już z kosmicznymi wydatkami, typu ok. 1500-2500 zł za jednodniówkę, co w zeszłym roku proponowało jedno z biur podróży. Czy tak musi być zawsze? Nie, pod warunkiem że nie macie dzieci, marudzącej osoby obok, wymagań dotyczących komfortu i traficie na promocje cenowe na bilety. Aha, nie można mieć też choroby lokomocyjnej. A więc porywam was do Rovaniemi!
Do Warszawy dojechałem moim ulubionym Neobusem za 1 zł (bilet kupiony w pierwszy dzień sprzedaży na dany okres, trasa to ok. 160 km). Do Modlina dotarłem pociągiem Kolei Mazowieckich (18,22 zł), a stamtąd do Helsinek poleciałem na pokładzie Ryanair za 39 zł. Tanio, prawda? Ale najlepsze dopiero przed nami.
Jak na Modlin to było w terminalu dość luźno. W porównaniu do poprzedniej mojej wizyty nastąpiła jedna duża zmiana – pojawił się duży sklep duty-free, który „zjadł” mniejsze placówki. Poza tym wszystko było standardowe.
Modlin i lotnisko w Helsinkach to tak, jakby porównać mrówkę i słonia. Trzeba się trochę nachodzić, sklepów mnóstwo, barów mnóstwo, ludzi mnóstwo. A z ciekawszych miejscówek warto wspomnieć o sklepie spożywczym z normalnymi, miastowymi cenami, który znajduje się oczywiście w strefie ogólnodostępnej, a nie za kontrolą bezpieczeństwa. Poza tym w oczy rzucał się butik z Muminkami, czyli bohaterami lokalnych bajeczek.

1.jpg



2.jpg


Wyszedłem przed budynek lotniska i znalazłem się na stanowiskach autokarowych – miejskich i międzymiastowych. Tak dużo mówiło się o tym, że Finlandia będzie ograniczać ruch turystyczny dla Rosjan, będzie robić im „pod górkę”, ale chyba tylko tak się nadal gada. Przykład poniżej …

3.jpg


Spore oblężenie przeżywają autokary innego dużego przewoźnika LuxExpress. Z ciekawości chciałem sprawdzić ceny przejazdu, ale bilety były wyprzedane na kilka dni do przodu. A Rosjan w Helsinkach było naprawdę wielu.
Podpytałem kierowcę autobusu miejskiego, który podpowiedział mi, że do centrum najlepiej dojechać linią numer 600 (ma ona przystanki przy dworcach kolejowym i autokarowym). Poradził mi kupić bilet na dwie strefy (2,80 euro), co okazało się nieprawdą, ponieważ dojazd na lotnisko to już trzy strefy i cena 4,10 euro (automaty przyjmują monety lub płatność kartą). Dowiedziałem się o tym już w drodze powrotnej na lotnisko, więc pojechałem do centrum za stawkę niższą, czyli częściowo nieświadomie na gapę. Warto pamiętać, że bilet z automatu jest już skasowany i jest ważny do danej godziny, bodajże 90 minut. W centrum automaty mają zaznaczoną opcję z samolotem na ikonce, więc ciężko pomylić się kupując bilet lotniskowy.

4.jpg


Wysiadłem w Helsinkach parę kilometrów przed centrum, bo miałem do zagospodarowania kilka godzin. Miasto według mnie jest bardzo ciche, ruch na ulicach nieporównywalnie cichszy, niż w Polsce (elektryczne i hybrydowe samochody). Najwyższy blok mieszkalny, jaki widziałem, miał 5 kondygnacji. W wielu miejscach widać mniejsze lub większe skały, zapewne pozostałości po lodowcach. Przy stadionie olimpijskim było sporo osób idących na koncert jakiegoś lokalnego artysty i co ciekawe, wiele z nich piło sobie idąc po ulicach piwko lub cydr. Czyżby publiczna konsumpcja procentów była tam dopuszczalna? Poza tym dużo przestrzeni, dużo betonu, duży miks kulturowy. I wesołe miasteczko z zabójczym, jak dla mnie, rollercosterem.

5.jpg


Ostatecznie dotarłem do Kamppi, czyli wielkiego centrum hadlowo-biurowo-metrowo-autobusowego. Potwór ten ma wiele wejść, można łatwo zgubić się w mnogości korytarzy i pięter. Niedaleko od niego, może z 500 metrów, jest główna stacja kolejowa Helsinek. Dla leniwych – można przejechać jeden przystanek metrem.

6.jpg



7.jpg


Zlokalizowałem Kamppi i dalej miałem kilka godzin zapasu, więc pomaszerowałem sobie nad morze. Jako że było już ciemno, to wiele nie widziałem, ale mocno zdziwiłem się widząc lokal sauny, z której twardziele wychodzili na powietrze, schodzili po drabince i zanurzali się w zimnym morzu. Brrrr…. W porcie stał zacumowany wycieczkowiec, ale nie można było podejść blisko i tylko z daleka uroniłem łezkę, że mnie tam nie ma.

8.jpg


Wróciłem do Kamppi, posiedziałem trochę i wreszcie doczekałem się na swój środek transportu do Rovaniemi. To był – uwaga, uwaga – autokar firmy Onnibus. Czym się zachwycam? Ceną. Otóż w pierwszym okresie sprzedaży kupiłem bilet do Rovaniemi za 1 euro i powrotny również za 1 euro! Gdy powiedziałem o tym koledze, trząsł się z kwadrans złorzecząc mi, że za takie pieniądze to on w Polsce kupuje bilet miejski, a nie na trasę, która w jedną stronę liczy sobie około 820 km. Tak, to jest właśnie ten moment hardcoru – jeśli nie przeszkadza Ci prawie 11 godzin siedzenia w autobusie (tyle samo z powrotem) i uda Ci się kupić bilety po 1 euro, to jesteś zwycięzcą. Za 2 euro znajdziesz się w okolicach koła podbiegunowego.
A jakie są alternatywy dojazdowe? Z ciekawości sprawdzałem w czasie podróży pociągi (od 8 godzin jazdy, najtańsze bilety na przypadkowe daty kosztowały od 60 euro OW) i samoloty (głównie Finnair, cena ok. 100 euro OW). Zapewne da się kupić te bilety taniej, ale na pewno nie pobiją Onnibusa za 2 euro!
Wyjście na płytę dworca wyglądało tak, jak widać poniżej. Autobusy nie smrodziły spalinami do środka, klienci nie kręcili się przy stanowiskach, tylko grzecznie czekali na odjazdy w środku.

9.jpg



10.jpg



11.jpg


Kilka minut przed odjazdem na stanowisko podjechał piętrowiec Onnibus. To prawdopodobnie te same lub nowsze modele autobusów VanHool, jeżdżących w ś.p. PolskimBusie. W środku fotele ze skaju i wystarczająca ilość miejsca na nogi. A obłożenie? W obie strony pustki, po kilkanaście osób na ponad 80 miejsc siedzących. Jak oni zarabiają na siebie?

12.jpg



13.jpg



14.jpg



15.jpg


Mała dygresja nr 1 – punktualność. Nie wiem, czy to standard, czy ja miałem po prostu takie szczęście, ale autokary dojechały do Rovaniemi i do Helsinek CO DO MINUTY według rozkładu. Ponad 800 km w jedną stronę i idealne dogranie czasu? Niesamowite.
Mała dygresja nr 2 – kierowcy. W każdą stronę kierowcy zmieniali się co kilka godzin, w sumie autokar prowadziło po trzech szoferów, którzy wsiadali/wysiadali na trasie. Wszyscy biegle mówili po angielsku, po fińsku przekazywali wesołe komunikaty przez mikrofony pokładowe, których oczywiście nie rozumiałem, a które wzbudzały wesołość. Myślałby ktoś, że to przyjemniaczki i do rany przyłóż? Otóż to także bezwzględni „egzekwowacze” punktualności. Przy odjeździe z Helsinek o 23.58 do autokaru podleciał Hiszpan prosząc o poczekanie kilku minut, bo jego kolega już idzie na stanowisko. Kierowca nie chciał czekać, Hiszpan krzyczał wniebogłosy, stawał przed autokarem, za autokarem, utrudniał odjazd, błagał o poczekanie i nic nie wywalczył. Kierowca punktualnie o 23.59 wyruszył nie zabierając tego pasażera, a właściwie tych dwóch pasażerów. Usłyszałem jeszcze, jak mówił Hiszpanowi: „Sorry, it is my time!”. W Polsce takie zachowanie byłoby uważane za mega chamskie, a w Finlandii? Nie wiem. Podobnie było na krótkich postojach: wyznaczona była godzina odjazdu i kierowcy zawsze co do minuty odjeżdżali, nie sprawdzali pasażerów, nie liczyli ich. Traktowali ludzi poważnie.
Jako że mam spore doświadczenie w jeżdżeniu autokarami, to te prawie 11 godzin nie zrobiło na mnie wrażenia. Spało się, oglądało widoczki, czytało książkę i czas szybko zleciał. Jako ciekawostkę wypatrzyłem drogowskazy z napisem „II”. A co to za pieron? Google podpowiedział mi, że to nazwa własna gminy w Finlandii, czytane jako dwie litery „i”. Fajnie mieszkać w tak nietypowym miejscu. „Skąd jesteś? – Z ii”.
W Rovaniemi byłem o 10.55. Dworzec mały, z poczekalnią bardzo przytulną, jak na polskie warunki (ławeczki, stoliczki, jakieś ozdóbki itp.).

16.jpg


W internecie wyszperałem, że do wioski Świętego Mikołaja można dojechać autobusem miejskim (z ciekawości spytałem kierowcę autobusu międzymiastowego i też przejeżdżał koło wioski, ale za bilet chciał prawie 8 euro, czyli cenę rozbójniczą za jakieś 7 km trasy). Komunikacja miejsca odjeżdża spod pobliskiego dworca kolejowego (bardzo dużo kursów od poniedziałku do piątku, o wiele mniej w soboty i niedziele). Autobus linii nr 8 ma pięknie nazwaną trasę: Railway Station – Arctic Circle – Railway Station. Bilet kosztuje 3,60 euro i kupuje się go u kierowcy. A na autobusie oczywiście naklejone reniferki … Po półgodzinnej jeździe byłem na miejscu.

17.jpg



18.jpg


Wioska Świętego Mikołaja jest przy samej drodze i nie da się jej przeoczyć. Wstęp ogólnie jest bezpłatny, ale prawie wszystko inne jest płatne i to słono. Latem wioska robi na pewno wrażenie jakiś milion razy gorsze, niż zimą, gdy jest śnieg i jest nastrojowo. Nawet przystanek teraz wygląda nijako, a w święta będzie zapewne szczytem piękności.

19.jpg



20.jpg


Swoje kroki na pewno skierujecie do informacji turystycznej, gdzie można otrzymać mapkę terenu. W tym samym budynku są pierwsze sklepy z pamiątkami.

21.jpg



22.jpg



23.jpg



24.jpg



25.jpg


Nie mówcie tego dzieciom, ale między nami dorosłymi możemy ponarzekać na wszechobecny kapitalizm. Wioska Świętego Mikołaja to wiele punktów gastronomicznych i jeszcze więcej punktów handlowych z mniej lub bardziej klimatycznymi rzeczami dotyczącymi Finlandii i samej wioski. Co do cen to nie ma co dyskutować, bo to Skandynawia i musi być drożej, niż gdzieś indziej. Długopis za 3,50 euro to mało, czy dużo? Skorzystanie z kibelka za 1,25 euro? Skarpetki po 12 euro? I wytłumacz tu dziecku, że nie kupisz mu pacynki z pewnym grubszym panem odzianym w czerwony kubraczek za 20 euro …
Tutaj komuś pomyliły się miejsca i czas:

26.jpg


Sama wioska nie wygląda latem zbyt imponująco.

27.jpg



28.jpg



29.jpg



30.jpg


Cieplej i świątecznie robi się w miejscowej poczcie Świętego Mikołaja, chociaż i tutaj komercji nie mogło zabraknąć.

31.jpg



32.jpg



33.jpg



34.jpg



35.jpg


Puola to Polska, więc i nasza krajowa przegródka musi być. Może i wasz list tam się znajduje?

36.jpg


No i dochodzimy do słynnego koła podbiegunowego. Jest ono wyznaczone przez środek wioski, ale prawdopodobnie jest to – delikatnie mówiąc – małe przekłamanie. Otóż według Wikipedii: „Linia jest bardzo popularna wśród turystów, aczkolwiek rzeczywiste północne koło podbiegunowe - na skutek powolnych zmian kąta nachylenia osi Ziemi - przebiega obecnie 2,2 km na północ, przez teren lotniska w Rovaniemi; w oznaczonej w wiosce lokalizacji przebiegało ono w roku 1867.” Jakakolwiek jest prawda, to jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w wiosce.

37.jpg



38.jpg



39.jpg


No i dochodzimy do clue całej wyprawy. Gdzie mieszka imć Święty Mikołaj? Otóż w tym oto budynku. Że mało świąteczny? Też tak sądzę. Dodatkowo w skrzydłach budowli znajdują się – co za niespodzianka – punkty handlowe. I co ważne – Święty Mikołaj dostępny jest praktycznie codziennie przez cały rok. Wiadomo, komerc…, tfu, co ja piszę, umiłowanie tradycji i radość dla dzieci liczą się ponad wszystko.

40.jpg



41.jpg


W środku chyba najbardziej „mikołajowo” w całej wiosce. Pomijając sterty drogich pamiątek, to obsługa według mnie jest idealnie dobrana. Pani, wyglądająca jak z bajki o Świętym Mikołaju, jest bardzo wesoła, kontaktowa, wręcz żyje tematyką „mikołajową”. Sama z siebie dodaje +100 do wrażeń. Poprosiłem, żeby zadzwoniła do osoby mi bardzo bliskiej i powiedziała co nieco o Mikołaju i bez problemu to zrobiła. Super pracownica.

42.jpg



43.jpg



44.jpg


A jak wyglądają odwiedziny u Świętego Mikołaja? Gdy jest przejściowo nieobecny (pani sugestywnie pokazuje, że właśnie sobie odpoczywa lub śpi), to trzeba poczekać na niego. A gdy jest na miejscu, to wejście do niego nic nas nie kosztuje. Stajemy w kolejce i czekamy.

45.jpg



46.jpg


Ja też czekałem na swoją kolej, bo Święty Mikołaj akurat spał. I nagle wparowali jacyś pseudodziennikarze, bodajże z Niemiec, że chcą zrobić wywiad. Panie z obsługi skonsultowały to oczywiście z samym zainteresowanym, a potem z pełną powagą przekazali „dziennikarzom”, że Święty Mikołaj nie aprobuje ich pytania (niestety, nie słyszałem jakiego) i muszą je zmienić, bo nie będzie wypowiadać się na żadne tematy polityczne, religijne, kulturowe itp., czyli ma być ono maksymalnie nijakie. Potem „dziennikarze” dostali stosowną kamizelkę („Official Press Santa Claus”) i poszli na mini wywiad. Ich rozmowa z obsługą była jak najbardziej w tonie poważnym, tak jakby Święty Mikołaj był co najmniej prezydentem kraju średniej wielkości. Marka i powaga muszą być podtrzymywane na każdym szczeblu.

47.jpg


Po kilku minutach wpuszczono mnie dalej. Do pokoju Świętego Mikołaja idzie się korytarzem, w którym oczywiście nie brakuje akcentów tematycznych.

48.jpg



49.jpg




Dodaj Komentarz

Komentarze (14)

kkl 13 września 2022 05:08 Odpowiedz
Super pomysł na taką jednodniowa wycieczkę.. byłem z dzieciakami w grudniu, dokładnie na Mikołaja. Muszę powiedzieć, że jest dużo bardziej "magicznie" zima. A co do samego miejsca i jego komercyjności mam takie samo zdanie. Jak byłem mały to bardzo chciałem zobaczyć wioskę sw. Mikołaja. Wizyta całkowicie mi zburzyła dziecięce wyobrażenia [emoji23][emoji23]. A wyciąganie pieniędzy za wszystko jest wręcz obrzydliwe.. nawet jak dzieciaki stoją do audiencji do Mikołaja, to nie dostaną głupiego cukierka za kilka eurocentów.. można im kupić :). A samo Rovaniemi ma fajne muzeum arktyczne plus w okolicy są zimą dobre miejscówki na oglądanie zorzy polarnej. Polecam też jazdę psim zaprzęgiem. Nie robiliśmy tego w wiosce a około 40km od Rovaniemi. Było cholernie zimno bo około -18 stopni, ale 30 min jazdy z pieskami niezapomniane. Mam jakby co namiary na taką atrakcje w rozsądnej cenie (jak na Finlandię).Wrzucam kilka zdjęć dla porównania, jak miejsce wygląda zimą :)
kevin 13 września 2022 12:08 Odpowiedz
Trzeba chyba mieć odpowiednie nastawienie od razu, żeby się nie rozczarować :) Oczywiście, że to jest pełna komercja, a nie jakieś bajkowe miejsce prowadzone przez pasjonatów. W sezonie zimowym działa jeszcze park tematyczny SantaPark - tam jest trzeci Mikołaj (dwóch jest w wiosce). A podobno jeszcze w samym Rovaniemi jest czwarty...Byliśmy tam miesiąc temu (ale tylko samolotowo Finnair/Norwegian, więc to nie te koszty...) i nawet na początku nie myślałem o tym, żeby nocować w wiosce, ale ceny poza sezonem są tam bardzo przyzwoite (jak na fińskie warunki) i domek z prywatną sauną i ze śniadaniem można było mieć za ok. 400 zł. Z wioski można sobie zrobić przyjemny spacer do lasu (a jakże) św. Mikołaja albo wybrać się gdzieś dalej, np. 20km na północ na trasy Arctic Cirlcle Hiking Area.@Tom Stedd jestem pod wrażeniem kosztów jakie poniosłeś, żeby tam dojechać! W Rovaniemi jeszcze można było oszczędzić 30 eurocentów przy bilecie kupionym przez aplikację ;) Ten Mikołaj, u którego byłeś, to jest ten "główny", a ten, który się reklamował, jako "oficjalny", to jest jakiś taki biedny i schowany przy sklepie z pamiątkami... Po zakupie wersji cyfrowej oprócz zdjęć, dostałbyś też film z całej wizyty u Mikołaja. Nie wiem, czego się spodziewałeś w trakcie rozmowy z nim, ale dla mnie jak na Fina, to prowadził i tak rozbudowany "small talk" :)Co do alkoholu, to w sklepie kupisz go tylko w godzinach 9-21 (później tylko piwo max 2.8%). Mocne alkohole też chyba tylko w specjalistycznych sklepach (jak np. Alko).
flus 13 września 2022 12:08 Odpowiedz
Tom Stedd napisał:Nie, pod warunkiem że nie macie dzieci, marudzącej osoby obok, wymagań dotyczących komfortu i traficie na promocje cenowe na bilety. Kol. @Tom SteddTylko po co tam jechac/leciec jak sie nie ma dzieci...? Dla doroslych to zadna atrakcja...
mikolaj2206 13 września 2022 12:08 Odpowiedz
Świetna relacja! Łezka się w oku kręci wspominając czasy Polskiego Busa i podróż z Wawy do Berlina prawie za darmo :D Tom Stedd napisał:Co do cen to nie ma co dyskutować, bo to Skandynawia i musi być drożej, niż gdzieś indziej.Uwaga, nie mów Finom per "Skandynawowie" bo mogą się zdenerwować :D
klapio 3 października 2022 23:09 Odpowiedz
Super relacja, uwielbiam takie krótkie i intensywne wypady :) No i "nostalgnąłem" oglądając zdjęcia z Onnibusa :) Mało jest chyba forumowiczów którzy w takim czerwonym autokarze nie spali :D U mnie w historii nocne przejazdy do Berlina, Wiednia i Bratysławy, piękne czasy :)
tiffany 4 października 2022 05:08 Odpowiedz
Jakby komuś było za daleko do Finlandii, to bliżej nadal mamy (już-nie)polskiego busa przemalowanego wprawdzie z zewnątrz na niebiesko, za to wewnątrz czerwoniutkiego jak dawniej ;) Do Bratysławy nie dociera ale Praga i Berlin nadal do zrobienia np. z Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Katowic. Wojna czy nie, Ukraińcy jeżdżą bez przerwy. Rozkład: ewe.ua Bilety tylko u kierowcy bo na trasy polskie/-o czeskie i niemieckie nie ma sprzedaży przez internet. Ale i tak taniej niż flixbus i pociąg a i wspjera się bądź co bądź ludzi w różnych sytuacjach (w obliczu wojny).Fajnie wiedzieć że w Rovaniemi w końcu dorobili się dworca. Przed pandemią nawet w środku zimy do wyboru był zimny przystanek bez wygód albo Burger King (dla zamożnych :mrgreen: )
legion1 4 października 2022 12:08 Odpowiedz
@Tom Stedd fajna sprawa, za taki koszt sam bym pewnie zrobił taką trasę. Patrzę nawet teraz z ciekawości, ale widzę, że chyba Onnibus w sezonie zimowym już nie jeździ bo rozkłady tylko do końca października ;)
tiffany 4 października 2022 23:08 Odpowiedz
Oj to radzę nie spać albo jutro wcześnie rano wstać 8-) ;)
pemat 5 października 2022 05:08 Odpowiedz
Quote:nie mów Finom per "Skandynawowie" bo mogą się zdenerwować i słusznie - Finlandia nie jest krajem skandynawskim ;)
hose 5 października 2022 12:08 Odpowiedz
tiffany napisał:Oj to radzę nie spać albo jutro wcześnie rano wstać 8-) ;)Niekoniecznie bladym świtem, bo jeszcze są bilety po 1 EUR, nawet tuż przed świętami.Wydaje się, że na każdy kurs jest jeden taki bilet, kolejny już za 22,90 EUR.Ale dzięki za cynk, udało się kupić "kółko" za 2 EUR :)
tiffany 5 października 2022 17:08 Odpowiedz
To już zależy od stopnia w jakim ktoś jest w stanie się dopasować. Jak ktoś ma wolny weekend wtedy i wtedy to jednak lepiej było rano. Do Oulu jest więcej tras więc nie każda zainteresowana osoba sobie kupuje bilet na kurs do Rovaniemi. Nawet na święta są bo w mojej ocenie przez święta Finlandia zamiera. Jak ktoś nie jest pustelnikiem to z niej ucieka (patrz: obłożenie statków wycieczkowych) - albo siedzi w domu. A już sama wioska Mikołaja została skwitowana w relacji, ja zdanie podzielam. Kicz i obskurna komercha.W Polskim Busie też zostawały zawsze bilety po złotówce na trasę Katowice - Wrocław jak na inne trasy ciężko już było o te złotówkowe.W ramach ciekawostki: z Onnibusa można wysiąść również w wyznaczonych miejscach, na żądanie. Koncept przeniesiony bezpośrednio z brytyjskiego stagecoacha, który obsługuje również linie miejskie.
piotras33 14 października 2022 23:08 Odpowiedz
KKL napisał:A samo Rovaniemi ma fajne muzeum arktyczne plus w okolicy są zimą dobre miejscówki na oglądanie zorzy polarnej. Polecam też jazdę psim zaprzęgiem. Nie robiliśmy tego w wiosce a około 40km od Rovaniemi. Było cholernie zimno bo około -18 stopni, ale 30 min jazdy z pieskami niezapomniane. Mam jakby co namiary na taką atrakcje w rozsądnej cenie (jak na Finlandię).Można prosic o namiary? Wybieramy się za miesiąc, mam nadzieję, że to nie za wcześnie, gdyż pierwsze poszukiwania zimowych atrakcji w tygodniu 14-20 listopad było czesto "inactive".
kkl 14 października 2022 23:08 Odpowiedz
Korzystaliśmy z oferty Wolf Trail, dokładnie tej z linku niżej:https://www.arcticadventure.fi/tour/hus ... mall-groupCena jak dla mojej rodziny 2+2 była najlepsza i powiem szczerze, było super. Płaciłem 80 euro za osobę dorosłą rok temu, dzisiaj widzę mają cenę 90 euro. Dojazd z Rovaniemi około godziny, może ciut mniej, coś około 60km, więc trzeba mieć auto. Prowadzi to para Francuzów, która przeniosła się do Finlandii ma stałe. Mówili, że we Francji przejażdżki Husky to był kiepski biznes dlatego się przenieśli wraz z psami :). Chyba mnie to nie dziwi ;)Co do terminu, to my z pieskami jechaliśmy 4 grudnia i było wtedy bardzo zimno i dość śnieżnie. Było na tyle zimno, że odezwali się do nas dwa dni wcześniej pytając czy możemy pojawić się u nich dzień wcześniej, bo następnego dnia miało być -30 i przy takich temperaturach nie zabierają dzieci.. (nota bene wrzucili post na insta z dnia, kiedy my mieliśmy być, z hasłem, że nie jest źle, bo temperatura tylko -30 a miało być -35 :) - https://www.instagram.com/p/CXGfwMAoZbp ... MyMTA2M2Y= )Ale nawet przy -18, a tyle było podczas naszej przejażdżki, było przeraźliwie zimno. Starszy syn wręcz płakał z zimna. W waszym okresie jest szansa. Zarezerwujcie z myślą, że jak nie będzie śniegu jeszcze, to odpuścicie. Zresztą organizatorzy pewnie wam to przekażą, że wszystko zależy jak szybko zima przyjdzie. Generalnie bardzo to polecam. To takie przeżycie innego typu. Powożenie pieskami niezapomniane. Pieski uwielbiają to bieganie, a ty czujesz się jak w książkach Jacka Londona :). Bardzo polecam.
piekara114 3 listopada 2022 12:08 Odpowiedz
Rewelacyjna wycieczka.